http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Opiekuj się i świadcz

Rafał Hechmann, Polska Akcja Humanitarna*
2010-08-19, ostatnia aktualizacja 2010-08-19 13:43

Maper. Południowy Sudan. Listopad 2007 r. Wdowy sudańskie po powrocie z obozów dla uchodźców uczą się uprawy warzyw. Będą je sprzedawały na stoiskach, które dostaną od PAH
Maper. Południowy Sudan. Listopad 2007 r. Wdowy sudańskie po powrocie z obozów dla uchodźców uczą się uprawy warzyw. Będą je sprzedawały na stoiskach, które dostaną od PAH
Fot. PAH

Pewien lekarz w 1967 r. jest w Biafrze świadkiem mordów, gwałtów, śmierci głodowej. Zakłada z kolegami organizację niosącą pomoc Lekarze bez Granic. To Bernard Kouchner, obecny szef francuskiej dyplomacji - o historii pomocy humanitarnej

ZOBACZ TAKŻE
Większości z nas idea niesienia zorganizowanej pomocy ludziom poszkodowanym w wyniku konfliktów zbrojnych czy katastrof naturalnych wydaje się czymś odruchowym i istniejącym od zawsze. Koncepcja ta nie była jednak tak oczywista jeszcze dwa wieki temu. Zmienił to jeden człowiek, kupiec z Genewy Henry Dunant.

W 1859 r. ten młody finansista i filantrop, przejeżdżając nieopodal miasteczka Solferino w północnych Włoszech, był świadkiem dramatu tysięcy rannych żołnierzy dogorywających w męczarniach na polach jednej z największej bitew wojny francusko-austriackiej. Widok ten robi na młodym Szwajcarze ogromne wrażenie. Organizuje szpital polowy, w którym, przy pomocy miejscowych kobiet, opatruje rannych żołnierzy niezależnie od tego, po której stronie walczyli.

Dwa lata później w książce "Wspomnienie Solferino" Dunant postuluje powołanie we wszystkich krajach organizacji, której członkowie nieśliby pomoc rannym na polach bitew. Przekonuje do swych idei czterech wpływowych obywateli Szwajcarii. W 1863 r. powstaje Międzynarodowy Komitet Pomocy Rannym, który nieco później przekształca się w Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża (MKCK). Za swój znak przyjmuje on odwrotność flagi Szwajcarii - czerwony krzyż na białym tle.

Rok później, dzięki determinacji Dunanta, przedstawiciele 16 krajów podczas konferencji zorganizowanej w Genewie podpisują traktat o polepszeniu losu rannych i chorych w armiach czynnych na lądzie, znanego dziś pod nazwą pierwszej konwencji genewskiej. Wśród postanowień konferencji znalazły się m.in. ustalenia gwarantujące rannym żołnierzom oraz osobom udzielającym im pomocy neutralność. Te zasady humanitaryzmu, bezstronności i neutralności zawarte w traktacie stały się podstawowymi wyznacznikami udzielania pomocy humanitarnej przez następne dziesięciolecia.

Trzy lata po podpisaniu konwencji genewskiej Dunant na skutek sporów z pozostałymi członkami Komitetu odchodzi z Czerwonego Krzyża i popada w zapomnienie. Świat przypomni sobie jeszcze na chwilę o nim w 1901 r., kiedy zostanie on odznaczony pierwszą w historii Pokojową Nagrodą Nobla. Nie wydając z nagrody ani grosza, Dunant umiera dziewięć lat później w zapomnieniu, lecz zapoczątkowane przez niego dzieło jest kontynuowane.

W następnych dziesięcioleciach podpisano trzy kolejne konwencje genewskie i trzy protokoły dodatkowe stanowiące dziś fundament międzynarodowego prawa humanitarnego. W 1965 r. na konferencji w Wiedniu Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża wraz z Federacją Czerwonego Krzyża i Półksiężyca (federacja narodowych stowarzyszeń), kierując się prawie stuletnim doświadczeniem, proklamują fundamentalne zasady udzielania pomocy humanitarnej.

Obok wspomnianych już w pierwszej konwencji genewskiej zasad humanitaryzmu, neutralności (brak stanowiska w sporach religijnych, politycznych itp.) i bezstronności (udzielanie pomocy według potrzeby, bez rozróżniania stron konfliktu) proklamowano m.in zasadę niezależności działań od państwa. Zasady te stały się nie tylko standardem działań Czerwonego Krzyża, ale również organizacji niosących pomoc humanitarną.

