http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Milczenie i wstyd Kościoła

Rozmawiali Piotr Bojarski i Tomasz Cylka
2010-06-25, ostatnia aktualizacja 2010-06-24 17:16

W Irlandii głośno domagano się kar dla przestępców seksualnych. U nas żaden z molestowanych kleryków nawet nie złożył pozwu, a wierni wcale nie wychodzą z uroczystości na widok abp. Paetza - mówi prof. Krzysztof Podemski*

Juliusz Paetz
Fot. Rafal Michalowski / Agencja Gazeta
Juliusz Paetz
ZOBACZ TAKŻE
Piotr Bojarski, Tomasz Cylka: Aferę związaną z molestowaniem kleryków przez abp. Juliusza Paetza media ujawniły osiem lat temu. Kościół cofnął mu uprawnienia biskupie, ale do dzisiaj nie wypowiedział się na temat jego winy. Jak to milczenie Kościoła wpływa na wiernych?

Prof. Krzysztof Podemski: Na stronie internetowej archidiecezji poznańskiej znajdziemy życiorys abp. Paetza z listą licznych funkcji i zasług. Dopiero na końcu jest krótkie zdanie, że w 2002 r. papież przyjął jego rezygnację ze stanowiska metropolity poznańskiego. Czy zrobił to, bo arcybiskup był schorowany lub zmęczony? Nie wiadomo. Poruszamy się w sferze domysłów i plotek. Ale inaczej być nie może, skoro żaden oficjalny akt Kościoła nie potwierdził prawdziwości zarzutów ani też ich nie zanegował. Jedyną strategią Kościoła jest milczenie. Czyny abp. Paetza znamy tylko z relacji medialnych i wypowiedzi autorytetów. O winie arcybiskupa mówił ks. prof. Tomasz Węcławski, wybitny teolog cieszący się w Poznaniu dużym autorytetem. Z drugiej strony prof. Maciej Giertych, przedstawiciel endekoidalnego katolicyzmu, a także prawicowy działacz antyaborcyjny Paweł Wosicki. To, że tak różne osoby domagały się ujawnienia sprawy, bardzo uwiarygodnia zarzuty.

Abp Stanisław Gądecki, obecny metropolita poznański, nie zgadzał się, by Watykan cofnął abp. Paetzowi zakaz pełnienia funkcji biskupich. Ujawniła to "Gazeta". Abp Gądecki chciał nawet podać się do dymisji. Jak sprawa abp. Paetza jest odbierana przez katolików w Poznaniu?

- W Poznaniu - jak myślę - proporcjonalnie więcej osób jest przekonanych o winie abp. Paetza niż w pozostałych regionach. To przecież tutaj byli molestowani klerycy, tu mają rodziny, przyjaciół. Nie sądzę, by dokument Watykanu zakazujący sprawowania posługi biskupiej był powszechnie znany katolikom. Ludzie widzą za to, że abp Paetz pokazuje się na uroczystościach kościelnych, stoi zwykle w pobliżu obecnego arcybiskupa. Wiemy, że abp. Gądeckiemu ta sytuacja bardzo nie odpowiada.

To, co się przypuszczalnie stało ostatnio, pokazuje abp. Gądeckiego jako odważnego, przyzwoitego człowieka. Ale pamiętajmy, że on sam nigdy oficjalnie nie powiedział, dlaczego na jego poprzednika nałożono tak ostre sankcje. Także ostatnie działania były tajne. A opinia publiczna oczekuje wyjaśnienia. Można wątpić, czy one kiedykolwiek nastąpią.

Sprawa abp. Paetza dotyczy kwestii szczególnie dla Kościoła ważnych: celibatu i seksualności. Poza tym Kościół przewodzi antyhomoseksualnej panice moralnej. Dlatego do zarzutu, jaki postawiono abp. Paetzowi, tak trudno się Kościołowi przyznać. Wykorzystywanie seksualne to grzech najcięższego kalibru. Milczenie hierarchów prowadzi do polaryzacji wiernych. Niemała część ludzi uważa, że zarzuty są wyssane z palca. To często ludzie mniej wykształceni, starsi, wychowani tradycyjnie. Ale z drugiej strony wielu wiernych wierzy w winę abp. Paetza i nie rozumie reakcji Watykanu.

Arcybiskupa broniły nie tylko osoby związane z Kościołem. Wśród nich był na przykład biznesmen Jan Kulczyk. A przecież zakaz posługi biskupiej powinien być sygnałem, że abp Paetz jest winny.

- Ludzie przekonani o niewinności arcybiskupa sądzą, że karę wymusiły na Watykanie "wrogie" media. Ale nie bądźmy naiwni, wśród jego obrońców są także i tacy, którzy dobrze wiedzą, jak było naprawdę. Pewne lokalne koterie nadal są towarzysko związane z abp. Paetzem. Po prostu jego czyny im nie przeszkadzają! W najnowszym "Wprost"[ artykuł Alicji Chmielewskiej "Bezwstyd"] satysfakcję z domniemanej, korzystnej dla Paetza decyzji Watykanu o cofnięciu zakazów wyraża Sławomir Pietras, były dyrektor poznańskiej opery i były kandydat SLD na prezydenta Poznania, przed laty jeden z inicjatorów słynnego listu w obronie arcybiskupa.

