http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Lech Kaczyński, mit ponadsezonowy

Marcin Celiński*
2010-07-27, ostatnia aktualizacja 2010-07-27 12:08

Lider PiS wie, że nie istnieje pamięć wyborców

Lech Kaczyński
Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta
Lech Kaczyński
ZOBACZ TAKŻE
Media żyją ogórkowym trzęsieniem ziemi związanym z wypowiedziami Jarosława Kaczyńskiego i Joachima Brudzińskiego, przekształceniem się klubu PiS w zespół "Sherlocka" Macierewicza. Mądre socjologiczne głowy zastanawiają się, co stało się z PiS-em po wyborach.

Moja prywatna diagnoza: nie stało się kompletnie nic. Jarosław Kaczyński zawsze był o krok przed konkurencją w wyczuwaniu fal i nastrojów społecznych, rozumiejąc doskonale, że polityczny PR to gra na zbiorowych emocjach, niemająca nic wspólnego z "mędrca szkiełkiem i okiem". Wie doskonale, że zbiór rozsądnych, racjonalnych w swoich codziennych wyborach ludzi, zdeterminowanych pewnymi warunkami emocjonalnymi, zachowuje się histerycznie i daje się doprowadzić do decyzji wyborczych czasem nawet nieprawdopodobnych. Kaczyński wie także, że nie istnieje pamięć wyborców, a nawet jeśli - to bardzo krótka.

Potwierdzeniem powyższych tez jest cała kariera polityczna Jarosława Kaczyńskiego w III RP - od pierwszego wielbiciela i stronnika Lecha Wałęsy, do jego największego, chorobliwego wręcz wroga. Od poszukiwacza podejrzanych korzeni Samoobrony, po premiera koalicyjnego rządu z wicepremierem Lepperem. Od słynnego twierdzenia o "myleniu urny wyborczej z kruchtą", po pozycję ulubieńca ojca Rydzyka i jego konsorcjum medialnego. Przykłady można mnożyć.

Sam PiS - najbardziej udany twór Jarosława Kaczyńskiego - konsekwentnie kierował się zasadą kreowania wizerunku opartego na wyczuciu emocji grupowych. Od swego utworzenia w reakcji na fali antykorupcyjnych nastrojów, przez wygrane ideą POPiS wybory prezydenckie w 2005 r.

W niektórych mediach, szczególnie tych sympatyzujących z PO, czytam pogardliwe "spinfelczerzy" o duecie Bielan - Kamiński. Wiele w tym zawiści, bo o umiejętnościach ich świadczą efekty. Kaczyński, trzymając się zasad surfowania po nastrojach społecznych, znalazł w nich doskonałych wykonawców strategii opartej na zdiagnozowaniu nadchodzących fal i wskoczeniu na najlepszą z nich w odpowiednim momencie przedwyborczym.

Motyw przewodni ostatniej kampanii wyborczej narzucał się sam - kampania musiała przebiegać w cieniu tragedii smoleńskiej. PiS, wystawiając Jarosława Kaczyńskiego, znowu wskoczył na przewidywalną falę społeczną - naturalnego współczucia wspartego obecną we wszystkich mediach kampanią wynajdywania zasług tragicznie zmarłego prezydenta. Było rzeczą naturalną, że w okresie żałoby i traumy narodowej nikt nie będzie wspominał błędów i marnej w sumie prezydentury. O zmarłych dobrze albo wcale. Wcale nie można było, więc na siłę mówiono dobrze.

Brat zmarłego doskonale zdawał sobie sprawę, że jeśli uderzy w ulubione przez siebie ostre tony sporu politycznego, przypomni opinii publicznej wszystkie wojny, jakie bracia Kaczyńscy toczyli z oponentami. Stąd przyjął pozę milczącego i zadumanego, odzywającego się z rzadka, z rozmysłem, przyjaznego w swoim cierpieniu Rosjanom, PO i generalnie wszystkim. Aby pomóc tym wysiłkom, z mediów zniknęli bojownicy typu Brudziński czy Kurski zastąpieni sympatycznymi Rostkowską i Poncyljuszem.

Nie stawiam tezy, że Jarosław Kaczyński nie przeżył traumy związanej ze śmiercią brata - choć cała jego kariera pokazuje, że doskonale radzi sobie z oddzieleniem osobistych emocji od potrzeb politycznych. Jestem przekonany, że teraz daje upust swojemu bólowi, a dzisiejsze działania PiS są bliższe faktycznym odczuciom prezesa.

Po prawie wygranej (naprawdę brakowało niewiele) kampanii prezydenckiej, gdzie wynik Kaczyńskiego należy uznać za sukces (bo marszu w górę w sondażach i umiejętności budowania poparcia w ciągu dwóch miesięcy można tylko zazdrościć), poza pogrążonego w żałobie męża stanu nie jest już nikomu do niczego potrzebna. Pojawia się natomiast inna możliwość - zdobycia czegoś, co każdej partii jest potrzebne - mitu założycielskiego, fundamentalnego, ponadsezonowej opowieści sytuującej emocjonalnie formację.

PiS szukał takiego mitu w różnych miejscach - począwszy od szeryfa Lecha Kaczyńskiego tropiącego nieprawidłowości życia publicznego i idei odnowionej, sprawiedliwej IV RP - mit przebrzmiały i nieudany, bo IV RP zakończyła koalicja z Lepperem. Szukano mitu w "Solidarności", ale mimo tłumaczenia, że Wałęsa jest agentem, a tę rewolucję przeprowadzili bracia Kaczyńscy, nie dało się tego do świadomości społecznej wprowadzić na stałe.

Nagle pojawia się możliwość zbudowania mitu nienaruszalnego, którego własności PiS-owi nikt nie zakwestionuje - mitu Lecha Kaczyńskiego, prezydenta, który zginął tragicznie i zagadkowo w Katyniu, którego naród z wdzięczności na Wawelu pochował w jednej krypcie z Komendantem - czy można sobie wyobrazić lepsze emocje dla partii konserwatywnej, populistycznej i grającej na narodowych emocjach?

Proste zestawienie mordu katyńskiego z tezami o sztucznej mgle, spisku, "ruskiej trumnie", męczeńskiej śmierci, wstrzymywaniu autokaru jadącego do Smoleńska Do tego dodajmy nakręcaną i podgrzewaną awanturę o krzyż pod Pałacem Prezydenckim i bezbożnych Tuska i Komorowskiego, którzy symbol ten chcą zbezcześcić usunięciem

Partia Kaczyńskiego wykorzystuje interwał międzywyborczy do budowania tego mitu, który długo będzie spajał twardy elektorat bez konieczności powtarzania, bo będzie istniał jako emocjonalne odróżnienie tej formacji od każdej innej. A w kolejnej kampanii wyborczej PiS wskoczy na kolejną falę nastrojów i oczekiwań konserwatywnej części Polaków.

Bo tak naprawdę z PiS-em nie stało się nic - normalny, proszę Państwa, PiS się dzieje.

*Marcin Celiński - przedsiębiorca, założyciel i b. przewodniczący Forum Liberalnego, polityk (ROAD, UD, UW, PD), publicysta. Członek zespołu redakcyjnego "Liberté!"

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 15 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    25 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':