http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Nie zakazy, ale pojedynek poglądów

Rozmawiała Ewa Siedlecka
2010-05-14, ostatnia aktualizacja 2010-05-13 16:55

Odwoływanie konferencji na uniwersytecie z powodu tego, że z treściami mającymi być na niej przedstawianymi nie zgadzają się władze uczelni albo że są jakieś protesty w tej sprawie, jest kuriozalne i niedopuszczalne. Rozmowa z Wojciechem Sadurskim*

Wojciech Sadurski, profesor Uniwersytetu w Sydney i Centrum Europejskiego UW
Fot. Wojciech Olkuonik / AG
Wojciech Sadurski, profesor Uniwersytetu w Sydney i Centrum Europejskiego UW
ZOBACZ TAKŻE
Władze UW odwołały konferencję o prawach zwierząt, bo jednym z 15 prelegentów miał być kontrowersyjny etyk amerykański prof. Peter Singer. Powód: jego poglądy na aborcję i eutanazję. Trzy tygodnie wcześniej zakazały konferencji organizowanej przez studentów z udziałem Paula Camerona, oskarżanego o pseudonaukowość psychologa walczącego z homoseksualizmem. Protestowały organizacje gejów i lesbijek.

Ewa Siedlecka: Czy na zachodnich uczelniach zdarza się zakazywanie konferencji z powodu protestów czy poglądów prelegentów?`

Wojciech Sadurski: Nie, na tych uczelniach, z którymi miałem kontakt i na których pracowałem, coś takiego nie mogłoby się zdarzyć. Jedyną możliwością zakazania konferencji byłoby wysokie prawdopodobieństwo, że głoszone na niej treści będą łamaniem prawa. Gdyby np. miało dojść do nawoływania do przemocy albo do przestępstwa negowania Holocaustu. W wielu krajach tzw. negacjonizm jest sprzeczny z prawem i np. na uczelniach australijskich, na których pracowałem, zdarzało się, że zaproszenie gościa, o którym wiadomo, że jest negacjonistą, powodowało odwołanie jego wykładu. Choć prawo zakazujące głoszenia poglądów negacjonistycznych ma przeciwników, którzy uważają, że narusza wolność słowa. Sam jestem zdania, że reakcją na głoszone poglądy nie powinny być zakazy - czy to karne, czy administracyjne - tylko debata, głoszenie kontrpoglądów, przedstawianie kontrargumentów.

Odwoływanie konferencji z powodu tego, że z treściami mającymi być na niej przedstawianymi nie zgadzają się władze uczelni albo że są jakieś protesty w tej sprawie, jest kuriozalne i niedopuszczalne. Jest zaprzeczeniem głównej misji uniwersytetu, którą jest m.in. szeroka, nieskrępowana dyskusja.

Co oznacza to hasło wolności debaty naukowej? Troje prelegentów, którzy zrezygnowali z udziału w konferencji o prawach zwierząt, argumentowało, że nie mogą w niej uczestniczyć obok Singera, bo odrzucają jego poglądy.

- Wolność debatowania oznacza też wolność odmowy udziału w debacie. Choć dla mnie to postawa bardzo dziwna, jeśli profesor uniwersytetu odmawia debaty ze względu na poglądy jej uczestnika, bo przecież wszelka debata ma sens tylko wtedy, gdy ludzie się jakoś ze sobą nie zgadzają. Na tym samym Uniwersytecie Warszawskim jakieś dwa miesiące temu uczestniczyłem w debacie, w której jednym z głównych mówców był pan redaktor Tomasz Terlikowski. Głosi on poglądy w moim przekonaniu horrendalne, np. o kobietach chcących skorzystać z prawa do aborcji mówi "morderczynie", homoseksualizm zrównuje pośrednio z zoofilią. Gdyby uznać, że udział z kimś w dyskusji oznacza respektowanie wszelkich jego poglądów, to praktycznie nie moglibyśmy rozmawiać z nikim.

