http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ksiądz nie może odrzucać od Kościoła

Rozmawiał Rafał Kowalski, Płock
2010-08-18, ostatnia aktualizacja 2010-08-22 17:45

"Jak cię nie przekonam, to w takim razie cię postraszę" - takie podejście odrzuca ludzi od Kościoła. Nie przeżywają tego jako konfliktu z Bogiem, tylko z instytucją - mówi ks. Jacek Prusak, jezuita, psychoterapeuta, redaktor "Tygodnika Powszechnego"

12 maja. Warszawa. Torty komunijne w cukierni
Fot. Grażyna Jaworska / Agencja Gazeta
12 maja. Warszawa. Torty komunijne w cukierni

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Niemałe zaskoczenie wzbudziły wyniki badań postaw religijno-społecznych diecezji płockiej przeprowadzone jesienią 2009 r., na zlecenie biskupa płockiego Piotra Libery przez Instytut Statystyczny Kościoła Katolickiego.

Według nich (wywiadami zostało objętych 600 osób, rzymskich katolików) stosowanie środków antykoncepcyjnych za dopuszczalne uznało 44 proc. badanych (dodatkowo 28 proc. odpowiedziało: "To zależy"), a 43 proc. - współżycie przed ślubem kościelnym (plus 27 proc.: "To zależy"). Do tego 29 proc. (plus 28 proc.) dopuszcza życie w tzw. wolnym związku, a 19 proc. (plus 21 proc.) - wolną miłość i seks bez ograniczeń. "Nie do przyjęcia" mówi o przerywaniu ciąży 65 proc. ankietowanych, ale już 24 proc.: "To zależy". Aż 40 proc. uważa za zdecydowanie dopuszczalne zapłodnienie in vitro, a dalsze 20 proc. pod pewnymi warunkami. Podobnie z eutanazją. Dopuszcza ją bezwarunkowo 17 proc, a 47 - przyzwala na nią pod pewnymi warunkami ("To zależy").

To nie wszystko. W zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa w diecezji płockiej nie wierzy ponad 2 proc. badanych katolików, a blisko 6 proc. nie ma zdania na ten temat.

Rafał Kowalski: Jest ksiądz zaskoczony tymi wynikami? Zwłaszcza podejściem do in vitro, współżycia przed ślubem kościelnym, życia w tzw. wolnym związku, seksu bez ograniczeń?

Ks. Jacek Prusak: Różne badania socjologiczne pokazują, że najwięcej kontrowersji wśród katolików w Europie budzą kwestie związane z etyką seksualną i bioetyką. Dzieje się to również w Polsce i uważam, że jest to nieodwracalny trend. U nas przemiany zachodzą wolniej niż na Zachodzie, ale nawet katolicyzm masowy nie jest w stanie ich powstrzymać. Niemniej ten proces do tej pory był charakterystyczny dla dużych metropolii, w których jest więcej ludzi wykształconych, studentów. Tymczasem diecezja płocka ma głównie charakter wiejski. Pod tym względem wyniki badań to dla mnie coś nowego i zaskakującego.

Jest obawa, że niektórzy księża mogą zbagatelizować wyniki, mówić: "Ludzie tak odpowiadali na pytania, bo nie wiedzą, czym tak naprawdę jest in vitro"?

- Przede wszystkim musimy się przyzwyczaić, że wieś nie oznacza zaścianka. Zwłaszcza w dobie internetu i częstych wyjazdów do miasta. W tych okolicznościach nie może być mowy o niewiedzy, ignorancji na skalę masową, a więc znaczącą statystycznie. Tym bardziej że przecież w kościołach dużo mówiło się o in vitro np. w listach pasterskich, głos na ten temat zabierali biskupi. Z licznych rozmów, bo nie dysponuję statystykami, widzę, że katolicy w Polsce skłaniają się ku projektowi Jarosława Gowina [dopuszcza in vitro dla małżeństw, ale zakazuje tworzenia nadliczbowych zarodków], de facto więc w jakimś sensie dopuszczają in vitro.

A eutanazja? Część księży nie ukrywa, że takich wyników spodziewaliby się np. w Holandii, ale nie w Polsce.

- Eutanazja podobnie jak aborcja budzi wśród katolików najwięcej obiekcji i nie sądzę, abyśmy w ich liberalizacji zbliżyli się do Holandii.

Jak więc powinni postąpić księża po zapoznaniu się z wynikami tego badania?

- Ludzie nie będą się zmieniać, ponieważ Kościół tak im każe. Bo przecież to nie ksiądz staje przed dylematem, czy mogę mieć dziecko, czy nie, albo jak mam układać swoje współżycie. To są dylematy katolików świeckich. Reakcja księży nie powinna polegać na moralizatorstwie i mówieniu, że jeśli opowiedziałeś się za in vitro nawet według projektu Gowina, to znaczy, że jesteś zdemoralizowany i nie ma dla ciebie miejsca w Kościele.

Zatem o in vitro można dyskutować, rozważać argumenty za i przeciw, a nie stawać na stanowisku: "Jak cię nie przekonam, to w takim razie cię postraszę". Bo takie podejście odrzuca ludzi od Kościoła. W wielu bowiem wypadkach nie przeżywają tego jako konfliktu z Bogiem, tylko z instytucją.

Może księża są zbyt mało przekonujący, nie są autorytetami w sprawach związanych choćby z seksualnością?

- Z badań wynika, że katolicy nie potrzebują księdza do tego, aby kierował ich życiem seksualnym, tylko do tego, by pomógł im pogłębiać wiarę.

