http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Polskie lęki Ukrainy

Alona Hetmańczuk*
2010-05-31, ostatnia aktualizacja 2010-05-31 16:12

Śmierć Lecha Kaczyńskiego stała się dla Ukrainy zimnym prysznicem nie tylko z powodu niezwykłego, wręcz symbolicznego tragizmu. Pożegnanie z polskim prezydentem stało się swego rodzaju pożegnaniem z Polską - szczerym i bezinteresownym obrońcą naszych oczekiwań wobec UE i NATO - pisze ukraińska publicystka

Ukrainiec w mundurze UPA niesie portret Stepana Bandery
Fot. Sergei Chuzavkov AP
Ukrainiec w mundurze UPA niesie portret Stepana Bandery
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
To, co od dawna narastało w stosunkach polsko-ukraińskich, wyszło na jaw po smoleńskiej tragedii. I wcale niekoniecznie dlatego, że prognozowany na wszystkich szczeblach "reset" między Polską a Rosją może być dla nas niekorzystny. Gdyby skończyło się na zmianie stosunku Rosji do Stalina, pomarańczowej rewolucji i do poszerzenia NATO na Wschód, to wcale nie byłoby dla Kijowa źle.

Ale na Ukrainie nie ma na razie odpowiedzi na pytanie, co będzie, jeśli Rosja zechce wykorzystać Polskę, by wspólnie naciskać w kwestiach najbardziej bolesnych, np. uznania Stepana Bandery za Bohatera Ukrainy, czemu Polska i Rosja zgodnie były przeciwne. Kijów obawia się, że w zamian za pojednanie polsko-rosyjskie Warszawa zrezygnuje z roli lidera w tworzeniu wschodniego wymiaru polityki UE, a zwłaszcza przestanie nalegać na realizację tak nielubianego przez Rosję Partnerstwa Wschodniego. I czy nowa przyjaźń polsko-rosyjska nie zahamuje planów wydobycia gazu łupkowego w północnej Polsce, żeby nie tworzyć w ten sposób dodatkowych problemów dla Gazpromu w Europie.

Na Ukrainie nigdy nie zwracano uwagi na to, że wysiłki ze strony prezydenta Kaczyńskiego na rzecz naszego kraju mogły być kompensacją za bardziej niż chłodne stosunki polsko-rosyjskie. Mało kto w Kijowie zastanawiał się, co będzie, jeśli stosunki między Warszawą a Moskwą poprawią się, czy Ukraina nadal pozostanie głównym obiektem polskiej polityki wschodniej.

Bądźmy zresztą szczerzy: ochłodzenie między Ukrainą a Polską nastąpiło już wcześniej. Już od dawna nie słychać w kontekście tych stosunków słowa "adwokat". I wcale nie dlatego, że po pomarańczowej rewolucji Kijów przestał być trędowatym, z którym wcześniej mało kto chciał mieć coś wspólnego prócz prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego.

Trudno powiedzieć, kiedy te relacje zaczęły się psuć. Być może wtedy, gdy okazało się, że Wiktor Juszczenko nie tylko nie zapewni krajowi przejścia od autorytaryzmu do demokracji, ale także nie otworzy drogi do pełnej integracji Ukrainy z Unią i NATO. Być może coś pękło, gdy po wejściu Polski do strefy Schengen Ukraińcy odczuli, że są ludźmi drugiej kategorii, a Polaków mieszkających po drugiej stronie granicy zaczęli traktować jak konkurentów, którzy mogą do nas jeździć po tańszą benzynę, papierosy i alkohol bez wiz. Być może oliwy do ognia dolały spory, kto z nas lepiej zorganizuje Euro 2012, choć większość Ukraińców jest przekonana, że to nam Polska zawdzięcza wspólne mistrzostwa. Brakuje poczucia, że mimo różnic powinniśmy blisko ze sobą współpracować.

Wśród elit politycznych przełom w stosunku do Polski nastąpił, gdy stało się jasne, jak niewiele można dzięki niej osiągnąć w ramach integracji europejskiej i euroatlantyckiej, ponieważ jej pozycja jest niższa niż Francji czy Niemiec. Pokazał to szczyt NATO w Bukareszcie, gdy odmówiono Ukrainie udziału w Planie na rzecz Członkostwa i faktycznie zamknięto drogę do NATO na najbliższe dziesięciolecia. Choć oczywiście, gdyby nie Lech Kaczyński i Radosław Sikorski, to w dokumentach szczytu w ogóle nie znalazłby się zapis, że Ukraina i Gruzja kiedyś do NATO wejdą.

