John F. Kennedy Memorial Bridge. Most łączy dwa amerykańskie miasta leżące nad rzeką Ohio: Louisville i Jeffersonville, i dwa amerykańskie stany: Kentucky i Indianę. Otwarty w grudniu 1963 roku, na dwa tygodnie po tragicznej śmierci w zamachu 35. prezydenta Stanów Zjednoczonych Johna F. Kennedy'ego. Most ten stał się pomnikiem ku czci prezydenta.
Podobny pomnik ku czci innego prezydenta postanowili zbudować bydgoscy radni. 13 kwietnia 2010 roku podjęli decyzję, że planowany most przez Brdę otrzyma imię Lecha Kaczyńskiego, 3. prezydenta polskiego wybranego w głosowaniu powszechnym. Most ma być pomnikiem ku czci głowy państwa, której życie i urzędowanie przerwała katastrofa samolotu pod Smoleńskiem.
Czy coś jeszcze łączy te dwie postaci? Katolicyzm? Owszem. Ale też to, jak ich tragedie stały się pożywką dla wyznawców spiskowych teorii dziejów (STD) i zmobilizowały "spiskofilskie" środowiska wokół najbardziej nawet fantastycznych wyjaśnień zdarzeń w Dallas i Smoleńsku.
Raport tzw. komisji Warrena powołanej przez prezydenta Lyndona Johnsona, w którym wykazywano, że Lee Harvey Oswald, oskarżony o zabójstwo prezydenta
USA, działał sam, był wielokrotnie poddawany w wątpliwość. Błędy popełnione przez komisję stawały się potwierdzeniem szeregu hipotez o udziale w zamachu na Kennedy'ego naczelnych władz państwa, kręgów politycznych i wojskowych, agentów komunistycznego ZSRR, Kubańczyków, rasistów z Ku-Klux-Klanu.
Raportu komisji badającej przyczyny smoleńskiej katastrofy jeszcze nie ma, ale nietrudno wyobrazić sobie, co będzie się po jego publikacji działo w naszej rodzimej sferze publicznej.
Insynuacje i przypuszczenia już pojawiają się w części polskich mediów: katastrofa smoleńska była inspirowana bądź przygotowana przez Rosjan lub terrorystów, a na pewno w sposób pośredni odpowiadają za nią liberałowie z Platformy Obywatelskiej i kręgi bliskie Donaldowi Tuskowi, skonfliktowanemu przecież z Lechem Kaczyńskim („Rząd ukrywa prawdę. Mgła nad katastrofą”- „Gazeta Polska”, nr 20, 19.05.2010; „To mogła być eksplozja” - „Gazeta Polska”, nr 19, 12.05,2010; „Kłamstwo smoleńskie” - „Gazeta Polska”, nr 18, 5.05.2010; „Smoleńskgate” - „Nasza Polska”, nr 18, 4.05.2010).
Intrygujące skąd bierze się popularność myślenia spiskowego, wykpiwanego przecież przez media. Psychologowie społeczni wskazują, że STD zyskują popularność w czasach kryzysowych, w okresie niepewności i społecznego niezadowolenia. Umacniają obsesyjne wyobrażenia, że kryzys - niezależnie od tego czy chodzi o epidemię, głód czy katastrofę lotniczą - musi być efektem działań jakichś "obcych", nieznanych sił.
Jednak nie każdy z osobna człowiek wierzy w STD, to tłum i dusza zbiorowa są wyrazicielami tej wiary, a - jak wykazuje Gustaw Le Bon w swojej Psychologii tłumu - w masie, tłumie i wielkiej grupie świadomość „ja”, człowiek poddaje się działaniu czynników nieświadomych, łatwo ulega sugestiom i insynuacjom.
Człowiek w tłumie staje się niezwykle podatny na manipulację, budzi się w nim "demon podejrzenia", a fantastyczne wręcz hipotezy łatwo zyskują rangę "prawd oczywistych". Upowszechniane przez środowiska przyjmujące STD slogany, opatrzone odpowiednio wpływającym na odbiorcę tłem emocjonalnym, najczęściej wzbudzające strach, obawę, niepewność i niezadowolenie, mogą wpłynąć na zmiany postaw, a na pewno umacniać przekonanie o słuszności wyjaśnień spiskowych.
Tym istotniejsze wydaje się to, że STD dają proste odpowiedzi na pytania o przyczyny konfliktu czy sytuacji kryzysowej, w jakiej społeczność się znalazła. Zaskoczenie i poczucie zagrożenia, jakie mogło się pojawić po zamachu w Dallas, czy po katastrofie w Smoleńsku, domaga się wskazania, kto jest za to odpowiedzialny. „Kozłem ofiarnym” stają się zarówno tajne organizacje, jak i grupy rzekomo wrogie społeczeństwu: komuniści, agenci, Rosjanie, Żydzi etc.
Girardowski "kozioł ofiarny" staje się zinstytucjonalizowanym wrogiem całego społeczeństwa, które solidaryzuje się z ofiarami i integruje wokół dążenia do jego "likwidacji". Paradoksalnie ów "kozioł ofiarny" zaczyna pełnić rolę elementu cementującego wspólnotę, budującego tożsamość narodową czy wspólnotową. Ponieważ "w grupie siła", toteż propagatorzy hipotez spiskowych wzywają do współpracy w poszukiwaniu prawdy i wymierzaniu sprawiedliwości "kozłowi ofiarnemu".
Czy człowiek, którego usiłuje się przekonać o słuszności spiskowych wyjaśnień, musi im ulec? Oczywiście, że nie, jednak "spiskofile" dążą do wzbudzenia w nim poczucie zagrożenia, przekonania, że wrogowie otaczają go zewsząd. Mechanizm ten, zwany również syndromem Masady, ma zachwiać poczuciem pewności naszego odbiorcy. Każe mu zadać sobie samemu pytanie, czy aby na pewno STD nie oferuje mu odpowiedzi właściwej, czy nie istnieją argumenty potwierdzające takie wyjaśnienie. A przecież jakieś argumenty zawsze się znajdą.
Teorie spiskowe oferują tym samym bardzo proste spojrzenie na rzeczywistość: świat jest czarno-biały, dobro i zło nieustannie ze sobą walczą, zło nam zagraża a dobro jest w odwrocie. Taka gnostycko-manichejska wizja jest spójna ze światem widzianym oczami tzw. zwykłego człowieka, a zarazem prosta i nieskomplikowana. Wymaga ona, aby ów zwykły człowiek opowiedział się po stronie dobra i zadeklarował jako przeciwnik zła - a dobro i zło uprzednio zostały zdefiniowane przez "spiskofilów".
Twórcy spiskowych teorii dziejów manipulują zagubionym i zastraszonym odbiorcą, obawiającym się o fundamenty istnienia swojej wspólnoty i swojego państwa, zatroskanym o bezpieczeństwo swoich dzieci i swojego dobytku. Amerykanie po zamachu na prezydenta Kennedy'ego czuli się tak samo zagrożeni i dziwnie osamotnieni, jak Polacy po katastrofie prezydenckiego Tupolewa. Nie wszyscy Amerykanie jednak i nie wszyscy Polacy przyjęli spiskowe interpretacje tych tragedii. To kolejny symboliczny, a zarazem optymistyczny, most łączący Amerykanów i Polaków.
Autor jest publicystą miesięcznika młodych liberałów "Liberté!" Na stronie
www.liberte.pl/prenumerata możesz zaprenumerować lub dowiedzieć się gdzie kupić magazyn.