http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kara za in vitro. Komunia tylko dla świętych

Jarosław Makowski* i Kazimierz Bem**
2010-06-10, ostatnia aktualizacja 2010-06-10 15:21

Czy biskupi poproszą o powstrzymanie się od przyjmowania komunii świętej także zwolenników kary śmierci?



W środku kampanii wyborczej za sprawą Rady ds. Rodziny Konferencji Episkopatu powróciła debata dotycząca in vitro. Rada napisała, że katolicy popierający tę metodę - w tym oczywiście politycy - nie powinni przystępować do komunii świętej. Takie stanowisko zostało sprowokowane odrzuceniem przez Sejm projektu ustawy Contra in vitro. Istota odrzuconego projektu sprowadzała się do całkowitego zakazu zapłodnienia pozaustrojowego i karania więzieniem tych, którzy chcieliby takie zabiegi przeprowadzać.

Choć kształt przyszłego ustawodawstwa jest w tej chwili trudny do przewidzenia, bo w Sejmie na rozpatrzenie czeka kilka różniących się od siebie projektów, to widać, że członkowie Rady stracili już cierpliwość. Głos rodzimego Kościoła, choć pojawiają się w nim także wątpliwości co do tak kategorycznego stanowiska Rady (np. ma je ks. prof. Longchamps de Berier), zdaje się brzmieć: "Ten, kto popiera in vitro nie może przystępować do komunii świętej".

Pomysł z "dopuszczaniem" jednych ludzi do komunii ze względu na przekonania światopoglądowe, mające przełożenie na bieżące spory polityczne, nie jest zjawiskiem nowym. Kilka lat temu w USA niektórzy biskupi katoliccy zaczęli żądać, aby politycy, którzy popierają prawo do aborcji, powstrzymali się od przyjmowania komunii. Taki list otrzymał kandydat Demokratów na prezydenta John Kerry w 2004 r. Do tego samego jesienią zeszłego roku wezwał Thomas Tobin, biskup Rhode Island, kongresmena Patricka Kennedy'ego. Tyle że wezwaniu hierarchy nie podporządkował się ani polityk, ani jego parafialny duszpasterz.

Co więcej, taka postawa biskupów spotkała się z krytyką wielu teologów i katolików świeckich. Wpływowy katolicki magazyn "America" zwrócił uwagę, iż poparcie dla utrzymania legalności aborcji nie oznacza poparcia dla aborcji jako takiej ani uznania jej za "dobro". Praktycznie wszyscy napiętnowani politycy podkreślali, że choć uważają aborcję za zło, to jednak ze względu na rozdział Kościoła od państwa oraz na szacunek dla autonomicznej decyzji kobiety, która ponosi największe koszty i odpowiedzialność związaną z ciążą, nie mogą zająć innego stanowiska.

Krytycy zwracali też uwagę, że podczas gdy biskupi koncentrowali się na temacie aborcji, krytykując Johna Kerry'ego (liberała), większość taktycznym milczeniem pomijała postawę George'a Busha (konserwatysta) odpowiedzialnego za wywołanie dwóch wojen, gorliwego zwolennika kary śmierci. Postawa amerykańskich biskupów wskazywała na pewnego rodzaju wybiórczość w podejściu do "obrony życia".

Przywoływane tu doświadczenia możemy w jakimś stopniu przyłożyć do naszych sporów. Odrzucony przez Sejm projekt ustawy był najsurowszy, ale zarazem najbardziej zgodny z życzeniami biskupów rzymskokatolickich. W Sejmie są jeszcze inne konserwatywne projekty, w tym autorstwa posła Jarosława Gowina, który choć nie w 100 proc., to w dużej mierze jest zgodny z linią proponowaną przez episkopat. Skąd więc ten nagły wybuch energii w sprawie in vitro? Czyżby dlatego, że wielkimi krokami zbliża się finał wyborów prezydenckich, a Bronisław Komorowski, kandydat PO, jest raczej za in vitro?

Zbieżność oświadczenia Rady i gorączka kampanii prezydenckiej nie jest przypadkowa.

Można zasadnie pytać o to, że skoro poparcie dla in vitro jest takim grzechem, iż oznacza to wykluczenie wiernego z przyjmowania komunii, to czy odnosi się to także do tych, którzy popierają karę śmierci? Przecież, i w jednym, i w drugim przypadku, zdaniem Kościoła, idzie o życie. Skoro mówi się „A”, to należy powiedzieć i „B”. Jarosław Kaczyński, który jest raczej przeciwko in vitro, od lat jest znany jako zwolennik kary śmierci. Czy można się zatem spodziewać, że i jego biskupi poproszą o powstrzymanie się od przyjmowania komunii?