Miernikiem polskich wysiłków na rzecz Ukrainy w UE jest Partnerstwo Wschodnie. Nie jest tajemnicą, że Kijów nie widzi w tej inicjatywie żadnej wartości dodanej i wolimy rozwijać z Unią stosunki dwustronne, a nie jeszcze z pięcioma postsowieckimi krajami będącymi członkami PW, z których większość nigdy nie deklarowała chęci wstępu do Unii. Końcowy kształt Partnerstwa Wschodniego jest nieco inny, niż zakładano to w polskim MSZ. Wszystkie punkty - łącznie z obietnicą umowy o członkostwie stowarzyszonym - które Ukraina przez lata wytargowała wraz z polskimi dyplomatami w Brukseli, pozostałe kraje Partnerstwa Wschodniego dostały od ręki.

Dlatego coraz częściej Kijów skłania się ku opinii, że Polska powinna działać na odcinku wschodnim w sojuszu z Niemcami (co aktywnie popiera b. szef niemieckiego MSZ Joschka Fischer) albo w ramach Trójkąta Weimarskiego plus Ukraina. Wszelkie inne "grupy przyjaciół Ukrainy" w UE lub NATO bez Francji i Niemiec będą skazane na kopiowanie rozwiązań w rodzaju upiększonej polityki sąsiedztwa UE albo powtarzania, że drzwi NATO są otwarte dla Ukrainy. Jest pewna poprzeczka, której Warszawa bez wsparcia Berlina po prostu nie przeskoczy.

Inna sprawa, czy Polska jeszcze wciąż chce inwestować w Ukrainę, czy raczej odczuwa apatię i rozdrażnienie z powodu tego, co się u nas dzieje.

Mimo ponad 40 spotkań dwustronnych między prezydentami Juszczenką a Kaczyńskim nasze stosunki są wciąż asymetryczne. Głównie dlatego, że Ukraina wciąż nie może zrozumieć, dlaczego Polacy mówią: "Bez niepodległej Ukrainy nie będzie niepodległej Polski", oraz że to nie jest dożywotnia przysięga, iż Polska zawsze będzie popierać Ukrainę, nie żądając niczego w zamian. Część ukraińskich ekspertów i urzędników sądzi, że jeśli Warszawa coś robi w ramach polityki wschodniej UE, to nie dla Ukrainy, ale dla wzmocnienia własnej pozycji. Stąd już tylko krok, by stwierdzić, że w takim razie to nie Ukraina powinna być wdzięczna Polsce, ale Polska Ukrainie, za to, że dajemy szansę sąsiadom realizować się jako regionalnym liderom. Pewnie dlatego Ukraina nie poparła rok temu Włodzimierza Cimoszewicza w trakcie głosowania na sekretarza generalnego Rady Europy. I uważa, że Polska powinna maksymalnie pomagać nam w uzyskaniu ruchu bezwizowego z UE, a w kuluarach mówi, że bezpłatne polskie wizy narodowe są dla nas niekorzystne, bo my nie możemy zarobić na wielokrotnych wizach dla Polaków [przy pobycie dłuższym niż trzy miesiące].

Wielu polskich ekspertów i polityków uznało, że Ukraina nie powtórzy drogi innych państw Europy Środkowo-Wschodniej: najpierw do NATO, potem do UE. Polskie władze powinny wypracować taką politykę wobec Ukrainy, która nie będzie polegała na nakłanianiu Kijowa do kopiowania polskiego doświadczenia powrotu do Europy. Ale z drugiej strony warto wiedzieć, że ten powrót jest po prostu Ukrainie niezbędny i nie ma dla niego alternatywy. O tym Polacy powinni pamiętać w dialogu z Rosjanami.

Ukraińskie władze zaś powinny postarać się, by pojednanie polsko-rosyjskie potraktowano u nas jako szansę, a nie niebezpieczne wyzwanie, które może zburzyć wypracowany przez lata dialog Kijowa i Warszawy. Powinniśmy także poważnie popracować nad tym, by partnerstwo strategiczne Ukrainy i Polski nie polegało wyłącznie na poświęceniu z polskiej strony.

tłum. Marcin Wojciechowski

* Alona Hetmańczuk, dyrektor Instytutu Polityki Światowej w Kijowie, publicystka, komentatorka spraw międzynarodowych

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    17 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':