Ewa Siedlecka: Wyglądała pani na zaskoczoną, kiedy na obywatelskim przesłuchaniu pani jako kandydatki na RPO najwięcej było pytań o prawa mniejszości seksualnych. Irena Lipowicz: Rzeczywiście. W moim odczuciu, jeśli chodzi o naruszenia praw obywatelskich i kwestie równego traktowania, punkt ciężkości jest w innym miejscu. Uważam, że obecnie najbardziej zagrożone są prawa osób starszych i osób niepełnosprawnych. Ci, którzy pytali, mieli w tej sprawie inne zdanie - to ich prawo.
Ale to jeden z najczęściej dziś dyskutowanych tematów z dziedziny równego traktowania. Za chwilę pojawi się kwestia ustawy o związkach partnerskich. Jako RPO będzie się pani musiała z tym tematem zmierzyć. - Mierzę się z nim, bo dziennikarze ciągle mnie o to pytają. Musimy jednak wziąć pod uwagę, że w rolę rzecznika wpisana jest twarda apolityczność. Tymczasem w sprawie związków partnerskich toczy się właśnie gorący spór polityczny, projekt będzie rozpatrywany w Sejmie. Rolą RPO nie jest pisanie ustaw, ja mogę np. dostarczyć argumentów wynikających ze skarg napływających do rzecznika.
Ale istotna jest opinia rzecznika, czy mamy dziś do czynienia z naruszeniem zasady równości wobec związków osób tej samej płci? - Nie widzę potrzeby ustawy o związkach osób tej samej płci. Współtworzyłam konstytucję, w której jest zapisane, że małżeństwo jest związkiem kobiety i mężczyzny...
Nie mówimy o małżeństwach - Powtarzam: jest ostry spór polityczny, w który nie zamierzam wkraczać. Natomiast zajęłam się już kwestią prawa do informacji o stanie zdrowia. Okazuje się, że nie ma tu dyskryminacji par homoseksualnych, bo dokładnie te same trudności mają osoby heteroseksualne. To kwestia złego traktowania ludzi w ogóle, a także tego, że często pacjenci nie zaznaczają przy przyjęciu do szpitala, kogo informować o ich stanie zdrowia.
Chodzi o sytuację, gdy ktoś jest nieprzytomny i nie może sobie życzyć lub nie. Ani wyrażać zgody na konkretne leczenie. W tej sytuacji małżonek czy rodzic ma prawo dowiadywać się i decydować, a partner - nie. - Jest możliwość upoważnienia dowolniej osoby do informowania jej przez lekarzy i do podejmowania decyzji. Organizacje LGBT [Lesbijki, geje, bi- i transseksualni] mogą uświadamiać to swoim członkom. RPO może nawet dostarczyć odpowiednie druki do rozdania. Tak więc w tej sprawie nie trzeba zmieniać prawa.
Natomiast jest problem z osobami zmarłymi: z wydaniem dokumentacji lekarskiej, a także wydaniem ciała komuś, kto nie jest małżonkiem czy krewnym. Tu może potrzebne będą zmiany, lecz powtarzam - ta sama sytuacja dotyczy osób heteroseksualnych, więc nie ma dyskryminacji ze względu na orientację seksualną.
Ale pary hetero mogą wziąć ślub i uniknąć tych problemów, a pary homo - nie. Nawet katolicka Austria przyjęła ustawę o związkach partnerskich z szeregiem uprawnień natury socjalnej: renta po zmarłym, urlop na opiekę nad chorym, kwestie dziedziczenia i podatkowe. Czy RPO Irena Lipowicz wypowie się publicznie na ten temat? - Już powiedziałam: toczy się ostry spór polityczny i coś w nim się utrze. RPO może badać, czy jest nierówne traktowanie w określonych obszarach i informować o swoich ustaleniach. Na razie dyskryminacji nie stwierdziłam.
Była pani w Sejmie orędowniczką zawarcia konkordatu i umieszczenia go w konstytucji. Nie podobał się pani zakaz umieszczania ocen z religii na szkolnych świadectwach. Poparła pani zapis o respektowaniu wartości chrześcijańskich w publicznym radiu i telewizji. Tymczasem cześć osób uważa, że ich wolność sumienia jest naruszana narzucaniem - nawet przy stanowieniu prawa - światopoglądu katolickiego, obecnością krzyży w urzędach czy publicznych szkołach, "kreską" z religii na świadectwie. Weźmie ich pani w obronę? - RPO ma prawo wyboru spraw, które podejmuje. Z rzeczy, które pani wymieniła, chciałabym zająć się sprawą dostępności etyki w szkole dla tych, którzy nie chodzą na religię. Można tu wykorzystać materiały ze wspólnej z przedstawicielami Kościoła pracy nad konkordatem. Jasno widać z nich, że obopólną wolą było, by lekcje etyki były organizowane.
Trzeba również zbadać sytuację wyznań mniej licznych, które nie są w stanie spełnić kryterium siedmiu uczniów w szkole, by mogła być zorganizowana nauka ich religii. Trybunał Konstytucyjny orzekł, że prawo jest dobre, szwankuje tylko praktyka, i to jest zadanie akurat dla RPO. Rolą rzecznika może być też doprowadzanie do rzeczowej rozmowy zainteresowanych stron. Chodzi o to, żeby np. nie przedstawiać - jak robią to niektórzy publicyści - braku etyki jako "winy" Kościoła, który ma się jej rzekomo sprzeciwiać. Sądzę, że to nieprawda.
Może to wina władzy, która skąpi pieniędzy na etykę? - A może tego, że starszemu pokoleniu lekcje etyki kojarzą się z uprawianą na nich za PRL-u propagandą komunistyczną? Sama jako uczennica byłam tak indoktrynowana. Może trzeba pokazać, że do wykorzystania na lekcjach etyki mamy prof. Tadeusza Kotarbińskiego, ks. Józefa Tischnera - z "Etyką Solidarności", czy prof. Marię Ossowską - choćby jej książkę "Wzór demokraty". Chciałabym te pozycje spopularyzować i rozmawiać na temat koncepcji rozwiązania problemu etyki w szkole z minister edukacji.
A krzyże w urzędach i szkołach? - Nie mogę robić tego, czego nie czuję. Byłam w parlamencie wtedy, gdy - wolą wszystkich klubów, także
SLD - apelowaliśmy do Parlamentu Europejskiego, by w preambule unijnej konstytucji umieścić zdanie o chrześcijańskich korzeniach Europy. Dla mnie obecność krzyża jest świadectwem tych korzeni.