http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Mówmy głośno o PISM-ie

Marcin Wojciechowski, Gazeta Wyborcza
2010-06-11, ostatnia aktualizacja 2010-06-10 16:59

Dyplomacja jest sztuką i ma swych wirtuozów. Historia zna ich wielu, choć dziś polityka zagraniczna stała się raczej grą interesów gospodarczych prowadzoną zespołowo niż koncertem wybitnych solistów.

Marcin Wojciechowski
.
Marcin Wojciechowski
Instytucją nastawioną od lat na to, by nasza dyplomacja stawała się bardziej sztuką niż rzemiosłem, jest Polski Instytut Spraw Międzynarodowych. Jego dzieje w okresie PRL-u są niejednoznaczne - jak wszystko wtedy - ale przez radykalnie odnowiony w 1996 r. PISM przeszło szereg wybitnych postaci, np. nieżyjący już b. szef MSZ Stefan Meller, kierujący także tym resortem prof. Adam Rotfeld, a w czasach bardziej współczesnych tak znakomici specjaliści od spraw międzynarodowych, jak Ryszard Stemplowski czy Roman Kuźniar.

Bez tej instytucji polska dyplomacja straciłaby zaplecze naukowe i analityczne. A także archiwum, bibliotekę i wydawnictwo publikujące regularnie "Polski Przegląd Dyplomatyczny", pismo "Jewropa" - jedyny w świecie magazyn o Europie wydawany po rosyjsku, książki o dyplomacji, dokumenty, raporty analityczne. Niemały dorobek kilkudziesięciu lat.

Od kilku miesięcy radą PISM-u kieruje b. premier Jan Krzysztof Bielecki. Jego zadaniem jest reforma Instytutu. Bielecki podchodzi do niej jak liberał i sprawny menedżer. Instytut ma być skuteczniejszy, tańszy, bardziej odpowiadać współczesnym wyzwaniom. Mówi się o powołaniu jego stałego przedstawicielstwa w Brukseli, żeby polski głos o polityce zagranicznej był bardziej słyszalny w Unii Europejskiej.

Problem w tym, że zadania PISM-u reguluje ustawa, która wyraźnie określa, co Instytut powinien robić, jakie są zasady powoływania (i odwoływania) jego władz, i na jaki okres. Nic więc dziwnego, że środowisko naukowe związane z polityką zagraniczną buntuje się wobec reformy PISM-u prowadzonej ponad ustawą. "Gazeta" opublikowała na początku maja list wybitnych naukowców do premiera z protestem przeciwko takim praktykom, ale pozostał bez echa.

- Władze stosują najlepszą metodę wyciszenia sprawy: przemilczenie - mówi mi jego jeden z sygnatariuszy. A drugi, naprawdę bardzo wybitny dyplomata, dodaje już bez ogródek, że "to, co się dzieje ostatnio w PISM-ie, jest świństwem".

To słowo może niezbyt dyplomatyczne, ale warto, żeby dyskusja o szacownej instytucji publicznej toczyła się przy podniesionej kurtynie, z możliwością zabrania głosu zarówno przez zwolenników pozostawienia PISM-u w obecnym, bardziej naukowym kształcie, jaki i nadania mu charakteru zachodniego think tanku będącego zapleczem rządu, konkretnie MSZ. Wzorców w świecie jest wiele i nie sposób z góry założyć, który będzie dla PISM-u lepszy. Wybór zależy od tego, jakie postawi się przed Instytutem cele.

Dobrą cechą liberalnej demokracji jest transparentność i otwarcie na rzeczową debatę. Właśnie takiej debaty o przyszłości PISM-u oczekuję. Reformowanie tej instytucji po cichu, z lekceważeniem opinii znawców polityki zagranicznej, skończy się klapą. A przynajmniej utratą twarzy przez reformatorów.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':