http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kampania w gospodarce. Półprawdy i kłamstwa PiS

Witold Gadomski "Gazeta Wyborcza"
2010-06-29, ostatnia aktualizacja 2010-06-30 11:49

W tej kampanii mistrzem obietnic jest Kaczyński. Mówi wyborcom to, co chcą słyszeć


Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Im ważniejsza jest stawka w kampanii wyborczej, tym więcej politycy obiecują. Nie przejmują się ani prawem, które stoi w kolizji z ich obietnicami, ani realiami, które mają się nijak do proponowanej przez polityków wizji, a najmniej możliwościami budżetu, czyli kieszeni podatników.

Mistrz tych obietnic, Jarosław Kaczyński, rolnikom przyrzeka wsparcie dla wsi, przedsiębiorcom likwidację biurokracji, obniżenie podatków i kosztów pracy, pracownikom podniesienie pensji, studentom bezpłatne studia, a wszystkim - silną Polskę, doskonały system opieki medycznej i sprawne państwo.

Jego wypowiedzi dotyczące gospodarki są na tyle nieprecyzyjne, że rzadko można zarzucić mu ewidentne mijanie się z prawdą. Zwykle są to półprawdy sklejone z wyrwanych z kontekstu danych statystycznych, mitów i twardej wiary we własne przekonania.

Mit 1. Gospodarka kwitła za rządów PiS

To najczęściej powtarzana półprawda. Gospodarka rynkowa rozwija się cyklicznie. Są okresy szybszego wzrostu i wolniejszego. Spowolnienie nastąpiło w latach 2000-02, a od roku 2003 wzrost był coraz szybszy. W I kwartale 2005 r. PKB wzrósł (w stosunku do roku poprzedniego) o 2,4 proc., w II o 3,2, w III o 4,3, a w IV o 4,4 proc. A więc gospodarka rozkręcała się za rządów Marka Belki.

Przyspieszenie było w dużej mierze wynikiem wejścia Polski do UE, przeciwko czemu głosowała część posłów PiS (choć nie Jarosław Kaczyński). Również inne kraje, które wraz z nami weszły do Unii Europejskiej, zanotowały w latach 2005-07 szybki wzrost. Słowacja rosła w tym czasie w średnim tempie 8,6 proc., Czechy 6,4 proc., Słowenia 5,7 proc., Estonia 8,9 proc., Węgry 2,8 proc., Polska 5,5 proc. Byliśmy więc w grupie państw naszego regionu średniakami, a nie mistrzami. Na tytuł mistrza zasłużyliśmy natomiast w 2009 r., gdy uzyskaliśmy wzrost 1,7 proc. Tymczasem gospodarka Czech skurczyła się o 4,1 proc., Węgier o 6,3 proc., Słowacji o 4,7 proc., Słowenii o 7,8 proc., Estonii o 14,1 proc.

Sztuką nie jest osiągnięcie wysokiej dynamiki w krótkim okresie, lecz utrzymanie jej przez wiele lat. Aby to osiągnąć, gospodarkę trzeba reformować. Okres rządu PiS był pod tym względem stracony.

Mit 2. Niski deficyt budżetowy za rządów PiS

W stwierdzeniu tym jest jeszcze mniej prawdy niż w poprzednim. Deficyt budżetowy, czyli różnica między dochodami a wydatkami państwa, zależy w oczywisty sposób od tempa wzrostu gospodarczego. Tak jak dynamika PKB ma charakter cykliczny. Ekonomiści doskonale o tym wiedzą i dlatego, oceniając politykę budżetową rządu, koncentrują się na deficycie skorygowanym o wpływ wahań cyklu koniunkturalnego.

W 2006 r. deficyt sektora finansów publicznych wyniósł 3,8 proc., a w 2007 2,0 proc. Ponieważ był to szczytowy rok wysokiej koniunktury, Polska powinna osiągnąć budżetową nadwyżkę, a nie deficyt. Rząd PiS zmarnował dobrą koniunkturę, nie naprawiając w najmniejszym choćby stopniu finansów publicznych. Dług publiczny wzrósł od grudnia 2005 do grudnia 2007 o 60,3 mld zł.

