http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Podsłuchy tajne całkiem jawne

Ewa Siedlecka
2010-07-29, ostatnia aktualizacja 2010-07-29 13:38

W sprawach o nadużywanie podsłuchów prokuratura jest adwokatem służb i prokuratorów. Po co więc nam prawo, którego nie trzeba przestrzegać?

Ewa Siedlecka
fot. AG
Ewa Siedlecka


Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga właśnie odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie podsłuchiwania Prokomu. Z uzasadnienia umorzenia może wynikać, że Jerzy Engelking, obecnie prokurator Prokuratury Generalnej, na słynnej multiedialnej konferencji w 2007 r. ujawnił tajemnicę państwową.

Prawdopodobnie nikt go o to nie oskarży, bo prokurator w uzasadnieniu odmowy wszczęcia śledztwa w sprawie podsłuchiwania Prokomu napisała mowę obrończą dla niego. Powoływała się na niejasność przepisów. A jak przepis niejasny, to nie można winić nikogo, że go źle zrozumiał.

Przydatność podsłuchów - rzecz względna

Doniesienie w sprawie tych podsłuchów złożył w grudniu 2008 r. Wiesław Walendziak - wiceprezes Prokomu, b. polityk PiS. Jego podsłuchane rozmowy nie zawierały żadnych informacji przydatnych do wykrycia przestępstwa, a mimo to - wbrew przepisom - nie zostały zniszczone przez podsłuchującą go Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, lecz odtajnione i przekazane prokuraturze. I wciąż są przechowywane mimo umorzenia śledztwa, w którym miały być użyte.

Z kolei Honorata Kaczmarek, żona b. szefa MSWiA Janusza Kaczmarka, złożyła doniesienie, że stenogramów z jej podsłuchów nie tylko nie zniszczono, lecz jeszcze odtajniono z naruszeniem prawa. Tydzień temu Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga poinformowała ich o odmowie wszczęcia śledztwa.

Prokurator Monika Mazur uzasadniła odmowę tym, że wprawdzie służby rzeczywiście mają obowiązek niszczyć podsłuchy nieprzydatne, ale skoro jednak uznały je za przydatne - to mogły przekazać je prokuraturze. Poza tym - dodała - służby zwyczajowo nie stosują się do przepisu o niszczeniu materiałów nieprzydatnych i przekazują prokuraturze wszystko, co zbiorą, żeby sama oceniła, co jej się przyda.

Dziwi tak luźny stosunek prokuratora do przestrzegania prawa. Ale jeszcze bardziej dziwi, że prokurator Mazur - pisząc o rzekomo powszechnej praktyce przekazywania wszystkiego przez służby prokuraturze - pomija fakt, że w tej akurat sprawie (rzekomego przecieku z prowokacji CBA w Ministerstwie Rolnictwa, w której podsłuchano m.in. Kaczmarkową i Walendziaka) służby wcale nie przekazały wszystkiego. Choćby rozmów pomiędzy podejrzanymi o przeciek a Lechem Kaczyńskim czy Zbigniewem Ziobrą.

Przekazały natomiast materiały z podsłuchów np. księdza Henryka Jankowskiego, w których nie ma nic przydatnego. Podsłuch założono zapewne w nadziei udowodnienia istnienia korupcyjnego "układu gdańskiego", którego Ryszard Krauze, właściciel Prokomu, miał być elementem.

Dalej prokurator Mazur w decyzji o odmowie wszczęcia postępowania ws. podsłuchów wyjaśnia, dlaczego prokuratura nie uwzględniła wniosku Walendziaka i innych o zniszczenie materiałów z ich podsłuchów. Pisze, że po prostu nie ma przepisów, które by regulowały, co prokuratura ma robić z podsłuchami zebranymi w śledztwie niezakończonym oskarżeniem (gdyby trafiły do sądu, to sąd zdecydowałby o ich losie).

Prokurator Mazur poinformowała, że - zgodnie z sugestią postanowienia Sądu Najwyższego w zupełnie innej sprawie - prokuratura zakleiła materiały w kopercie i nie będzie udostępniać "w trybie dostępu do informacji publicznej".

Pięknie. Ale w tym trybie nikt się raczej po materiały z podsłuchów nie zwraca. Za to materiały z podsłuchów leżące w prokuraturze udostępnia się, na wniosek stron czy sądu, dla potrzeb procesów karnych czy cywilnych (tak udostępniono podsłuchy Wojciecha Sumlińskiego na potrzeby prywatnego procesu wiceszefa ABW Jacka Mąki wytoczonego "Rzeczpospolitej"). A także - komisjom śledczym, co bywa równoznaczne z udostępnieniem ich dziennikarzom.

I tak się stało. Podsłuchy Prokomu opublikował tygodnik "Newsweek", a zapis rozmowy Honoraty Kaczmarek z mężem - "Dziennik". Dziwnym trafem w dniu, gdy Janusz Kaczmarek zeznawał przed naciskową komisją śledczą w sprawie rzuconych na niego podejrzeń o dokonanie przecieku z prowokacji Centralnego Biura Antykorupcyjnego w Ministerstwie Rolnictwa. Tak więc zabezpieczenie ich przed ujawnieniem przez zaklejenie w kopercie daje podsłuchiwanym gwarancje iluzoryczne.

Engelking ujawnił tajemnicę państwową?

Prokurator Mazur oddaliła też zarzut, że podsłuchy telefonu Honoraty Kaczmarek zostały odtajnione z naruszeniem prawa. Gdyby zarzut ten uznała, oznaczałoby to, że Engelking jako zastępca prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry ujawnił na swej multimedialnej konferencji materiał objęty tajemnicą państwową. A więc popełnił przestępstwo.

Skąd zarzut odtajnienia z naruszeniem prawa?

Honoratę Kaczmarek podsłuchiwało CBA. Ale materiały z podsłuchu przekazało ABW. Miały być użyte na konferencji Engelkinga jako dowód na przeciek, który rzekomo udaremnił prowokację CBA wobec Andrzeja Leppera. By pokazać podsłuchy na konferencji, trzeba było je odtajnić (każdy podsłuch ma klauzulę tajemnicy państwowej). CBA, przekazując je ABW, klauzuli nie zdjęło. Zdjęła ją Agencja. A nie była do tego uprawniona, bo według ustawy o ochronie informacji niejawnych klauzulę zdejmuje ten, kto ją nadał.

Prokurator Mazur nie dopatrzyła się jednak przestępstwa naruszenia ustawy o ochronie informacji niejawnych. Uznała, że istnieje "luka prawna" w przepisach, kto ma znosić klauzulę, gdy jedna służba przekazuje materiały drugiej. Przepisy te nie są - jej zdaniem - jednoznaczne i "pozwalają na różną ich interpretację".

By uzasadnić tę tezę, prokurator cytuje tylko część przepisu dotyczącego klauzuli tajności - że nakłada ją osoba "upoważniona do podpisania dokumentu lub oznaczenia innego niż dokument materiału". Nie przytacza dalszej jego części - że bez zgody tej osoby "albo bez zgody jej przełożonego klauzula nie może być zmieniona lub zniesiona". Co jasno wskazuje, że znosi klauzulę ten, kto ją nadał.

Na dowód, że "przepisy są niejednoznaczne", prokurator Mazur nie przytacza żadnych opinii prawników.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':