http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zagranica i nasz patriotyzm żałobny

Rozmawiał Witold Gadomski
2010-05-12, ostatnia aktualizacja 2010-05-11 16:26

11 stycznia, Janusz Lewandowski w Parlamencie Europejskim
11 stycznia, Janusz Lewandowski w Parlamencie Europejskim
Fot. Geert Vanden Wijngaert AP

Zauważono, że Polacy - przez pokolenia nieufni wobec obcej sobie państwowości - stali się państwowcami! Zarazem robiła wrażenie nasza sprawność logistyczna i organizacyjna w tych trudnych chwilach, przesłaniająca kłopotliwe pytania o przyczyny katastrofy - mówi komisarz ds. budżetu Unii Europejskiej Janusz Lewandowski

Witold Gadomski: Przez kilka dni informacje o katastrofie pod Smoleńskiem znalazły się na czołówkach gazet na całym świecie. W Polsce pojawiły się komentarze, że nareszcie świat nas zauważył. Było w nich sporo goryczy, ale też trochę dumy.

Janusz Lewandowski: Źle, że powodem rozgłosu była ludzka i państwowa tragedia. Dobrze, że świat wzbogacił wiedzę o Polsce. Takiego zagęszczenia reportaży i informacji nie było od czasu śmierci Jana Pawła II. Telewizje sięgnęły po "Katyń" Andrzeja Wajdy, ale widziałem też wznowienia filmu Schlöndorffa "Strajk", który szedł pod tytułem "Gdańska heroina". To pomnik Anny Walentynowicz. Warto Europie przypominać dziedzictwo "Solidarności". To był nasz wielki wkład w budowę zjednoczonej Europy.

Czy to ma w ogóle jakieś znaczenie, jak świat, Europejczycy nas postrzegają?

- Na progu lat 90., jako minister prywatyzacji uczestniczyłem w promocji Polski, stąd moje uczulenia wizerunkowe. Chodziło wtedy o zaufanie i ściągnięcie kapitału zagranicznego. Pamiętam wrażenie, że nie jesteśmy traktowani sprawiedliwie. Nasz kraj dokonywał nadzwyczajnych wysiłków reformatorskich, a Polacy wykazywali się przedsiębiorczością i pracowitością. Tymczasem zaufaniem nagrodzonym przez inwestorów byli obdarzeni Czesi i Węgrzy, którzy mniej odważnie reformowali. Dzielna Polska była znakiem zapytania, gdy minął czas walki. Zrozumiałem, jak bardzo ciążą uprzedzenia, ile kosztują stereotypy.

W końcu Polska przełamaliśmy ten stereotyp.

- Już w połowie lat 90., ochrzczeni gospodarczym tygrysem Europy, przełamaliśmy stereotyp - "polnische Wirtschaft", ale nieufność wobec Polski przesunęła się w sferę standardów demokratycznych i jakości państwa. Potem zaczęliśmy irytować Zachód jako krnąbrny i nieustępliwy negocjator warunków akcesji do UE. W latach 2005-07 wizerunek współtworzyli wicepremierzy Lepper i Giertych

Jak zareagował Zachód na wiadomość o katastrofie pod Smoleńskiem?

- Doświadczałem bardzo ludzkich, serdecznych odruchów ze strony kolegów z Komisji Europejskiej i europejskich polityków. Moim zdaniem wynikało to nie tylko z rozmiaru tragedii, lecz także z respektu dla Polski, która od pewnego czasu była źródłem dobrych wiadomości. Nieszczęście spadło na solidny kraj, który przestał obnosić się z swymi historycznymi cierpieniami, a stał się symbolem zaradności i antykryzysowej odporności. Niech to ilustruje tytuł z "Timesa": "Despite its grief, Poland is a beacon" (Pomimo głębokiego smutku, Polska wskazuje drogę). (12.04.2010)

Zaraz po katastrofie rozmawiałem z przewodniczącym Komisji Europejskiej José Manuelem Barrosem, sugerując opuszczenie flag unijnych do połowy masztu, dla uczczenia ofiar. José Manuel wymusił ten znak żałoby natychmiast, wbrew protestom unijnego protokołu, sygnalizującego potrzebę uzgodnień z innymi instytucjami UE. Przepisy poszły w kąt, flagi mają być opuszczone niezwłocznie i koniec!

