http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Choroba mięczaków

Waldemar Kuczyński, publicysta, ekonomista
2010-08-05, ostatnia aktualizacja 2010-08-05 11:44

"Aby uniknąć wojny, wybraliście hańbę i będziecie mieli wojnę" - powiedział Winston Churchill angielskim politykom po ich monachijskiej kapitulacji przed Hitlerem.

4 sierpnia 2010 roku, krzyż nadal stoi pod Pałacem Prezydenckim
Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
4 sierpnia 2010 roku, krzyż nadal stoi pod Pałacem Prezydenckim
Ta przenikliwa analiza i przepowiednia przypomniała mi się, kiedy oglądałem żałosną rejteradę Kancelarii Prezydenta przed rozjuszonym tłumem uniemożliwiającym przeniesienie krzyża spod Pałacu.

Słowa Churchilla odnosiły się do ważnego epizodu w historii powszechnej, z którym tutaj nie robię żadnego porównania. Ale mają one też wymiar uniwersalny, a mianowicie taki oto, że przestrach przed ceną stanowczości prowadzi zwykle do zapłacenia o wiele wyższej ceny ustępliwości.

Mówi się często o potrzebie wzmocnienia państwa. Otóż pierwszym tego warunkiem jest wyleczenie jego kadr z choroby mięczaków, z lęku przed podejmowaniem trudnych decyzji i z machania ręką dla świętego spokoju.

Jeżeli Kancelaria Prezydenta zaangażowała się w przeniesienie krzyża - przecież nie samowolnie, lecz w uzgodnieniu z prezydentem elektem - to krzyż w miniony wtorek powinien zostać przeniesiony. Tego wymagała powaga urzędu i autorytet państwa, skoro decyzję o przeniesieniu podjęto. Aby ją wykonać, należało przygotować wszystko, co trzeba, na łatwą do przewidzenia trudną sytuację, a przeszkadzających w wykonaniu decyzji zidentyfikować i zatrzymać w celu ich ukarania za naruszenie porządku publicznego.

Jeżeli władze nie były na to zdecydowane, to nie należało decyzji o przeniesieniu krzyża podejmować, wystawiając autorytet państwa na upokarzający blamaż.

Krzyż na Krakowskim Przedmieściu to nie jest żaden symbol religijny, lecz makieta ukrywająca partyjny emblemat PiS - wskazująca, że tu, naprzeciw Pałacu, w którym lada dzień zasiądzie wróg Polski, jest okop jedynej partii prawdziwie polskiej. I stąd rozgorzeje płomień.

We wtorek władza cofnęła się przed próbą zgaszenia małego ognia, a warszawski Kościół unikami swego zwierzchnika schował głowę w piasek. A pod krzyżem ogień się pali.

I oby nie zapaliło się bardziej, bo nic bardziej nie sprzyja podpalaczom niż straż złożona z mięczaków.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 32 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    53 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':