Czy nie mamy tu do czynienia z podwójnymi standardami? Dobrzy, bo prawicowi katolicy, nawet kiedy nie w pełni podzielają nauczanie Kościoła, mogą przystępować do komunii. Przypomnijmy: przekonania Lecha Kaczyńskiego i jego żony w kwestii in vitro nie były tak jednoznaczne jak obecne stanowisko Rady. A ponadto tragicznie zmarły prezydent był też zwolennikiem kary śmierci. Nie słyszeliśmy, aby którykolwiek z hierarchów sugerował prezydenckiej parze, by powstrzymywała się od przyjmowania komunii. Trudno więc pojąć, dlaczego ci, którzy są katolikami, ale mają etykietkę "liberałów" lub są politykami innej partii niż PiS, nie mogą liczyć na podobną taryfę ulgową.

Można odnieść wrażenie, że katolickie rozumienie komunii sprowadza się w tym przypadku do postrzegania jej przede wszystkim jako "nagrody". Nagrody, której Kościół chce być absolutnym dysponentem. Dostęp do stołu Pańskiego mają bowiem tylko ci, którzy żyją zgodnie z dzisiejszym nauczaniem Kościoła i skrupulatnie przestrzegają jego norm.

Jeśli jest nagroda, musi być więc i kara: nie otrzymają komunii św. ci katolicy, którzy żyją w związkach niesakramentalnych, bo - nawet jeśli nie z ich winy - „życie przetrąciło im kręgosłup”. Nie mają do niej prawa ci politycy i ich wyborcy, którzy głoszą poglądy sprzeczne z obecnym nauczaniem swoich biskupów. Nie mają do niej w końcu prawa ci chrześcijanie, którzy należą do Kościołów innych niż rzymski. Ale i tu zdarzają się wyjątki: nieżyjący twórca Taizé, brat Roger (kalwinista) otrzymał komunię św., podobnie jak Tony Blair (wtedy anglikanin, dziś katolik), który był i jest zwolennikiem pro choice.

Jezus Chrystus niemal na każdej stronie Ewangelii przekonuje, że nie przyszedł do tych, którzy się dobrze mają, ale do tych, którzy się źle mają. Zatem zarówno On sam, jak i Jego Ewangelia mają być lekarstwem dla błądzących. Ten aspekt Chrystusowego przesłania doskonale pokazuje scena powołania Mateusza celnika, późniejszego apostoła. Gdy Jezus usiadł z nim do stołu i dzielił się chlebem, faryzeusze zadawali pytania mające obnażyć Jego niecne postępowanie: dlaczego jada z celnikami i grzesznikami? Jezus odpowiedział: "Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników" (zob. Mt 9,9; Mk 2,15).

Czy zatem komunia św. rozumiana w kategoriach "nagrody" i "kary" nie jest odbieraniem możliwości spotkania się grzesznych ludzi z Jezusem Chrystusem, który ma być ich lekarzem? Błąd takiego pojmowania komunii rozumiał amerykański pastor kalwiński z Nowej Anglii Solomon Stoddard, który ogłosił w 1707 r., że komunia jest m.in. "sakramentem nawracającym" i w związku z tym musi być otwarta dla wszystkich chrześcijan, także błądzących. Broniąc się przed atakami swoich bardziej purytańskich kolegów, zwracał im uwagę, że w Ostatniej Wieczerzy brał udział nie tylko Judasz, ale i pozostałych 11 apostołów, których zachowanie przez następnych kilka dni trudno uznać za wzór do naśladowania.

Jeśliby jednak stanowisko Rady i popierających to oświadczenie biskupów stosować konsekwentnie do wszystkich osób niezgadzających się z obecną nauką Kościoła na temat in vitro albo żyjących wbrew kościelnym przykazaniom, to mamy obawy, że polski Kościół skończyłby tak, jak pewien duchowny zamieszkały w Nowej Anglii.

Ów gorliwy pastor od swych wiernych przystępujących do komunii żądał takiej moralnej czystości, że ostatecznie do stołu Pańskiego mógł przystępować tylko on sam i jego żona. Gdy jednak żona sprzeciwiła się jego decyzji - i ją wykluczył. Wtedy rzekła: "A któż uczynił cię sędzią mojego sumienia?". Być może słowa te powinni wziąć sobie do serca członkowie Rady Episkopatu ds. Rodziny.

*Jarosław Makowski, filozof, szef Instytutu Obywatelskiego. Ostatnio opublikował: "Kobiety uczą Kościół" (2007)

** Kazimierz Bem, publicysta protestancki, prawnik i absolwentem teologii Yale Divinity School


Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 145 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    99 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':