W kręgach polityków i specjalistów od politycznego marketingu znana jest reguła, że polityk prędzej zje własny język niż powie cokolwiek krytycznego o prostym człowieku, który przecież może być jego potencjalnym wyborcą. Zewnętrzny obserwator, nieubiegający się o żadne wybieralne stanowisko, a więc niezabiegający o względy i poparcie prostego ludu, może się o nim wypowiedzieć otwarcie.
Badania preferencji politycznych i wyborczych polskiego społeczeństwa pokazują, że im mniejsza miejscowość i niższe wykształcenie mieszkańców, tym wyższe poparcie dla
PiS i kandydatów tej partii. Zgodnie z tą prawidłowością ich politycznym i wyborczym bastionem stała się wieś. Powody, dla których chłopi i mieszkańcy wsi masowo popierają prezesa Kaczyńskiego i na niego gremialnie głosują, kompetentnie i sugestywnie wyjaśniła Krystyna Naszkowska ("Lekkostrawny Kaczyński", "Gazeta" 16 czerwca).
Źródła takich postaw i preferencji politycznych mają charakter mentalny i kulturowy. Cechy owej mentalności, wyłaniające się z charakterystyki dokonanej przez Naszkowską, są przerażające. To mieszanina roszczeniowości, pazerności, cwaniactwa i nieufności. Polityk opierający się na bazie społecznej o takim profilu mentalno-kulturowym nie tylko nie może mówić i myśleć o gruntownych przekształceniach modernizacyjnych i innowacyjnych, jakich potrzebuje Polska, lecz musi - niezależnie od tego, czy sam też ma taką mentalność - odwoływać się do najbardziej prymitywnych wyobrażeń o świecie oraz anachronicznych przekonań o państwie, społeczeństwie i polityce.
Można się spierać, czy
Jarosław Kaczyński ma takie właśnie przekonania i wyobrażenia, czy po domniemanej przemianie raczej tylko je sugeruje, aby zaspokoić oczekiwania najważniejszych grup własnego elektoratu. Wygląda jednak, że dobrze się z nimi rozumie i może liczyć w tym na wzajemność. Krystyna Naszkowska ujęła to w ten sposób, że Kaczyński nie musi o ich poparcie zabiegać. Ma je zapewnione w ciemno.
Kilka miesięcy temu ukazał się mój artykuł ("Pieniądze wsi szkodzą", "Gazeta" 16 lutego) obrazujący zagrożenia i bariery dla rozwoju Polski wynikające z petryfikowania zacofanej struktury społecznej, której prawie 40 proc. stanowią mieszkańcy wsi, w przeważającej większości żyjący nieproduktywnie na koszt pozostałych Polaków. Spotkały mnie za takie ujęcie sprawy liczne reprymendy, a nawet inwektywy ze strony obrońców takiej sytuacji, gotowych przekonywać o jej rzekomych dobrodziejstwach. Problem ma jednak nie tylko wymiar ekonomiczny i kulturowy, lecz także polityczny.
Po fascynacji Lepperem sympatie zacofanej polskiej wsi i prowincji przeniosły się na Jarosława Kaczyńskiego, który najpierw Leppera wziął za sojusznika, a potem wygryzł i zajął jego miejsce, także w elektoracie. Naszkowska przywołuje wyjaśnienie, że na wsi uznali Leppera za nieudacznika, skoro tak dał się wystrychnąć na dudka, i dlatego przenieśli sympatię na tego, kto go wykiwał. Inaczej mówiąc, poparli większego cwaniaka.
Ciekawe, czy i w jakim stopniu inteligenccy obrońcy wsi i panujących na niej stosunków, którzy wypowiadali się na łamach "Gazety", zadowoleni są z politycznych preferencji swoich pupili. Halina Flis-Kuczyńska, która moje uwagi o sytuacji na wsi i polityce wobec wsi nazwała "kuriozalnymi", najwyraźniej przerażona perspektywą zwycięstwa Kaczyńskiego, zamieściła w "Gazecie" przed pierwszą turą apel o jak najszybsze przejęcie kontroli nad
TVP, aby ukrócić indoktrynację ludzi z prowincji, którzy poza telewizją publiczną niczego nie oglądają i niczego nie czytają ("Gwałcenie przez uszy", 5 czerwca).
Afirmację socjalnej polityki wobec wsi łączy więc z lękiem przed politycznymi upodobaniami jej mieszkańców. Jako ratunek, w tradycyjnym inteligenckim stylu, proponuje się oświecanie ludu. Nie wszyscy inteligenci byli i są tak naiwni. Już Żeromski z goryczą i ironią pisał o rezultatach misji oświecania ludu zamiast modernizowania kraju.
Niecała wieś głosuje na PiS i jej prezesa. Jak stwierdziła Krystyna Naszkowska, właściciele wysokotowarowych i efektywnych gospodarstw rolnych sympatyzują raczej z PO. "Tyle że takich dużych gospodarstw i podobnie myślących rolników mamy w kraju zaledwie 10 proc. To do wygrania wyborów za mało" - skonstatowała gorzko. Petryfikowanie tego stanu rzeczy ma i będzie mieć takie skutki.
Zacofana struktura polskiego społeczeństwa, z anachronicznym przerostem i przesadnym znaczeniem nieproduktywnej ludności wiejskiej, jest jedną z najważniejszych barier rozwoju kraju. Ta ogromna rzesza ludności ma swoje osobliwe preferencje polityczne oraz wyrażającą je polityczną reprezentację, która wspiera wszystko, co w Polsce zacofane, przestarzałe i staroświeckie - zwłaszcza mentalnie i kulturowo. Nieważne, czy to owe zacofane środowiska znalazły sobie taką reprezentację, czy anachroniczni politycy znaleźli sobie taką społeczną bazę. W każdym razie nieźle się dobrali.
Anachroniczni politycy reprezentujący takie zacofane środowiska społeczne nie zapewnią Polsce nowoczesnego rozwoju. Prowadzenie polityki utrwalającej ten stan rzeczy jest szkodliwe dla kraju i większości jego mieszkańców.
*Janusz A. Majcherek jest profesorem w Instytucie Filozofii i Socjologii krakowskiego Uniwersytetu Pedagogicznego