http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Napieralski nie odpuszcza

Agata Nowakowska, Dominika Wielowieyska
2010-07-28, ostatnia aktualizacja 2010-07-27 16:37

Napieralski odbierał gratulacje za poprowadzenie kampanii prezydenckiej
Napieralski odbierał gratulacje za poprowadzenie kampanii prezydenckiej
Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta

Politycy SLD uważają na każde słowo, by nie urazić przewodniczącego. Panuje przekonanie, że każda oznaka nielojalności będzie surowo karana

ZOBACZ TAKŻE
Dobry wynik kandydata SLD w wyborach prezydenckich to osobisty sukces Grzegorza Napieralskiego. Nikt już nie ma wątpliwości, kto jest prawdziwym liderem Sojuszu. Teraz Napieralski przystąpił do budowy partii wodzowskiej, eliminuje niepokornych, promuje swoich ludzi.

Do wyborów prezydenckich Napieralski nie był politykiem powszechnie znanym. Po wyborach, ze swoim ponad 13-proc. wynikiem z I tury, wyraźnie awansował. Pomogła mu w tym publiczna telewizja: TVP 2 i TVP Info, które po zawiązaniu koalicji medialnej PiS-SLD znalazły się w sferze wpływów Sojuszu.

W lipcu najwięcej Polaków - według CBOS - ufało Bronisławowi Komorowskiemu, jednak tuż za nim uplasował się Napieralski. Ufa mu 62 proc. Polaków. Przez miesiąc zaufanie do niego wzrosło o rekordowe 12 proc.! Dopiero na trzecim miejscu jest Donald Tusk.

Osobisty sukces Napieralskiego nie przekłada się jednak na jakiś spektakularny wynik SLD. Napieralski wziął mniej więcej tyle głosów, ile lewica dostawała w ostatnich wyborach. Według OBOP-u gdyby wybory odbyły się w lipcu, na Sojusz zagłosowałoby raptem 11 proc. Polaków.

- SLD we wszystkich ostatnich wyborach - w 2005, 2007 i w 2009 r. do PE - miał wynik mniej więcej na tym poziomie - 12-13 proc. To pokazuje, że Sojusz jest trzecią siłą polityczną w Polsce. Elektorat lewicowy nie wyparował - komentował wynik Napieralskiego były prezydent Aleksander Kwaśniewski.

Niepokorni do wycięcia

Po przypieczętowaniu swojego przywództwa Napieralski przystąpił do budowy partii wodzowskiej. Zmienia regulamin klubu SLD i rozlicza partyjnych malkontentów. - Głównym celem Napieralskiego wciąż jest walka o władzę w partii, a nie w państwie - kwituje ostatnie poczynania szefa Sojuszu jeden z polityków.

Od czasu gdy Napieralski zastąpił Wojciecha Olejniczaka na stanowisku szefa SLD, partia zajmowała się głównie walkami frakcyjnymi. Część znanych działaczy prowadziła ze swoim przewodniczącym otwartą wojenkę obliczoną na wysadzenie go z fotela prezesa. Ta grupa miała nadzieję, że Napieralski dostanie w wyborach tak słaby wynik, że łatwo uda się go zdetronizować. Napieralski wiedział, że walczy o swoje życie w polityce. Rozdawał jabłka i wystawał rano pod fabrykami. Dobrym wynikiem pozbawił wewnątrzpartyjną opozycję złudzeń.

Kontestowanie Napieralskiego od miesięcy wykorzystywała też PO. Kłusując w mateczniku lewicy, zagospodarowywała znane twarze: Danutę Hübner, Włodzimierza Cimoszewicza, Jerzego Hausnera czy ostatnio Marka Belkę. Już w 2007 r. spora część wyborców SLD przerzuciła się na PO, tak bardzo bała się IV RP i Jarosława Kaczyńskiego. PO chce ten elektorat przytrzymać, a nawet jeszcze bardziej oskubać Sojusz.

Na spotkaniu rady krajowej Sojuszu Napieralski zaproponował zmiany w regulaminie klubu, które poszerzają jego władzę. Posłowie będą musieli "w wypowiedziach publicznych prezentować stanowisko klubu". - Ta zmiana regulaminu jest niesłychana. Posłowie mają mówić to, co każe im Napieralski. To kneblowanie ust. Takiego zamordyzmu nie było nawet za Leszka Millera - oburza się polityk SLD. Jego zdaniem lider Sojuszu przystąpił do budowy neoPlatformy czy neoPiS-u, czyli partii wodzowskiej, bez świadomości, że takie partie najpierw przeżywają rozkwit, a potem upadają.

