http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Markowski: Radosny happening przeciw imperialnym zapędom Kościoła

Rozmawiał Adam Leszczyński
2010-08-11, ostatnia aktualizacja 2010-08-11 14:46

Protest przeciwników krzyża pod Pałacem Prezydenckim
Protest przeciwników krzyża pod Pałacem Prezydenckim
Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta

- W Warszawie zebrało się kilka tysięcy młodych ludzi, żeby skandować nawet nie przeciw tej archaicznej instytucji, ale przeciw temu, co zrobiła w ostatnich tygodniach - mówi socjolog prof. Radosław Markowski*

Prof. Radosław Markowski, Polska Akademia Nauk i  Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej
Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Prof. Radosław Markowski, Polska Akademia Nauk i Szkoła Wyższa Psychologii...
Adam Leszczyński: Czy demonstracja przeciwników krzyża przed Pałacem Prezydenckim to symboliczny początek sekularyzacji w Polsce? Coś się zmienia w postawie Polaków wobec Kościoła?

Prof. Radosław Markowski*: Uściślijmy - to byli przeciwnicy tego krzyża i w tym miejscu. Było tam na pewno wiele osób związanych z katolicyzmem.

To bardzo ciekawy moment. Nie byłem na miejscu, obserwowałem transmisję w dwóch stacjach telewizyjnych. Zobaczyłem happening z jasnym przesłaniem: najczęściej skandowano hasło: "Z krzyżem do kościoła". Równocześnie telewizje pokazywały wyniki badań - ponad 70 proc. Polaków uważa, że ten krzyż powinien być w kościele, i zarazem ponad 70 proc. uważa, że w jakiś sposób ofiary tej katastrofy powinny być upamiętnione.

Rozsądnie.

Bardzo! Pan użył wielkiego słowa: sekularyzacja. Myślę, że jeśli chodzi o głęboko odczuwane emocje związane z publiczną i polityczną rolą Kościoła, nie zmieniają się one nagle. Zmienia się co innego - ludzie zaczynają o nich mówić. Od wielu lat stykam się z tym, że wiele osób jest niezwykle krytycznych wobec Kościoła katolickiego jako instytucji, a jednocześnie ma swoją prywatną wiarę, ale publicznie swego krytycyzmu nie ujawnia.

Do niedawna mówienie źle o Kościele było nieakceptowane. To ma swoje historyczne uzasadnienie w czasach komunizmu - tak samo wtedy trudniej było pozwolić sobie na krytyczne uwagi o Powstaniu Warszawskim. Teraz, w demokracji, mamy do tego prawo. Mamy konstytucję, którą żeśmy zaakceptowali, a w niej odpowiednie paragrafy, które mówią, jaki państwo ma mieć stosunek do różnych instytucji - w tym Kościoła. Niestety, Kościół narusza konstytucyjne zasady w wielu sferach, np. w edukacji.

Nie rozumiem np., co to znaczy "na tacę". Każdy chciałby dostawać pieniądze nieopodatkowane! Kościół może. Działała jakaś supertajna komisja, która rozdawała mu dobra. Pomijam już kwestię starannie ukrywanych pedofilskich skandali. Jak się ma moralność do tzw. katolickich rozwodów, suto opłacanych? Nagromadziło się tego bardzo wiele i wszyscy ludzie o tym wiedzą. Tylko z jakiegoś powodu do tej pory Polacy to tolerowali.

Bo sądzili, że Kościół to instytucja zasłużona dla państwowości?

- Nie podzielam tego zdania, jeśli chodzi o wieki minione, chociaż rzeczywiście w czasie komunizmu odegrał bardzo ważną i pozytywną rolę. W ostatnich wyborach Kościół po raz drugi bardzo zaangażował się po jednej ze stron. Pierwszy raz - w 1993 r. - może nie było to usprawiedliwione, ale zrozumiałe. Upłynęły trzy lata od obalenia komunizmu, nie wiadomo było, czym jest partia postkomunistyczna. Kościół chciał bronić takich wartości, które były odwrotnością komunizmu. To się mogło nie podobać, ale było zrozumiałe. Dziś zaangażowanie po jednej ze stron, z której żadna nie wygląda na komunistów, jest zadziwiające i krótkowzroczne. Myślę, że to spowoduje ogromne zmiany w postawach Polaków.

Początek publicznego sprzeciwu wobec roli Kościoła w polityce?

- To nie są procesy, które trwają parę dni.

Ale w procesach społecznych zdarzają się momenty przełomowe. Frustracja zbiera się w ludziach i w pewnym momencie wylewa.

- Nie wiem, czy to ten czas. W Warszawie zebrało się kilka tysięcy młodych ludzi, żeby skandować nawet nie przeciw tej archaicznej instytucji, ale przeciw temu, co zrobiła w ostatnich tygodniach - to nie jest jakiś ogromny ruch społeczny. Z drugiej strony to nie jest coś, co można zbagatelizować. Telewizyjne obrazy były wymowne: chroniona przez policję grupka nielicznych dziwnych ludzi pod krzyżem w oceanie protestu, który na dodatek był wesoły i autoironiczny. Bez przemocy - pomimo źle ukrywanych nadziei stacji telewizyjnych.

* prof. Radosław Markowski - politolog, SWPS i PAN

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 1
  • 3
  • 1
  • 20 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    30 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':