Rektor UW prof. Katarzyna Chałasińska-Macukow broni zakazu konferencji z udziałem Camerona. Mówi, że Cameron nie prezentuje poglądów naukowych, ale zajmuje się utrwalaniem stereotypów i szerzeniem nietolerancji. To prawda. Ale jednocześnie jego poglądy i badania pseudonaukowe wykorzystywane przez znaczące siły polityczne mają wpływ na nasze życie - np. wyrażane są w podręcznikach do wychowania w rodzinie używanych w polskich szkołach.

- Pod jednym względem zgodziłbym się z panią rektor: nie można porównywać Singera i Camerona. Singer to jeden z najwybitniejszych współczesnych filozofów i większość naukowców byłaby zachwycona, mogąc z nim debatować. Cameron zaś wygląda mi na hochsztaplera i w świecie nauki to postać bez znaczenia. To, oczywiście, moja ocena i na pewno znajdą się ludzie, których oceny będą dokładnie odwrotne. Ale na tym właśnie polega wolność akademicka, żeby wszyscy, którzy chcą kogoś posłuchać, z kimś podyskutować, mogli to zrobić. Więc, z pełnym szacunkiem dla pani rektor, nie do niej należy ocena, na ile wartościowe czy słuszne są poglądy pana Camerona, czy kogokolwiek innego. W imię podstawowej misji uniwersytetu nie powinna ingerować w takie sprawy. Sam fakt, że odbywa się jakaś konferencja, nie oznacza akceptacji władz uczelni czy wydziału dla wyrażanych na niej poglądów.

Uniemożliwiając konferencję, uniwersytet zastawia na siebie pułapkę: odtąd wszystkie poglądy głoszone na każdej konferencji, której nie odwoła, będą traktowane jako takie, z którymi się utożsamia, które afirmuje. To absurd! Uniwersytet nie może ani ulegać protestom wobec pewnych poglądów, ani propagować innych. Ma umożliwiać debatę i prezentację poglądów.

Z tego, co ustaliłam na UW, nie ma żadnych formalnych zasad organizowania konferencji. Skutkiem jest to, że jak się pojawiają kontrowersje - władze konferencji zakazują dla świętego spokoju. Może wyjściem byłoby np. ustalenie bardzo ogólnych warunków brzegowych, po spełnieniu których nie można by konferencji zakazać. Rektor UW jest jednak zdania, że każde warunki brzegowe będą formą cenzury.

- I może ma rację. Dla mnie istnieją dwa warunki brzegowe: że ktoś chce konferencję zorganizować i że nie ma uzasadnionych podejrzeń, że na niej głoszone będą treści sprzeczne z prawem karnym. I ta sprzeczność z prawem musi być rozumiana bardzo zawężająco - jako nawoływanie do przestępstwa lub jego popełnianie, np. przez ujawnianie chronionych prawem tajemnic. Wszelkie inne warunki graniczne można uznać za formę cenzury.

Jestem za tym, żeby ustalić zasadę, że nikt nie ma prawa wbrew organizatorom zakazać konferencji czy wykładu, jeśli takie warunki brzegowe, jakie wymieniłem, będą spełnione.

Uczelnia jest miejscem szczególnym. Tam uczymy się sztuki dyskusji, tam dowiadujemy się, że istnieją poglądy odmienne od naszych, tam następuje konfrontacja rozmaitych stanowisk w duchu tolerancji. Najostrzejsze nawet kontrargumenty - tak. Zakazy administracyjne - nie. Jeśli uczelnia przyjmie postawę cenzora, sprzeciwi się swej podstawowej misji - a przy okazji skaże się na śmieszność.

*prof. Wojciech Sadurski specjalizuje się m.in. w filozofii prawa, teorii sprawiedliwości, myśli liberalnej i prawie konstytucyjnym. Autorem licznych publikacji dotyczących wolności słowa. Wykładał na uniwersytetach: Warszawskim, w Melbourne, Sydney, we Florencji, w Yale Law School, Cornell University School of Law w Ithaca (USA) i Saint Louis University School of Law.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':