Czy w związku z takimi wynikami można się spodziewać weryfikacji niektórych zasad moralnych, do których dziś przekonuje Kościół?

- Te zasady nie są oparte na danych statystycznych, a więc nie zmienią się pod wpływem presji społecznej. Ale odwołują się do argumentów rozumowych, które w obliczu danych empirycznych muszą być korygowane, jeśli mają wyznaczać normy postępowania moralnie słusznego.

Ankieterzy zadawali też inne pytania. Czym można wytłumaczyć fakt, że do zmartwychwstania Chrystusa w diecezji płockiej nie jest przekonanych 8 proc. badanych katolików? Według biskupa płockiego Piotra Libery być może zbyt mało w kościołach mówi się o sprawach ostatecznych i niedostatecznie przystępnym językiem.

- W Polsce nie do końca sprawdza się obecna formuła katechezy jako lekcji o religii. Młodzież często reaguje buntem, przyswaja wiedzę przez palce. Potem dorasta, zakłada rodziny i nie ma ani podejścia, ani wiedzy, by prawdy wiary przekazywać dzieciom, bo nie są to dla nich prawdy egzystencjalne.

Istnieje też problem z homiliami. Niedawno jakiś ksiądz stwierdził publicznie, że w trakcie kazań jest coraz więcej psychologii, a coraz mniej teologii. Odpowiedziałem mu, że jeszcze nie słyszałem psychologicznej homilii, za to już nieraz słyszałem w kazaniach nawiązania do polityki. Oczywiście, ksiądz ma prawo mówić o sprawach bieżących. Jednak nie powinno odbywać się to tylko na zasadzie: na kogo macie głosować albo kogo macie się bać.

To tak jak z katechezami, które jeszcze w 2009 r. wygłaszano w kościołach diecezji płockiej przed rozpoczęciem mszy św. Według ich pomysłodawcy Stanisława Wielgusa, poprzedniego biskupa płockiego, miały podnosić kulturę religijną wiernych. Tymczasem zdarzało się np., że ksiądz mówił dobitnie o homoseksualizmie. Pytał, czy wierni odczuwają niepokój, słysząc o coraz większych prawach dla zboczenia, które jest zagrożeniem dla rodziny, zawierania nowych małżeństw i wychowania dzieci.

- Pamiętam tę katechezę. Mówiłem o niej w "Gazecie", że jest nastawiona na wywołanie szoku u odbiorcy i ma uzasadnić, że głównym zagrożeniem cywilizacyjnym jest homoseksualizm. No właśnie, sam pomysł katechezy w diecezji płockiej był dobry, jeśli chodzi o edukację religijną. Katecheza powinna być do końca przemyślana, zwłaszcza jeśli dotyczy złożonego problemu, podnosić poziom wiedzy o Starym i Nowym Testamencie. Zwłaszcza że wiele spraw zawartych w Biblii można opacznie zrozumieć.

Podczas badania wyszło, że wielu wiernych postrzega kapłana jako urzędnika, nie zaś osobę, do której można się zwrócić w każdej chwili o pomoc czy poradę. Biskup Libera przyznał, że rozumie ten problem. I podaje księżom za przykład tych duchownych, którzy w miejscowościach zalanych przez powódź nierzadko stali ramię w ramię w mieszkańcami na wałach.

- Niewątpliwie księżą muszą być z wiernymi, nie tylko jednak przy powodzi. Na zaufanie trzeba zapracować, traktując ludzi w partnerski sposób. Nie wystarczy nosić sutannę i ograniczyć się do posługi w kancelarii. Ludzie pracują osiem godzin, potem pracują, zajmując się swoją rodziną, dziećmi. Dla kapłana parafia jest taką rodziną. Nie może kończyć swojej posługi o umownej trzeciej, co nie znaczy, że nie ma prawa do odpoczynku.

Badania zostały przeprowadzone jesienią 2009 r. Potem opublikowano wiele artykułów o drastycznych sytuacjach ukrywania występków seksualnych księży, niektórych karalnych. Ostatnio zaś pojawił się spór o ustawienie krzyża na Krakowskim Przedmieściu, co spotkało się z różnymi reakcjami hierarchów polskiego Kościoła katolickiego. Jak obie te rzeczy mogą wpłynąć na ujawnione w badaniach postawy katolików?

- Dzięki jednoznacznym wypowiedziom Benedykta XVI w sprawie pedofilii wśród duchownych, polscy katolicy nie stracili zaufania do Kościoła, i nie opuszczają go z tego powodu, aczkolwiek stali się bardziej krytyczni w ocenie duchowieństwa.

Sprawa krzyża na Krakowskim Przedmieściu pokazuje, że katolicy o wiele bardziej różnią się w ocenie obecności Kościoła w sferze publicznej, zwłaszcza gdy angażuje się on jednoznacznie po stronie jednej partii. Wynik wyborów prezydenckich, i różnica zdań w ocenie obecności krzyża na Krakowskim Przedmieściu pokazują, że głos biskupów w sprawach publicznych nie jest traktowany bezkrytycznie. Choć autorytet Kościoła nie jest przyjmowany bezapelacyjnie, ciągle stanowi punkt odniesienia dla wielu Polaków.

Od postawy hierarchów będzie więc zależało, czy to, co stało się 3 sierpnia - podczas nieudanej próby przeniesienia krzyża - przybierze charakter "wewnętrznej schizmy" w Kościele, czy Kościół się uchroni przed upolitycznianiem religijnych symboli i nie wezwie do krucjaty przeciwko laickiemu charakterowi państwa. Osobiście tego się nie obawiam.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 24 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    44 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':