Jeżeli państwo zadłuża się w dobrych czasach, to w czasach gorszych ma problem. Rządy PiS miały szeroki gest, co rzecz jasna podobało się tym, którzy z tego gestu korzystali. Wydatki w budżecie na 2006 r. wzrosły w stosunku do roku poprzedniego o 6,9 proc. , a w 2007 r. aż o 13,5 proc., czyli dwukrotnie szybciej, niż wyniosło tempo wzrostu PKB. Wydatki szły głównie na cele socjalne, a nie na inwestycje.

Mit 3. Społeczna gospodarka rynkowa Adenauera to wzór PiS

Pojęcie "społeczna gospodarka rynkowa" jest w Polsce używane przez wielu polityków, nie tylko przez PiS, lecz mało kto pamięta, na czym polegała polityka gospodarcza powojennych Niemiec. Termin "społeczna gospodarka rynkowa" został po raz pierwszy użyty przez niemieckich ordoliberałów Waltera Euckena oraz Alfreda Müllera-Armacka. Ich zdaniem miał to być system ekonomiczny oparty na wolnym rynku i własności prywatnej. Niemieccy liberałowie pojęcie "rynek" utożsamiali z pojęciem "społeczeństwo". Byli przeciwnikami interwencjonizmu i ręcznego sterowania gospodarką przez państwo.

Politycy chadeccy - bliski ordoliberałom Ludwig Erhard i Konrad Adenauer - chętnie posługiwali się terminem "społeczna gospodarka rynkowa", by osłodzić Niemcom bardzo twarde warunki, w jakich musieli po 1945 r. budować swój dobrobyt. Dopiero gdy go zbudowali, w drugiej połowie lat 50., zaczęto kłaść nacisk na partycypację wszystkich grup społecznych w dobrobycie. Zaczęły rosnąć podatki i wydatki socjalne.

PiS nie ma pomysłu na utrzymanie trwałego wzrostu gospodarczego i zbudowanie fundamentów dobrobytu. Obiecuje natomiast zwiększyć wydatki socjalne, co musi oznaczać albo wzrost podatków, albo szybsze zadłużanie się państwa. I jedno, i drugie będzie miało dla gospodarki fatalne skutki.

Mit. 4 Wrócimy do "pakietu Wilczka"

Obietnica taka padła z ust Kaczyńskiego podczas debaty telewizyjnej 14 czerwca. Zadziwiająca, gdyż prezes PiS nawiązał do znienawidzonego przez jego partię okresu budowy "dzikiego kapitalizmu" w Polsce - przełomu lat 80. i 90. W ustawie z grudnia 1988 r., zwanej "ustawą Wilczka", najważniejsze było zdanie: "Podmioty gospodarcze mogą w ramach prowadzonej działalności gospodarczej dokonywać czynności oraz działań, które nie są przez prawo zabronione".

Przedsiębiorczość na przełomie lat 80. i 90. rozkwitła w dużej mierze dlatego, że państwo niemal przestało działać i urzędnicy na wszelki wypadek nie wtrącali się do tego, co robią przedsiębiorcy. Odwrotną stroną tego medalu był zupełny brak bezpieczeństwa obrotu gospodarczego, np. niemożliwość wyegzekwowania długów na drodze sądowej. W miarę jak państwo krzepło, przybywało ograniczeń krępujących przedsiębiorców, ale także rosło bezpieczeństwo.

Wiele przepisów uciążliwych dla przedsiębiorców to efekt wejścia Polski do UE i przyjęcia unijnego prawa. Choćby dlatego powrót do "ustawy Wilczka" jest niemożliwy. Co wcale nie znaczy, że unijne przepisy są dla przedsiębiorców niekorzystne. W większości krajów europejskich założenie i prowadzenie przedsiębiorstwa jest znacznie łatwiejsze niż w Polsce.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 61 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':