Może abp Paetz pokazuje się publicznie, żeby zademonstrować swoją rzekomą niewinność?

- Jeżeli przyjmiemy, że ktoś prowadził podwójne życie przez tyle lat, wykorzystywał urząd do molestowania kleryków i księży, jeśli ktoś był po prostu seksoholikiem, który nie potrafił powstrzymać się nawet w sytuacjach publicznych, to jego obecne zachowanie nie powinno dziwić. Jeżeli oskarżenia są prawdziwe, to mamy do czynienia z człowiekiem głęboko zdemoralizowanym, bez poczucia wstydu.

Ksiądz Tomasz Węcławski - pierwsza osoba, która wystąpiła przeciwko arcybiskupowi, nagłaśniając sprawę - po siedmiu latach od tego wydarzenia wystąpił z Kościoła katolickiego, związał się z kobietą, zmienił nazwisko. Ten przykład zapewne eksponuje w Watykanie abp Paetz, zabiegając o cofnięcie mu zakazów.

- Prof. Węcławski to postać wielka, ale i tragiczna. Wybitny teolog, odważny człowiek, który walczył o przyzwoitość w Kościele i został z tego Kościoła wypchnięty. Prof. Węcławski niechcąco odkrył prawdziwą twarz Kościoła. Prawdopodobnie to doprowadziło do porzucenia stanu duchownego, a w końcu do apostazji.

Rzecznik Watykanu powiedział kilka dni temu: Watykan nie wycofał zakazu abp. Paetzowi. Zrobił to pod presją, m.in. wskutek publikacji "Gazety".

- Po informacjach medialnych na temat cofnięcia zakazów abp. Paetzowi Watykan komunikuje, że wcale tego nie zrobiono. Ale w żaden sposób nie informuje, za co te zakazy wprowadzono! Nadal jesteśmy skazani na domysły, interpretacje komunikatów pisanych w języku ezopowym. W tej sprawie od samego początku wszystko działo się pod presją. Zanim afera wybuchła, w Kościele toczyły się zakulisowe działania, by poinformować o sprawie Watykan, ale zawodziły tradycyjne kanały informacyjne. To nie był przypadek, że różne listy nie docierały do Jana Pawła II, a często lądowały nawet na stole samego abp. Paetza.

W tej sprawie sporo dowiedzieliśmy się dzięki mediom, które są często jedynym głosem opinii publicznej. Kiedy w USA czy w Irlandii wyszły na jaw sprawy wykorzystywania seksualnego dzieci, powstały liczne ruchy społeczne skupiające pokrzywdzonych i ich rodziny. Domagano się ujawnienia prawdy, kar dla przestępców seksualnych i odszkodowań dla ofiar. Tymczasem u nas żaden z kleryków nie złożył pozwu, ba, nawet nie wystąpił w mediach. Nie słyszałem też, żeby wierni demonstracyjnie wyszli z uroczystości, na której był obecny Juliusz Paetz. Ludzie nie potrafią wyrazić zbiorowo oburzenia. Owszem, powolnemu powstawaniu społeczeństwa obywatelskiego w Polsce służą teraz internet, serwisy społecznościowe. Inna sprawa, że uczestnicy tych serwisów są raczej obojętni na sprawy Kościoła.

Czyżby jedyną osobą w polskim Kościele, która potrafi skrzyknąć wiernych, był ojciec Tadeusz Rydzyk?

- Niestety. Ale ruch społeczny wokół Radia Maryja nie jest wcale taki oddolny - wspiera go znaczna część duchowieństwa, w tym hierarchowie.

Społeczeństwo jest demokratyczne, a Kościół nie jest strukturą demokratyczną. Czy możemy zatem oczekiwać, że będzie on informował publicznie o swoich problemach, takich jak ten z abp. Paetzem?

- Jeszcze niedawno większość państw i instytucji była na bakier z demokracją. Kościół na tym tle specjalnie się nie wyróżniał. Ale za naszego życia nastąpiły ogromne zmiany. Kontrkultura lat 60. przyniosła nie tylko rewolucję seksualną, ale także emancypację kobiet i rozmaitych mniejszości. Rozpadły się imperia kolonialne, trwa rewolucja informatyczna. Życie publiczne stało się transparentne, jawne. Nawet wielkie korporacje, jak ostatnio BP, muszą się tłumaczyć - choć robią to niechętnie - przed opinią publiczną. Zmieniło się zatem całe środowisko, w którym funkcjonuje Kościół. W jednych krajach odnajduje się w tym lepiej, w innych gorzej. Jednak wydaje się, że taktyka ukrywania prawdy, zamiatania jej pod dywan, nie może być na dłuższą metę skuteczna.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 31 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos