http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Piromani nad Wisłą

Waldemar Kuczyński
2010-08-10, ostatnia aktualizacja 2010-08-18 17:00

3 sierpnia, Warszawa. Próba przeniesienia krzyża spod Pałacu Prezydenckiego do kościoła św. Anny
3 sierpnia, Warszawa. Próba przeniesienia krzyża spod Pałacu Prezydenckiego do kościoła św. Anny
Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta

Od bardzo dawna bracia Kaczyńscy mnie nie zaskakują, nie dziwią i nie zawodzą. Oceniałem obu różnie.

Waldemar Kuczyński
Fot. Maciej Zienkiewicz / AG
Waldemar Kuczyński

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Lech był po ludzku lepszą częścią pary, choć o wiele mniej utalentowany politycznie i całkowicie zdominowany przez brata. Jarosław to duży talent, ale zły. Polityk niebezpieczny, bo o paranoicznej wizji świata, pełnej zagrożeń i wrogów, o miłości do władzy absolutnej, pod warunkiem że to jego władza. Wtedy tylko jest demokratyczna. Jest kopią postaci z dawnych czasów; taką sanacyjną repliką. Od początku znienawidził porządek polityczny po roku 1989 i jego twórców. Nie szczędził im kłamstw i obelg, można podać długą listę. Jego kariera składa się z wywoływanych wojen - mniejszych lub większych zależnie od aktualnej siły politycznej: z Mazowieckim, Wałęsą, Olszewskim, Suchocką, AWS-em, a od roku 2005 ze wszystkimi. Upatrywanych wszędzie wrogów on, a także jego brat, atakowali, nie przebierając w słowach i czynach, z sięganiem po inwigilację i represję, gdy mieli władzę. Lech sponiewierał urząd prezydenta, robiąc z niego prezydenturę na usługach brata, a od 2007 roku sabotował poczynania rządu, zamiast zgodnie z konstytucją mu pomagać. W odpowiedzi oni i ich partia dostawali wedle zasług. Bzdurą są żale, że ich krzywdzono, że byli ofiarami niesprowokowanej nienawiści. Doświadczali jej w reakcji na tę, którą sami żywili i demonstrowali jak rzadko kto.

Stworzyli partię o strukturze niemal totalitarnej, z projektem groźnym dla wolności obywatelskich, partię odwróconą od dzisiejszych czasów. Przez dwa lata rządów zrobili z Polski europejskie dziwadło. Większość obywateli tak przerazili praktyką państwa podejrzliwego, śledczego i represyjnego, że PiS odegnano wręcz od władzy z odruchem wstrętu niespotykanym od czasów walki z komuną i trwającym do dziś. Pokazali, że w dążeniu do władzy nie ma zasad, jest tylko skuteczność. Można iść z każdym i każdego porzucić, a nawet aresztować sojusznika, stosując prowokację. Ostatnio zaś zobaczyliśmy fałsz nad fałszami - przeszczep politycznej twarzy i języka, by nabrać wyborców, i odrzucenie przeszczepu z dnia na dzień, gdy z kalkulacji wyszło, że warto wracać do drapieżnej prawdy. Nie ma w Polsce partii z równym potencjałem fałszu w genach.

No i mamy narastający atak, mówi się, że to wynik emocji po tragedii. Owszem, prezes PiS jest pełen emocji, i to bardzo złych, co widać, ale to emocje z metodą. W tym szaleństwie jest zamiar rozpalenia do białości konfliktu wokół katastrofy smoleńskiej. Stawia się na mobilizację wokół tego dużej części społeczeństwa i skierowanie go przeciw władzy, obecnemu państwu i gorszym Polakom. Lider PiS po tym, jak marsz ku centrum nie doprowadził go do Pałacu, liczy na to, że rozpalając atmosferę, wyrwie z bierności, jak sądzi, bliższych mu niż Platformie wyborców niegłosujących i z ich pomocą zdobędzie pełną władzę konieczną do realizacji jego idei i do zemsty na wrogach. W żadnej koalicji tego nie osiągnie.

To się zapewne nie uda, nie ma w Polsce paliwa dla wielkiego pożaru i milionowych rzesz pragnących awantury. Ale nie wolno tego, co się dzieje, lekceważyć. PiS kierowany przez Jarosława Kaczyńskiego jest zagrożeniem dla ładu w Polsce.

Jest w kraju wiele problemów do rozwiązania i słychać narzekania, że zamiast mówić o nich, mówi się o PiS i Kaczyńskim, o opozycji, a nie o Platformie Obywatelskiej, która rządzi. Władzy trzeba patrzeć na ręce i ją rozliczać, jak długo sytuacja jest normalna. Ale jeśli we wsi zjawia się piroman, to sołtys siłą rzeczy schodzi na dalszy plan, bo on może coś źle zrobić, ale wsi nie spali. Otóż nie ma dziś ważniejszej sprawy niż stworzenie kordonu sanitarnego wokół politycznych piromanów, póki nie minie im ochota do wzniecania ognia. Kordonem powinna być obywatelska czujność ufundowana na powszechnej wiedzy o PiS i jego zamiarach. Trzeba je więc opisywać i analizować w debacie publicznej, by w godzinie wyborczych prób ludzie byli zdecydowani i zdolni utrzymać tę partię pod tym kierownictwem z dala od sterów państwa. To przez jakiś czas pozostanie najważniejszym problemem politycznym w Polsce.

Przeczytaj też komentarz Dominiki Wielowieyskiej: Jaroslaw niszczy pamięć o Lechu

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 2
  • 62 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    215 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':