http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

"Solidarność" grzebie solidarność

Jarosław Makowski *
2010-05-06, ostatnia aktualizacja 2010-05-06 16:01

Autentyczna solidarność idzie zawsze "przed" i "ponad" bieżącą walką polityczną. Nie może stanowić oręża w wojnie przeciw drugiemu, ale zawsze w boju o drugiego

Jarosław Makowski
Fot. Tomasz Wiech / AG
Jarosław Makowski
Pikieta ''Solidarności'' w Gorzowie Wielkopolskim
Fot. Daniel Adamski / AG
Pikieta ''Solidarności'' w Gorzowie Wielkopolskim
Solidarność musi iść przed walką
Jan Paweł II, Gdynia 1987

Tej prostej zasady nie rozumie chyba obecne szefostwo związku „S”. Dlatego, najpierw w aurze Kościoła Mariackiego, podczas ceremonii pogrzebowej św. pamięci prezydenta Lecha Kaczyńskiego, przewodniczący „S” Janusz Śniedek mówił, kto jest, a kto nie jest „człowiekiem solidarności”. Szybko się okazało, że jest to tylko przygrywka do tego, by Komisja Krajowa „S” kilka dni później mogła poprzeć kandydaturę Jarosława Kaczyńskiego na prezydenta. Karol Guzikiewicz, wiceprzewodniczący „S”, znany z prostolinijności, tak wyjaśnił decyzję Komisji: „Lech Kaczyński do końca był wierny ideałom » Solidarności «. Popierając Jarosława Kaczyńskiego, » Solidarność «popiera zmarłego prezydenta”. Czy zatem Bronisław Komorowski, inny kandydat na prezydenta z rodowodem „solidarnościowym”, sprzeniewierzył się ideałom ruchu? Kto dał liderom związkowym prawo, by ogłaszać, że ten lub inny polityk jest lub nie jest wierny dziedzictwu „S”?

Stanowisko „S”, czego można się było spodziewać, skrytykował w swoim stylu Lech Wałęsa. „Ja bym nigdy sobie, gdybym był w » Solidarności «, na to nie pozwolił. Nie wolno następny raz mieszać » Solidarności” w takie rozgrywki. » Solidarność «ma być ponad tym wszystkim. Ale młodzi ludzie dzisiaj inaczej widzą świat”. Dodał jeszcze, że poparcie dla Kaczyńskiego to zdrada jego (Wałęsy) koncepcji „S”: „Moja koncepcja » Solidarności” była inna, my się nie mieszamy w rządzenie, my kontrolujemy, my inicjujemy, zachęcamy, pilnujemy”. Na odpowiedź przewodniczącego Śniadka nie czekaliśmy długo. „Politycy, którzy mówią, że poparcie » Solidarności” dla kandydata na prezydenta RP Jarosława Kaczyńskiego może spowodować ogromne zamieszanie polityczne podobne do czasów AWS-u, nawiązują do czasów PRL”.

W tej gorszącej zwykłych zjadaczy chleba dyskusji po oczach biją dwie rzeczy. Po pierwsze, każdy z liderów, dawnych i obecnych rości sobie prawo do zawłaszczania dziedzictwa solidarności. Tymczasem solidarność, ta pisana szczególnie przez małe s, nie jest niczyją własnością. Nie da się nią dysponować tak, jak można dysponować znalezionym przy drodze portfelem. Solidarność jako idea, która organizuje życie społeczne, jest własnością każdego i wszystkich Polaków jednocześnie. Szczególnie tych, którzy bez względu na koszty gotowi są pomóc drugiemu człowiekowi i służyć ciężką pracą polskiemu państwu.

Po drugie, przewodniczący Śniadek, namaszczając kandydaturę Jarosława Kaczyńskiego na prezydenta, zaprzągł "Solidarność" do walki politycznej. W wolnym kraju związek zawodowy, i to jeszcze z rodowodem takim jak "Solidarność", nie jest od tego, by namaszczać kandydata jednej opcji politycznej. Nie zyska na tym kandydat, a na pewno straci związek. Zadanie związku polega bowiem na obronie człowieka pracy - każdego, niezależnie od przekonań politycznych, religijnych, światopoglądowych czy seksualnych. I nie zależnie, kto rządzi czy będzie rządził krajem.