Zasada neutralności, którą kieruje się Czerwony Krzyż, budziła jednak już w tym czasie wiele wątpliwości. Jej stosowanie oznacza, iż pracownicy Czerwonego Krzyża nigdy nie wypowiadają się na temat zbrodni czy pogwałceń praw człowieka, których są świadkami. W zamian uzyskują dostęp do rannych i więźniów. W myśl tej zasady podczas II wojny światowej Komitet milczy na temat zbrodni Holocaustu w obawie przed utratą dostępu do przetrzymywanych w obozach więźniów.

Ćwierć wieku później pewien młody francuski lekarz dokona rewolucji. W 1967 r. dochodzi do secesji wschodniego regionu Nigerii - Biafry. Rząd nigeryjski rozpoczyna masowe mordy na separatystach. Przez trzy lata ginie blisko milion cywilów zarówno w wyniku działań zbrojnych, jak i głodu spowodowanego blokadą regionu prowadzoną przez rząd Nigerii.

Podczas kryzysu do Biafry trafia młody francuski gastroenterolog pracujący dla Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Jest świadkiem najgorszych okropieństw, mordów, gwałtów, śmierci głodowej. Postanawia, że dłużej milczeć nie wolno. Występuje z Czerwonego Krzyża i w 1971 r. wraz z podobnie myślącymi kolegami zakłada organizację Lekarze bez Granic (Medecins Sans Frontieres, MSF).

Lekarzem tym jest Bernard Kouchner, obecny szef francuskiej dyplomacji. Założona przez niego organizacja odrzuca zasadę neutralności, czemu daje wyraz w swym motto: "Opiekuj się i świadcz" (Care for and testify). Temu motcie Lekarze bez Granic pozostają wierni, często nawet kosztem utraty dostępu do beneficjentów.

W 1984 r. organizacja rozpoczyna dożywianie mieszkańców ogarniętej głodem Etiopii. Gdy po roku Lekarze bez Granic zwracają uwagę świata na pogwałcenia praw człowieka i nadużycia, których dopuszczają się władze Etiopii, organizacja zostaje wyrzucona z kraju. Piętnaście lat później, podczas odbierania Pokojowej Nagrody Nobla przyznanej organizacji w 1999 r., jej ówczesny szef James Orbinski powie: "Nie jesteśmy pewni, czy słowa mogą uratować życie, ale wiemy na pewno, że milczenie może zabijać".

O ile wiele organizacji z premedytacją odrzuca ideę neutralności, odejście od zasady niezależności odbywa się o wiele mniej świadomie i stwarza jedno z największych niebezpieczeństw dla organizacji humanitarnych i ich pracowników.

W czasach, gdy podpisywane były konwencje genewskie, świat był świadkiem głównie wojen prowadzonych przez regularne, zdyscyplinowane armie. Działalność i zasady neutralności, bezstronności i niezależności Czerwonego Krzyża, jedynego w owym czasie aktora humanitarnego, były znane i respektowane przez prowadzących wojny polityków i generałów.

Wraz z końcem zimnej wojny nadeszły ogromne zmiany. Zmienił się charakter konfliktów; walki o podłożu etnicznym czy religijnym wstrząsały państwami, które wydawały się stabilne. Wiele dotychczas tłamszonych, wewnętrznych konfliktów eksplodowało w postaci ludobójstwa lub czystek etnicznych.

Konflikty nie były toczone przez umundurowane, regularne armie. Żołnierzy zastąpili uzbrojeni cywile i samochody-pułapki. Wrogiem był nawet sąsiad. Zatarł się model konfliktu z jasno rozpoznawalnymi stronami i neutralnym pracownikiem humanitarnym.

Koniec zimnej wojny, rozwój demokracji i mediów oraz ekonomiczna integracja świata stworzyły podatny grunt dla powstawania nowych organizacji pomocowych. Liczba międzynarodowych organizacji pozarządowych rośnie z 6 tys. w 1990 r. do 26 tys. w roku 2000. Tak duży przyrost skutkuje konkurencją o fundusze. Wiele organizacji pozarządowych zaczyna w coraz większym stopniu sięgać po fundusze rządowe. Zgadzając się na to i angażując się w projekty, które finansują rządy, organizacje tracą swoją niezależność, a pomoc ulega polityzacji. Organizacje zaczynają być coraz częściej postrzegane jako wykonawcy polityki zagranicznej rządów, a to w parze ze zmianą sposobu toczenia konfliktów niesie ze sobą śmiertelne zagrożenia dla pracowników humanitarnych.

Liczby mówią same za siebie. W 1999 r. ginie 30 pracowników organizacji pomocowych, w 2009 r. 103, ponadtrzykrotnie więcej.

