http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Liberałowie - na barykady!

Władysław Frasyniuk
2010-08-12, ostatnia aktualizacja 2010-08-12 13:07

Jak na Godota czekam na nowego lidera, który wprowadziłby liberalne ugrupowanie ponownie na scenę polityczną

Władysław Frasyniuk
Fot. Piotr Bernaś / AG
Władysław Frasyniuk
ZOBACZ TAKŻE
Ostatnio czuję się jak bohater "Lotu nad kukułczym gniazdem". Ale przecieram oczy i widzę, że tu ani farmakologia, ani elektrowstrząsy nie pomogą. Nie ma lekarstwa na szokującą postawę Jarosława Kaczyńskiego. Nie widzę możliwości wyleczenia polityków z permanentnej mitomanii. Żeby wyleczyć, trzeba chcieć się leczyć. Nie widzę takiej woli.

A społeczeństwo najmocniej chyba od 1989 r. odczuwa chęć ucieczki do normalności. Polacy to nie obsesjonaci spod Pałacu Prezydenckiego ciałem broniący krzyża. Duża część obywateli chodzi do kościoła, ale umiarkowanie go lubi. Słucha kazań, ale większości zapomina. Bierze ślub kościelny, ale przynajmniej raz się rozwodzi. Nie szokuje nas metoda in vitro tak jak prawicowych polityków, bo rozumiemy sąsiadów, którzy nie mogą mieć dzieci. Nie boli nas kieszeń, że dołożymy parę groszy, by innym dać szansę cieszyć się rodzicielstwem.

Ale znamy też przypadki kobiet, które nie chciały bądź nie powinny mieć dzieci. I chcemy dać im prawo wyboru, bo przecież kiedyś ktoś za nas może chcieć decydować, a na to przecież nie moglibyśmy się zgodzić. Jeśli chodzi o związki partnerskie, to najbardziej denerwuje nas brak partnerstwa i szacunku między dwoma osobami, a nie kwestia płci. Nie jesteśmy przecież hipokrytami, różne rzeczy człowiek w życiu w łóżku robił, więc wara od łóżek innych.

Tylko dlaczego nagle zwykła potrzeba wolności stała się dobrem luksusowym?

Czcimy ślub, nie powstanie

W telewizji widać to co prawda inaczej. Tam ważna jest prawda i sprawiedliwość albo prawo i niesprawiedliwość. Dobry Polak to biedny Polak, chociaż przecież już Benjamin Franklin mówił, że biedny nie znaczy uczciwy, bo jak pusty worek może stać prosto. Z drugiej strony wmawiają ludziom, że podwyżka podatków ich nie dotknie, bo VAT-u to Kowalski nie płaci. A jak makaron kupuje, to co płaci? Albo wino do obiadu? A jak dom remontuje? Widać na zielonej wyspie płaci się podatek od koloru, bo wszystkie czerwone europejskie potwory VAT mają niższy.

Martwimy się o przyszłość, mniej obchodzi nas przeszłość. Wszystkie narody mają swoje wielkie daty, ale z tych największych to jednak data urodzin dziecka, rocznicy ślubu (czasem rozwodu), spłaty kredytu wydaje się mieć większe znaczenie. Powstanie styczniowe - było, Powstanie Warszawskie - było, powstanie "Solidarności" - było, Euro 2012 - będzie, i to jak będzie! Uczcijmy poległych minutą ciszy, a sukces sportowców godzinną imprezką. Co do przyszłości, to najważniejsza jest przyszłość dzieci. Żłobki, przedszkola - jest ich za mało, mamy muszą mieć prawo szybkiego powrotu do pracy. Budżet domowy we dwójkę zawsze buduje się łatwiej.

Ale nie jesteśmy też ignorantami, co wmawiają nam usilnie w sprawie wieku emerytalnego. Spytajcie, kto chce, żeby jego dzieci i wnuki musiały przez lata na niego, dwie ciotki i trzech wujków łożyć. Tylko nie może być tak, że my do siedemdziesiątki, a policjant, strażak czy wojskowy do trzydziestkipiątki, bo to nie fair. No i ten KRUS, niech ktoś go do jasnej cholery zlikwiduje!

Nieznośna potrzeba wolności

Pięć lat temu, w 25. rocznicę powstania "Solidarności", powołaliśmy wraz z Tadeuszem Mazowieckim i Jerzym Hausnerem Partię Demokratyczną. Mieliśmy nadzieję spełnić własne marzenia, ale też oczekiwania części społeczeństwa, i stworzyć nowoczesną partię myślącą wolnościowo, liberalnie, prorozwojowo, szanującą prawo, a przede wszystkim obywateli. Nie udało nam się.

Z powodu błędów, które popełniliśmy podczas tworzenia PD, lecz także z powodu rozpoczynającej się już wtedy wojny między PO i PiS, która skutecznie zacementowała scenę polityczną. Porażka Partii Demokratycznej nie oznaczała jednak, że zniknęli Polacy, którym bliska byłaby wizja Polski wolnej od histerii dzisiejszej polityki. Mam nawet wrażenie, że dziś, w 30. rocznicę powstania "Solidarności", potrzeba wolności i ucieczki do normalności jest zdecydowanie silniejsza.

Osobiście - jak na Godota - czekam na nowego lidera, który wprowadziłby liberalne ugrupowanie ponownie na scenę polityczną. Mam absolutną świadomość tego, że żadnej ze "starych" twarzy nie uda się tego zrobić przy dzisiejszym układzie partyjnym i sposobie finansowania partii politycznych.

Środowiskom liberalnym potrzebny jest nie tylko "efekt świeżości", ale także realny przywódca z nowoczesną wizją Polski. Na razie takiego nie widać, tym bardziej jest to sygnał dla środowisk liberalnych do aktywności i próby wykreowania i wyedukowania nowego przywództwa.

Być może nadszedł czas na liberalną rewolucję. Młodzież kształcąca się na światowych uczelniach, wykładowcy na uniwersytetach, przedsiębiorcy budujący własne firmy, menedżerowie zarządzający wielkimi koncernami, młode matki i młodzi ojcowie, rzeźbiarze, malarze, reżyserzy, lekarze - potrzeba wolności jest naturalną potrzebą każdego człowieka. To ona kierowała nami w 1980 r. podczas pierwszych strajków "Solidarności". Życie publiczne doszło obecnie do ściany. Jesteśmy zakładnikami krzyża, permanentnych wyborów, wojny polsko-polskiej. Kto normalny - z dala od polityki. To oczywiście wyzwanie, bo kto o zdrowych zmysłach zarzuciłby własne zawodowe życie dla niepewności życia publicznego. Dziś bylejakość polityki polega między innymi na braku w niej profesjonalistów, ludzi sukcesu. Warto jednak przypominać, że jakość naszego życia w znacznej mierze zależy od tych, co politykę robią. A zatem liberałowie - na barykady!

Władysław Frasyniuk, dawny przywódca dolnośląskiej "S", w PRL więzień polityczny, b. szef Partii Demokratycznej, przedsiębiorca

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 9 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    22 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':