Dlaczego zatem Janusz Śniadek i Komisja Krajowa z taką ochotą wchodzą do polityki? Czyż nie wiedzą, że autentyczna solidarność jest zawsze "przed" i "ponad" aktualnym sporem partyjnym? Czyż nikt im nie przypomniał, że solidarność w rozumieniu, które nadali jej ks. Józef Tischner i Jan Paweł II, nie może stanowić oręża w wojnie "jeden przeciw drugiemu", ale zawsze musi stanowić broń w "boju o drugiego"? Czy związkowcy mają świadomość, że swymi decyzjami politycznymi grzebią idee i wartości, na jakich zbudowana jest etyka solidarności, że niszczą ją, tak jak działo się to w czasie rządów AWS-u?

Przypomnijmy zatem, czym jest "etyka solidarności"? Jak przenikliwie zauważył Józef Tischner, historia wymyśla słowa, aby następnie słowa mogły kształtować historię. I rzeczywiście: słowo "solidarność" skupiało, ale i wciąż ogniskuje w sobie pełne niepokoju nadzieje. Pobudza do męstwa i odwagi myślenia. Ale i do działania. Dlatego solidarność, by mogła się wydarzyć, potrzebuje co najmniej dwóch rzeczy - ludzi i idei. Doskonale przecież wiemy, że "masy bez idei są ślepe, a idee bez mas bezsilne".

Jaka więc idea rządzi logiką solidarności? Jak ludzie mogą ją realizować? Tischner uważał, że idea solidarności jest nieśmiertelna, gdyż jej definicja nic nie straciła ze swej mocy, odkąd św. Paweł zapisał ją w Liście do Galatów: „Jeden drugiego brzemiona noście” (6,2). Cóż to znaczy? Nakaz jest prosty: „Trzeba nieść ciężar drugiego”. Jakkolwiek ciężki on by był, nie mogę umyć rąk. Dobitnie wyraził to Jan Paweł II podczas kazania w Gdańsku w 1987 r.: „Solidarność to znaczy: jeden i drugi, a skoro brzemię, to brzemię niesione razem, we wspólnocie. A więc nigdy: jeden przeciw drugiemu. Jedni - przeciw drugim. I nigdy » brzemię «dźwigane przez człowieka samotnie. Bez pomocy drugich. Nie może być walka silniejsza nad solidarność”.

Solidarności nie można narzucić człowiekowi z zewnątrz. Nie można przystawić mu karabinu do skroni i powiedzieć: "Od teraz musisz być solidarny". Poparcie "S" dla Kaczyńskiego nie znaczy, że wszyscy, którym droga jest idea solidarności, oddadzą na niego swój głos. Solidarność, co ignorują dzisiejsi liderzy, jest - jak już powiedziałem - "ponad" polityką, choć nie "antypolityką". Woli niemoc niż przemoc. Rewolucja solidarności jest przede wszystkim wydarzeniem w świecie ducha. A w tej przestrzeni człowiek nic nie musi, ale wszystko może. Duch włada poprzez perswazję, notuje Tischner, a nie poprzez strach. Dlatego naprawdę wielka rewolucja jest zarazem świętem wyzwolenia człowieka od strachu przed człowiekiem.

I jeszcze jedna rzecz: szczególnie mocno bijąca swoją bezmyślnością po oczach dziś, kiedy "wróg" przestał być tak jednoznaczny i namacalny jak w niedawnej przeszłości komunistycznej. W tym sensie komunizm był "błogosławieństwem". I w tym sensie liderzy związkowi na gwałt szukają afiliacji politycznej, by znaleźć "wroga", aby móc oskarżyć go o brak solidarności, o zdradę dziedzictwa robotników, o wyrzucenie na śmietnik sprawiedliwości społecznej.

