Najbardziej zaskakujący jest bardzo dobry wynik Grzegorza Napieralskiego. Dał z siebie maksimum wysiłku i okazało się, że jego koncepcja wyborów była dosyć trafna.Jego język - jak i pozostałych kandydatów - to raczej słopiewnie [tytuł zbioru wierszy wiersza Tuwima; piękna melodia, brak treści] niż język polityki. Ale publiczność tego chciała.
Napieralski miał trafną koncepcję i był oddany partii, bo przecież nie walczył o stanowisko dla siebie. Oczywiście walczył też o swoją pozycję, ale wzgląd na partię był ważniejszy. Każdy polityk walczy o swoją pozycję i to Napieralskiego nie odróżnia. Spośród liderów
SLD żaden jednak nie podporządkował tak bardzo partii swoich ambicji i nawyków i nie poddał się tak surowej dyscyplinie.
Teraz elektorat lewicowy jest prawie arbitrem w II turze wyborów. Lewica podniosła się z dna upadku, na którym była. Napieralski nadał jej nowy walor - być może otworzył młode pokolenie na ideały lewicowe. Nie był wcale młodszym wcieleniem aparatczyka, co mu zarzucano.
Elektorat Napieralskiego może w części zagłosować na Kaczyńskiego. Dużo będzie zależało od prezesa
PiS-u. Wprawdzie Bronisław Komorowski jest postrzegany na lewicy jako człowiek sympatyczny, który nie sprowadzi niebezpieczeństw na kraj, w przeciwieństwie do Kaczyńskiego. Jest jednak członkiem partii, której lider - Tusk - znany jest ze swojego antypeerelizmu.
Między dwoma panami "K" nie ma jednak dużych różnic charakteru politycznego. Wywodzą się z "Solidarności" i są konserwatystami. Różnią się temperamentami - to ma znaczenie, kiedy znajdą się na szczytach władzy, ale w sumie wybór drugiej tury nie przesądzi o losach kraju.
Obaj panowie "K" konkurują o to, który jest lepszym patriotą. Ten oficjalny patriotyzm w Polsce to pewna forma nacjonalizmu (chociaż tego określenia się nie używa) i megalomanii narodowej, która jest wielką przeszkodą dla modernizacyjnych przekształceń kraju i jego europeizacji. Wskazuję na ten rys podobieństwa, bo kryje się za nim poważniejsza treść.
Jeśli wygra Kaczyński... Jeśli wygra Kaczyński - nie sądzę, że to niemożliwe - to władza prezydenta zostanie rozszerzona. Urząd nabierze większego faktycznego znaczenia niż za czasów jego brata. Z pewnością bardzo by też zwiększyły się wpływy ideologów i propagandystów katolicko-narodowych, dziś popierających Kaczyńskiego w mediach. Obok partii oficjalnej - PiS - to oni stanowią drugą, nieformalną partię, która go popiera.
Uważam jednak, że wynik tych wyborów będzie ważny dla ludzi, którzy mają ważne interesy gospodarcze. Dla społeczeństwa - nawet dla kraju - nie będzie bardzo istotny. Niczego ważnego z punktu widzenia niższych warstw społecznych - ludzi pracy - tu nie rozstrzygano. Gdyby nie to, że spacer jest przyjemny, pewnie nie zdobyłbym się na pójście do komisji wyborczej.
Bronisław Łagowski, filozof polityki, historyk idei, profesor w Instytucie Filozofii i Socjologii Akademii Pedagogicznej w Krakowie