http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wybierzmy w I turze

Tadeusz Mazowiecki, pierwszy niekomunistyczny premier III RP
2010-06-18, ostatnia aktualizacja 2010-06-18 15:41

11 września 2009 r., Sejm. Tadeusz Mazowiecki i marszałek Sejmu Bronisław Komorowski podczas obchodów 20-lecia powołania rządu Mazowieckiego
11 września 2009 r., Sejm. Tadeusz Mazowiecki i marszałek Sejmu Bronisław Komorowski podczas obchodów 20-lecia powołania rządu Mazowieckiego
Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta

Ci, którym naprawdę zależy na tym, żeby nie było w Polsce wojny polsko-polskiej, co powtarza teraz Jarosław Kaczyński, powinni głosować na Bronisława Komorowskiego, ponieważ to on gwarantuje zakończenie tej wojny

Tadeusz Mazowiecki (strona solidarnościowo-opozycyjna). Ur. 1927. Na początku lat 50. działacz PAX, w latach 1961-72 poseł Koła ''Znak'', współzałożyciel warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej, redaktor naczelny ''Więzi'' i ''Tygodnika Solidarność''. Doradca Lecha Wałęsy. Pierwszy niekomunistyczny premier (1989-90), kandydat na prezydenta RP w 1990 r. (zdobył 18 proc. głosów), przewodniczący UD i Unii Wolności. W 2002 r. opuścił UW. Od 2005 r. współzałożyciel Partii Demokratycznej Demokraci pl. Wysłannik ONZ do krajów b. Jugosławii. W latach 1989-2001 poseł, przewodniczący Komisji Integracji Europejskiej (źródło: GW)
Fot. Jerzy Gumowski / AG
Tadeusz Mazowiecki (strona solidarnościowo-opozycyjna). Ur. 1927. Na początku...
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Dominika Wielowieyska, Jarosław Kurski: Jak zmieniła się Polska po 10 kwietnia?

- Nie wiem, czy się zmieniła. W obliczu wielkiej tragedii ludzie okazali serce wszystkim ofiarom katastrofy. Na pewno śmierć prezydenta Lecha Kaczyńskiego spowodowała pewną rewizję ocen jego działalności. Pokazywano pozytywne strony tej prezydentury, biorąc w nawias jej złe strony, jej polityczną jednostronność. Ale po decyzji Jarosława Kaczyńskiego o kandydowaniu ta atmosfera zaczęła się zmieniać. Pojawiła się nuta wyborcza. Świadomie czy nieświadomie - katastrofę wygrywano na rzecz kandydata PiS. Tak jakby w wyborach miało decydować współczucie, a nie rozeznanie, jakiej prezydentury Polsce potrzeba.

Po tragedii smoleńskiej obecność Kościoła w życiu publicznym stała się szczególnie widoczna. Może zabrakło nam świeckiej liturgii pogrzebów?

- Mam wielki szacunek dla ludzi niewierzących, ale uważam, że chrześcijańska liturgia pogrzebu jest niesłychanie głęboka i żadna świecka liturgia jej nie dorówna. Widzieliśmy, będąc razem (Tadeusz Mazoiwecki i Jarosław Kurski - red.) na pogrzebie Arama Rybickiego w Gdańsku, jak głęboko i współczująco wobec rodziny można poprowadzić taką liturgię. Tak uczynił abp Gocłowski.

Ale słyszeliśmy - także w czasie mszy żałobnych - opinie hierarchów krzywdzące tych, którzy mieli inne poglądy niż Lech Kaczyński. Jak zachowywał się Kościół po 10 kwietnia?

- Niestety, wprowadzano w liturgię pogrzebową elementy polityczne. Niektórzy biskupi rewidowali historię ostatnich lat, uprawiali apoteozę prezydentury Lecha Kaczyńskiego. W ten sposób popierali konkretny obóz polityczny.

Ci hierarchowie chyba nie zdawali sobie sprawy, że wielu ludzi wierzących, słuchając tego w kościele, wychodziło głęboko wewnętrznie potrzaskanych. Byłem jednym z nich.

To, niestety, trwa. Przypomnę, że Benedykt XVI przestrzegał księży przed włączaniem się w politykę, w walkę o władzę. Mówił, że wtedy, gdy Kościół to robił, zawsze ponosił straty.

Wierzy pan w przemianę Jarosława Kaczyńskiego?

- Cios, jaki na niego spadł, na pewno człowiekiem wstrząsa i mógł go zmienić. Ale zmiany takiej dowodzi się nie w akcji politycznej, ale w przewartościowaniu postawy życiowej i poprzez fakty. A tutaj tego nie widzę.

Nie poskromił jątrzących wypowiedzi swoich medialnych zwolenników. Nie potwierdził czynami żadnego politycznego zwrotu. Okazją ku temu był wybór Marka Belki na prezesa NBP. Kandydata spoza koalicji, którego kompetencji nikt nie kwestionuje.

Taką okazją było stałe uczestnictwo w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego. A zdarzało się, że Jarosław Kaczyński odmawiał udziału w jej obradach.

Wreszcie - po ludzku rzecz analizując - sądzę, że gdyby Jarosław Kaczyński tak bardzo się zmienił, toby się nie zdecydował na kandydowanie. Ta "zmiana", decyzja o starcie w wyborach, a do tego dbałość o szczegóły nowego wizerunku (okulary) - nie jest dla mnie wiarygodna.

"Państwo polskie musi być na poważnie, ono nam jest potrzebne. I to nie może być zabawa chłopców z zapałkami, ta już się w jednej sprawie bardzo źle skończyła". Co miał na myśli Jarosław Kaczyński, wypowiadając te słowa? Powódź czy katastrofę smoleńską?

- To niebywała wypowiedź. Jej ton i przedziwna treść. Jacyż chłopcy się bawili zapałkami? Szczególnie po tej wypowiedzi utwierdzam się w przekonaniu, jak bardzo Polski nie stać na to, byśmy poprzez jego prezydenturę sprawdzali, czy Jarosław Kaczyński się zmienił, czy nie.

Jak by pan zareagował na to, gdyby ostatni akord kampanii rozegrał się na Wawelu, przy grobie Lecha Kaczyńskiego, z całą rodziną? Ostatniego dnia kampanii są urodziny braci Kaczyńskich.

- Gdyby to była zamknięta, rodzinna uroczystość, byłoby to dla mnie zrozumiałe i na pewno wymagające pełnego uszanowania. Gdyby urządzono uroczystość z udziałem mediów, by uczynić z tego element kampanii wyborczej, byłoby to niesmaczne.

Czy ma pan odczucie, że Jarosław Kaczyński tę tragedię wykorzystuje w kampanii?

- Jarosław Kaczyński to polityk destrukcji. Odbierał ludziom poczucie zadowolenia z tych ostatnich 20 lat. Uważał, że wszystko w Polsce źle się potoczyło, z wyjątkiem czasu, gdy premierem był Jan Olszewski i on sam.

Niech to wystarczy za całą krytykę, a to, w jakiej mierze wykorzystuje tę tragiczną historię... O tym chciałbym mówić jak najmniej.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':