Nasz rozmówca mówi, że w SLD opór przeciwko partii wodzowskiej będzie duży. Napieralski się tym nie przejmuje. Wacław Martyniuk podważał pomysły szefa SLD. I stracił funkcję sekretarza klubu parlamentarnego, którą sprawował od kilkunastu lat. Kolejną ofiarą może stać się Ryszard Kalisz.

- Napieralski jest pamiętliwy i nie odpuszcza swoim krytykom. Nie dziś, to jutro mogą się spodziewać jego karzącej ręki. Kalisz pewnie nie znajdzie się na liście do Sejmu. Trudno też się spodziewać, aby Olejniczak miał pełne wsparcie partii w wyborach na prezydenta Warszawy. Napieralski zgodził się na jego kandydowanie, bo wie, że szanse Olejniczaka są niewielkie. Faworytką jest Hanna Gronkiewicz Waltz (PO) - twierdzi jeden z naszych rozmówców.

Odkąd Olejniczak pokazał się na wiecu Komorowskiego w Łowiczu, w SLD pojawiły się głosy, że partia powinna go wycofać z kandydowania w Warszawie. Napieralski, który sam miał w Warszawie zaledwie 10 proc., liczy na to, że Olejniczak przegra z kretesem.

- Nic tak nie boli, jak uderzenie od przyjaciela, ale to były jednostkowe przypadki - mówił podczas rady krajowej Napieralski. To o partyjnych kolegach, którzy nie kwapili się z pomocą dla niego w kampanii.

Od kiedy dwóch młodych działaczy chciało wyrzucać z partii samego Cimoszewicza, bo poparł jeszcze przed II turą Komorowskiego (pomysł w końcu upadł), w Sojuszu zapanowała psychoza. Nikt nie chce rozmawiać pod nazwiskiem, politycy SLD uważają na każde słowo, by nie urazić przewodniczącego. Panuje przekonanie, że każda oznaka nielojalności będzie surowo karana. Kilka razy usłyszałyśmy o czarnej liście polityków do odstrzału, którą ma w biurku Napieralski.

- Napieralski ma zupełnie inny styl niż Kwaśniewski, który był łącznikiem pomiędzy rozmaitymi grupami. Kwaśniewski, jak się ktoś po nim ostro przejechał, zapraszał następnego dnia takiego delikwenta na rozmowę, żeby pogadać, wyjaśnić. Napieralski nie czuje się dostatecznie pewny siebie, nie ma doświadczenia ani wiedzy. Na wiele tematów nie ma nic do powiedzenia. Dlatego nie jest gotowy do takiego stylu uprawiania polityki jak Kwaśniewski - ocenia nasz rozmówca.

Inny dodaje smętnie: "Gdy żył Jerzy Szmajdziński, było inaczej. On jeden miał odwagę mówić Napieralskiemu prawdę w oczy, a jego pozycja była silna i Napieralski nic nie mógł mu zrobić. Nie mógł ot, tak odwołać go jak Martyniuka".

Według naszych informatorów na czarnej liście zaraz po Olejniczaku (i politykach, którzy się z nim kolegowali) oraz Kaliszu jest Bartosz Arłukowicz. To może zaskakiwać, bo Arłukowicz był bezwzględnie lojalny wobec lidera SLD, wspierał go w kampanii, nie zdobył się nawet na cień krytyki wobec Napieralskiego.

Podczas gdy inni posłowie SLD ogłaszali publicznie, że w II turze poprą Komorowskiego, on do końca - wzorem przewodniczącego - trzymał język za zębami i nie zdradzał swoich preferencji. Sugerował jedynie, że na pewno nie poprze Kaczyńskiego. Ale czy uratuje to Arłukowicza? Napieralski chciał, by wystartował on na prezydenta Szczecina, Arłukowicz broni się rękami i nogami.

Napieralski często jest krytykowany za brak charyzmy oraz pokrywanie swojej niewiedzy zręcznymi partyjnymi gierkami. Nie ma też żadnego doświadczenia zawodowego. Nie licząc krótkiego epizodu pracy w jednym z koncernów w dziale promocji, cały czas był partyjnym aparatczykiem. Najpierw asystował szczecińskim posłom Bogusławowi Liberadzkiemu i Jackowi Piechocie, potem mozolnie wspinał się na kolejne szczeble partyjnej hierarchii.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 31 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':