Nie obawiano się, że śmierć prezydenta Polski i kilkudziesięciu ważnych polityków zdestabilizuje sytuację w naszym kraju?

- Mogę przytoczyć wiele dowodów zaufania, że Polska godnie przetrwa kryzys. "Prezydent umiera, kraj żyje" - pisał The Economist. (17.04.2010). Była trudno skrywana obawa o międzynarodowe konsekwencje tragedii, która zdarzyła się na rosyjskiej ziemi. Zadziałała klisza Polaka rusofoba, który zechce wciągnąć Europę w swoje obsesje i antyrosyjskie porachunki. I tu nastąpiło miłe zaskoczenie: zamiast napięcia w stosunkach Polski z Rosją jest zbliżenie! Było to pokłosie wizyty Tuska i Putina w Katyniu oraz oficjalnych i ludzkich reakcji rosyjskich na nasze nieszczęście.

Nadzwyczaj przychylny Polsce ton komentarzy zaczął się załamywać, gdy nadeszły sygnały, że pogrzeb głowy państwa może zaostrzyć podziały polityczne w Polsce.

Robiły wrażenie tłumy żegnające prezydencką parę na ulicach Warszawy i stojące w kolejkach pod Pałacem Prezydenckim?

- A jakże! Te przejmujące obrazy interpretowano jako wyraz szacunku dla człowieka, patrioty, ale przede wszystkim dla głowy państwa. Otóż to! Zauważono, że Polacy - przez pokolenia nieufni wobec obcej sobie państwowości - stali się państwowcami! Zarazem robiła wrażenie nasza sprawność logistyczna i organizacyjna w tych trudnych chwilach, przesłaniająca kłopotliwe pytania o przyczyny katastrofy.

Decyzja o pogrzebie na Wawelu wywołała zdziwienie?

- To był moment przełomowy. Na uroczystości pogrzebowe mieli przybyć najważniejsi przywódcy, a świat zainteresował się symboliką Wawelu. Sam byłem o to pytany i tłumaczyłem, że Wawel to odpowiednik paryskiego Panteonu lub londyńskiego Westminsteru. Wybór tak godnego miejsca był nieuchronnym zaproszeniem do oceny prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Na własne życzenie! A ten bilans, w oczach zagranicy, nie wypada korzystnie. Nastrój się załamał, bo w pochówku na Wawelu zaczęto węszyć politykę. Słyszałem takie głosy w korytarzach Komisji Europejskiej, miejscach publicznych, czytałem w gazetach, choćby w cenionej przeze mnie "Frankfurter Allgemeine Zeitung", że "po tragedii grozi farsa". (15.04.2010). Przykre to, na tle wcześniejszego, dumnego tonu doniesień z Polski.

Czy dramatyczny wypadek z udziałem głowy państwa i kilkudziesięciu polityków nie był interpretowany jako dowód, że z polskim państwem jest coś nie tak?

- Gdy opadły pierwsze emocje, wróciły znaki zapytania. Stawiane delikatnie, nieomal wstydliwie, także w gronie moich znajomych. Jak w takim stabilnym europejskim kraju mogą się przytrafiać podobne katastrofy? Przypomniano sobie wypadek samolotu Casa, w którym zginął kwiat polskiego lotnictwa, robiła wrażenie informacja, że pod Smoleńskiem pilot lądował wbrew ostrzeżeniom.

Na szczęście przeważa empatia, współczucie i uznanie dla współczesnej Polski. Na brukselskiej giełdzie 27 krajów ocenia się Polskę przez pryzmat imponujących dokonań, rosnącej roli w UE, a nie jako kraj katastrof lotniczych czy niezrozumiałych zachowań niektórych polityków.

