Rozmowa z Adamem Hofmanem posłem PiS, członkiem komitetu politycznego partii Renata Grochal: Jarosław Kaczyński mówi: "Nie mówmy o IV RP, bo nawet dzieci próbuje się nią straszyć". Jaki jest dziś program PiS bez IV RP? Adam Hofman: Dziś mamy stan wyższej konieczności. Wiele wydarzyło się za granicą, inna jest pozycja Rosji w układzie sił międzynarodowych, są problemy eurogrupy, np. Grecji i innych krajów, nowa administracja
USA i inna sytuacja w Polsce po powodzi i katastrofie pod Smoleńskiem.
Państwo okazało się niewydolne w niektórych obszarach, także przez duży poziom konfliktu politycznego. Rząd boi się kupić samoloty, bo będą krytyczne artykuły w gazecie. Państwo reaguje, dopiero jak woda wpłynie do piwnic. Co roku koło listopada mamy problem, bo szpitale nie mają pieniędzy na wykonywanie zabiegów.
Ale to PiS był przeciw proponowanej przez PO reformie służby zdrowia, a prezydent Lech Kaczyński ją zawetował. Teraz poprzecie tę reformę? - Rządzenie Donalda Tuska polegało do tej pory na tym, że jak jest kłopot, np. ze służbą zdrowia, to pozbądźmy się szpitali, skomercjalizujmy je i przekażmy samorządom albo prywatnym właścicielom, niech oni się martwią.
Założenie było takie, żeby szpitale jako spółki nie mogły zadłużać się w nieskończoność, a państwo i tak finansowałoby leczenie ubezpieczonych.
- Naszym zdaniem to nie był projekt reformy, tylko próba pozbycia się odpowiedzialności. Dlatego PiS był przeciw, a prezydent Lech Kaczyński zawetował te ustawy. I tu się nic nie zmieniło.
Jak to nic się nie zmieniło? Jarosław Kaczyński mówi, że chcecie rozmawiać z rządem o reformie służby zdrowia. - Sądzę, że na taką reformę, jaką zaproponowała PO, zgody nie będzie. Można rozmawiać o nowym otwarciu w służbie zdrowia, i myślę, że jest to jeden z dwóch, trzech obszarów, które można by wyciągnąć spod bieżącego sporu politycznego.
Drugim takim polem jest sfera międzynarodowa. Zgadzam się z prof. Jadwigą Staniszkis, że zmienia się model rozwoju UE i jeśli my nie będziemy próbowali się w niego wkomponować, to za pięć-dziesięć lat zostaniemy na peryferiach Unii.
Jarosław Kaczyński krytykował dotąd Donalda Tuska za zbyt uległą politykę wobec Rosji czy Niemiec. To już nieaktualne?
- Trzeba sobie dziś powiedzieć, że jest dwóch liderów najważniejszych obozów politycznych w Polsce - Jarosław Kaczyński i
Donald Tusk. Nie są do siebie podobni, także w spojrzeniu na sprawy międzynarodowe. Ale sądzę, że dla jednego i drugiego najważniejsza jest Polska i jej pozycja na świecie.
Ale Kaczyński i Tusk to w polityce zagranicznej antypody - prezes PiS jest znany w Europie z grożenia wetem i polityki godnościowej, a Tusk - z budowania koalicji w UE wokół konkretnych spraw, np. tego, by ograniczanie emisji gazów cieplarnianych nie uderzyło tak mocno w polski przemysł. - Ich osobowości się uzupełniają. Dlatego dla Polski ten tandem byłby najlepszy. Premier Tusk i prezydent Kaczyński mogliby ustalić, że nie dadzą się już rozgrywać na arenie -międzynarodowej.
Nie chodzi o to, żeby się nie różnić, ale o to, żeby sobie powiedzieć, że są takie obszary, gdzie nie będziemy ze sobą walczyć. Nie będzie już kłótni o samolot.
Ale dlaczego ludzie mieliby uwierzyć w przemianę PIS, skoro przez ostatnie dwa lata byliście opozycją totalną? - Bo mamy stan wyższej konieczności.
Ktoś powie: ale zaraz, przecież Kaczyński nie jest się w stanie z nikim dogadać. Ale zbliża się 4 czerwca i trzeba sobie jasno powiedzieć, że Jarosław Kaczyński potrafił w trudnych czasach, np. w 1989 r., usiąść do stołu, nawet nie z przeciwnikami politycznymi, tylko z wrogami. Usiąść i rozmawiać, bo był czas wyższej konieczności.