http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Nie polegli, lecz zginęli

Anna Maria Wolińska
2010-08-01, ostatnia aktualizacja 2010-08-02 14:19

Trumna Lecha Kaczyńskiego
Trumna Lecha Kaczyńskiego
Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

"Proszę uwzględnić i moją wrażliwość"- list do redakcji Anny Marii Wolińskiej - córki i siostrzenicy jeńców Starobielska, pogrzebanych w Charkowie

Żałobny znaczek
Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Żałobny znaczek

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



10 kwietnia 2010 r. w katastrofie samolotowej w Smoleńsku zginęli wszyscy - 96 osób. Zginęły dzieci swoich rodziców, współmałżonkowie, rodzice swych dzieci, rodzeństwo, przyjaciele. (Państwo Borowscy stracili matkę i syna: Annę Marię i jej wnuka Artura, czyli córkę i prawnuka ppor. Franciszka Popławskiego pogrzebanego w Katyniu).

Zginęło dwóch prezydentów Polski: urzędujący, kończący swą pierwszą kadencję Lech Kaczyński i były - ostatni prezydent na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski, który Lechowi Wałęsie - pierwszemu prezydentowi znowu niepodległej Polski wybranemu w powszechnych wyborach - przekazał przedwojenne insygnia władzy prezydenckiej.

Zginęli dowódcy sił zbrojnych, księża ordynariusze wszystkich wyznań w Wojsku Polskim, kapelani, posłowie wszystkich partii w Sejmie, senatorowie, ministrowie, naukowcy, twórcy, szefowie i członkowie organizacji pozarządowych z przedstawicielami Rodzin Katyńskich na czele. Zginęła załoga i wszyscy pełniący służbę w tym locie.

Niesłychana tragedia dla całej Polski. Świat też ją uhonorował i zewsząd napłynęły kondolencje. Polska długo jeszcze będzie lizać swe rany. Niemniej z faktu tej i takiej śmierci 96 osób nie można, a nawet nie trzeba tych śp. ofiar nazywać "bohaterami, męczennikami, poległymi pod Smoleńskiem".

Nie polegli, lecz zginęli. Nie męczennicy, bo nikt ich nie maltretował - byli w samolocie z własnej woli lub służbowej konieczności. Wreszcie bohaterowie - tak, byli wśród ofiar kawalerowie Orderu Virtuti Militari, ale to zaledwie kilka osób.

Pogrzeby - wszystkie niezwykle uroczyste. Ich miejsce i rodzaj, zgodne z decyzją rodzin. Przy każdym - asysta wojskowa i tłumny udział współobywateli. Bo zmarli, zrównani w majestacie śmierci, stoją już przed bożym miłosierdziem i jedynie modlitwą możemy i powinniśmy Im pomóc. Nic innego nie potrzebują.

Zrozpaczone rodziny przestrzegam przed pomysłem ekshumacji. Zmarłym na nic się to nie przyda, a członków rodzin będzie bolało bardziej niż przy normalnym pogrzebie. Wiem, o czym mówię, bo musiałam to przeżyć z wyroku historii.

Proszę jeszcze o następną, też nie tylko terminologiczną, sprawę. Żadna z osób tego tragicznego lotu nie może być nazwana Ofiarą Katyńską. Nie są tak nazywane nawet żony, dzieci, rodzeństwo czy wnuki tych ponad 20 tysięcy oficerów i funkcjonariuszy, którzy zginęli z rozkazu Biura Politycznego KC KPZR z 5 marca 1940 r.

"Ofiary Katyńskie" to jest ściśle określony termin prawny i historyczny. Nie można zmieniać, rozszerzać, inaczej tłumaczyć miana "Ofiar" wydarzenia jednego z najboleśniejszych w naszej historii.

Trzeba mieć szacunek dla Pomordowanych i trochę litości dla ich rodzin. Już 70 lat tę bolesną sprawę świat wykorzystuje politycznie, jednak bardziej boli, gdy to samo robią swoi.

Może ktoś zechce moje prośby spełnić.

Warszawa, lipiec 2010

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 100 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    210 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':