Czy nieobecność większości przywódców światowych na Wawelu wynikał z ich niechęci do angażowania się w polską politykę?

- Nie. W gruncie rzeczy światowe stolice wiedziały, że pogrzeb na Wawelu może być wykorzystywany do celów politycznych, ale mimo to cały świat chciał być w Krakowie. Byłem zaproszony do samolotu rządowego, który miał lecieć na niskiej wysokości, by uniknąć skutków wybuchu wulkanu. Mieli też lecieć Barroso, przewodniczący Rady Europejskiej Herman Van Rompuy, szef NATO Anders Fogh Rasmussen i premier Belgii Yves Leterme. Kategoryczne zakazy związane z erupcją pyłu wulkanicznego pojawiły się późnym wieczorem w piątek i loty odwołano.

Niektóre polskie reakcje na nieobecność zagranicy są świadectwem zadawnionych, bezzasadnych dziś kompleksów. Skrajnie niesprawiedliwych! Barroso anulował wszystkie zobowiązania, by uczestniczyć w wzruszającej uroczystości żałobnej w europarlamencie czy w otwarciu wystawy upamiętniającej mord w Katyniu. A usłyszał, że w Polsce na transparentach pojawiają się napisy: "Zdradziła nas Europa". Gdy Europa szanuje zasady bezpieczeństwa, bo nie chce, byśmy przybywali na ich zbiorowe pogrzeby!

Powiedzmy jasno: Polska jest ostatnim krajem, który może pouczać innych w kwestii bezpieczeństwa ruchu lotniczego!

Ośmieszamy się, gdy żądamy reakcji w stylu "my - pępek świata". Gdy zapominamy, że trzęsienie ziemi w Chinach pochłonęło więcej ofiar niż w Smoleńsku, biedne Haiti jeszcze się nie otrząsnęło po zniszczeniach, na europejskich lotniskach koczują tysiące ludzie wołających o pomoc, a gospodarczy i społeczny dramat rozgrywa się w Grecji. Przywódcy europejscy muszą dostrzegać i rozwiązywać wszystkie te problemy. Niemniej pragnęli wziąć udział w pogrzebie w Krakowie.

Co powinniśmy robić, by po tragedii pod Smoleńskiem Europa bardziej nas doceniała?

- Polska jest ważnym i docenianym krajem w Europie, dlatego właśnie zagranica usiłuje zrozumieć nasz "patriotyzm żałobny", jak to nazywają. W nadziei, że wróci optymizm charakteryzujący współczesne pokolenie Polaków, które wyrąbało sobie drogę do wolności i wreszcie może budować kraj w świecie przyjaznej geopolityki. Gdy opadnie kurz kampanii wyborczej naznaczonej przez katastrofę, Polska znowu powinna być źródłem dobrych wiadomości, jakże potrzebnych dzisiejszej, smętnej Europie. Chorym człowiekiem kontynentu jest Grecja, są poważne problemy w innych krajach, nawet w Belgii, na progu rozpadu. Nie uczestniczymy w konkursie cierpień, ale w cywilizacyjnym wyścigu. Polacy mają skłonność, by natarczywie okazywać światu swoje historyczne rany, żądając uznania, nadużywając współczucia. Powinni wiedzieć, że współczesne dramaty, katastrofy naturalne, klęski głodu i rzezie przejmują ludzi bardziej niż stare cierpienia. Jeśli się żąda ciągłego pochylania nad tragicznymi kartami polskiej historii, wówczas inni się pochylają, dla świętego spokoju i nie całkiem szczerze - niczym nad krajem specjalnej troski. Tymczasem Polska budzi uznanie jako kraj patriotyzmu dnia codziennego dźwigającego kraj cywilizacyjnie i kulturowo. Naprawdę, dobrze nam to wychodzi!

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    27 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':