Taka motywacja działania ma jednak charakter negatywny. A przecież solidarność jest poszukiwaniem czegoś, co można by określić "polityką przyjaźni", dlatego odrzuca konflikt na śmierć i życie. Mówi Jan Paweł II: "Solidarność musi iść przed walką. Dopowiem: solidarność również wyzwala walkę. Ale nie jest to nigdy walka przeciw drugiemu. Walka, która traktuje człowieka jako wroga i nieprzyjaciela - i dąży do jego zniszczenia. Jest to walka o człowieka, o jego prawa, o jego prawdziwy postęp: walka o dojrzalszy kształt życia ludzkiego".

Kto dla dzisiejszych liderów związkowych jest wrogiem? Czy dawni koledzy, którzy mają odmienne poglądy polityczne? Przeciw komu Janusz Śniadek i jego ludzie chce zaprzęgnąć idee solidarności, która mówi, że - znów cytując św. Pawła - "nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety". Ten, kto chce być solidarny, widzi w drugim nie wroga, lecz bliźniego. Solidarność, ta zrodzona z kart Ewangelii, przekonuje Tischner, nie potrzebuje wroga lub przeciwnika, by się umacniać i rozwijać: "Ona się zwraca do wszystkich, a nie przeciwko komukolwiek". Człowiek, jeśli naprawdę żyje podług idei solidarności, zawsze jest z kimś i dla kogoś, a nie sam i przeciwko komuś.

Co w takim razie począć z różnicami: politycznymi, religijnymi, płciowymi? Św. Paweł mówi, że pomimo tych różnic możemy być solidarni, gdyż świat, w którym żyjemy, jest jeden - wspólny. Ziemia, po której chodzimy, jest naszą ziemią. Ani twoją, ani moją. Ale - naszą. Jak w takim razie, zapytacie, przejawia się w działaniu etyka solidarności? Co na Boga mają dziś ze sobą wspólnego bankier z warszawskiej giełdy, robotnik (ale nie cwany związkowiec!) ze Stoczni Gdańskiej i feministka z gender studies na Uniwersytecie Jagiellońskim? Odpowiedź Tischnera jest następująca: "Etyka solidarności chce być etyką sumienia". Cóż to znaczy?

Taka etyka zakłada, i nie bez mocnych podstaw, iż człowiek jest obdarzony sumieniem. To zaś, jak podkreśla krakowski ksiądz, stanowi "naturalny zmysł" człowieka w znacznym stopniu niezależny od rozmaitych systemów etycznych. Jest bowiem wiele systemów etycznych, ale sumienie jest jedno. "Sumienie to zmysł czytania drogowskazów - powie Tischner. - Tylko ono wie, na który drogowskaz zwrócić uwagę tu i teraz". Zgoda, że sumienie może być błędnie uksztaltowane ale ważniejsze jest, by człowiek chciał mieć sumienie: bankowiec, robotnik, dziennikarz, polityk, ksiądz...

Czy zatem, gdyby dzisiejsi liderzy związkowi czytali etykę solidarności Tischnera lub przypomnieli sobie nauczanie Jana Pawła II w tej materii, zaprzęgliby "Solidarność" do bieżącej walki politycznej? Przypuszczam, że nie.

Zgoda, że być może jako zbyt młody i niesprawdzony w boju tak jak większość zasłużonych związkowców i ludzi pracy, nie mam prawa ich pouczać, czym jest autentyczna solidarność, jak wcielać ją w życie i jak nie pogrzebać niesionych przez nią idei. Jeśli jednak zdecydowałem się zabrać głos, to dlatego że czytam i Jana Pawła II, i ks. Józefa Tischnera. A czytając, widzę, jak jedno z najważniejszych polskich słów i związane z nim ideały grzebane są w bieżącej wojence politycznej. A przecież dziś nasze społeczeństwo, ba, nasza wspólnota, niczego bardziej nie potrzebuje jak właśnie solidarności, przekonania, że - aby żyć razem dobrze - musimy wziąć sobie do serca zasadę, iż "jeden drugiego ciężary ma nosić". Ani mniej, ani więcej.



* Jarosław Makowski jest filozofem i teologiem, szefem Instytutu Obywatelskiego w Warszawie, wykładowcą w Wyższej Szkole Biznesu w Nowym Sączu

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 15 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    57 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':