Z tych powodów organizacje niejednokrotnie zmuszane są do zawieszania misji na terenach niebezpiecznych. O polityzacji pomocy świadczy również przykład Darfuru i wydalenie działających tam organizacji, będące odwetem za wydanie przez Międzynarodowy Trybunał Karny nakazu aresztowania prezydenta Sudanu Omara al-Bashira.

Czasami jednak organizacje podejmują decyzję o odstąpieniu od pomocy nie w obawie o bezpieczeństwo pracowników ani dlatego, że są do tego zmuszane. Przykładem jest tutaj sytuacja podczas Kryzysu Wielkich Jezior, będącego następstwem ludobójstwa w Ruandzie w 1994 r. Po masakrze z Ruandy do ościennych państw uciekło w obawie przed odwetem ze strony nowego rządu ponad 2 mln członków plemienia Hutu, przedstawiciele którego podczas stu dni wymordowali ponad milion Tutsi.

Uciekających przed odwetem Hutu dziesiątkowały głód i choroby, epidemia cholery i kolejna katastrofa humanitarna. Ponad 200 organizacji humanitarnych zaangażowało się w pomoc dla 2 mln uchodźców m. in. w Zairze (dzisiejsza Demokratyczna Republika Konga). Epidemia wkrótce została opanowana.

Ale obecne wśród uchodźców bojówki odpowiedzialne za niedawną masakrę przejęły kontrolę nad dostawami pomocy. Zaczęły traktować obozy uchodźców jako miejsce darmowego zaopatrzenia i bazy wypadowe dla ataków na nowy rząd w Ruandzie. Stało się jasne, że dłuższa pomoc jedynie podsyca konflikt. Pomimo obecności w obozach tysięcy niewinnych ludzi, większość dużych organizacji humanitarnych opuściła obozy.

Takie podejście do pomocy zyskuje dzisiaj coraz więcej zwolenników. Organizacje humanitarne coraz częściej spoglądają na długofalowe skutki udzielanej pomocy. Wyłania się nowy model pomocy humanitarnej, o którym mówił Kouchner. Model ten odrzuca dogmat neutralności na korzyść walki o przestrzeganie praw człowieka, zorientowany jest na rozwój, uwzględnia długofalowe skutki pomocy oraz przyczyny leżące u podstaw kryzysów. Pracownicy humanitarni ratują życie i zdrowie ludzkie, gdy nadchodzi kryzys, lecz również, poprzez pomoc rozwojową starają się, aby do takich kryzysów nie dochodziło.

Czy oznacza to jednak, że idee neutralności i niezależności, będące przez lata fundamentem ruchu humanitarnego, są przestarzałe i należy je odłożyć do lamusa? Pomimo iż wiele organizacji w większym lub mniejszym stopniu odchodzi od tych zasad, idee głoszone przez MKCK pozostaną na zawsze złotym standardem ruchu humanitarnego, gdyż one go tak naprawdę definiują.

Idee neutralności, bezstronności i niezależności ukute ponad sto lat temu miały w zamierzeniu chronić ruch humanitarny od wpływów rządów i od polityzacji. Obecnie organizacjom humanitarnym bardziej niż kiedykolwiek potrzebna jest taka ochrona. Bez jasnego rozdziału na świat polityki i pomocy humanitarnej ta druga będzie zawsze skazana na instrumentalizację, a pracownicy humanitarni na niebezpieczeństwo niezależnie od tego, jak szlachetne idee będą im przyświecać.

Wyjątkowi pracownicy
W tym roku po raz drugi obchodzimy Światowy Dzień Pomocy Humanitarnej ustanowiony przez ONZ. Data obchodów - 19 sierpnia - jest związana z zamachem na siedzibę ONZ w Bagdadzie, na skutek którego zginęło 22 pracowników organizacji pomocowych, a wśród nich przedstawiciel sekretarza generalnego ONZ Sergio Vieira de Mello. Temat przewodni tegorocznych obchodów - "Jesteśmy pracownikami humanitarnymi" - ma na celu przybliżenie specyfiki tego wyjątkowego zawodu oraz pokazanie, że wykonują go ludzie wielu narodowości i specjalności, którzy w swej pracy kierują się podobnymi wartościami.



*Rafał Hechmann - koordynator pomocy natychmiastowej w Polskiej Akcji Humanitarnej Farmaceuta, ukończył też kierunek zdrowie publiczne na Uniwersytecie Nowej Południowej Walii w Sydney oraz Europejskie Magisterium Pomocy Humanitarnej NOHA w Dublinie. Pracował min. w Australii, na Sri Lance, w Strefie Gazy i na Haiti. Koordynuje pomoc ofiarom powodzi w Polsce

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':