Agata Nowakowska, Dominika Wielowieyska: Podczas żałoby Polacy pokazali, jak ważna jest dla nas prezydentura jako symbol państwa polskiego. Donald Tusk popełnił błąd, mówiąc, że prezydent to przede wszystkim strażnik pałacowego żyrandola... Prof. Tomasz Nałęcz: Donald Tusk na pewno świetnie zna konstytucyjne kompetencje prezydenta i najzwyczajniej w świecie się zagalopował. To nie jest pilnowanie żyrandola. Istotą urzędu prezydenta jest reprezentowanie majestatu Rzeczypospolitej i majestatu narodu. W takim codziennym jazgocie politycznym tego się nie dostrzega, ale ten jazgot milknie w majestacie śmierci. W państwach o dłuższej tradycji państwowej szacunek dla głowy państwa jest czymś naturalnym. I nie dlatego, że lubimy i popieramy Iksińskiego, ale dlatego, że on ma mandat społeczny i trzeba to respektować, nawet jeśli na niego nie głosowaliśmy. U nas tej tradycji jeszcze nie ma.
Może właśnie zaczęła się tworzyć, pod Pałac przyszli też ludzie, którzy na Lecha Kaczyńskiego nie głosowali. - Tak, ale my wciąż potrzebujemy czasu, zbyt wiele mieliśmy w historii okresów, gdy władzę w Polsce sprawowali ludzie narzuceni nam przez obce mocarstwa lub system autorytarny. W Polsce prezydenci często wchodzą na pole minowe, czyli w politykę, i te miny wybuchają. Ale tam, gdzie głowa państwa pojawia się jako reprezentant państwa, tam powinien być już tylko szacunek. Ale to musi działać w obie strony: prezydent RP nie może przywiązywać wagi do głupich, prostackich dowcipów np. w zagranicznych niszowych gazetach, bo wplątuje majestat RP w dyskusje niegodne tego majestatu.
Katastrofa smoleńska, śmierć prezydenta stają się nowym mitem. - Mit tworzy się samoczynnie, ludzie mają potrzebę nadania sensu tej przerażającej śmierci tylu zacnych ludzi. Do tego mamy symboliczne miejsce: Katyń. A przecież mieliśmy już kłamstwo katyńskie, które stało się założycielskim mitem PRL, i mit katyński - założycielski mit wolnej Polski. Trudno sobie wyobrazić bardziej cieplarniane warunki do narodzin kolejnego. Całe nasze nowożytne doświadczenie pokazuje, że zbiorowa świadomość Polaków była zagospodarowywana mitami. To było podstawowe spoiwo naszej świadomości narodowej.
Ale ten mit jest zagospodarowywany przez PiS, bo mit "układu" już zardzewiał. Śmierć prezydenta i części elit PiS jest przedstawiana jako bohaterstwo, świadoma ofiara dla dobra Polski. - Nie tylko PiS stracił tam przyjaciół, choć rzeczywiście ta partia poniosła wyjątkowo duże straty. Wszyscy mamy tam swoich bliskich. To, co robi Jarosław Kaczyński, zestawiając ofiary tragedii smoleńskiej z ofiarami zbrodni katyńskiej, jest świętokradztwem i manipulacją polityczną. Majestat śmierci zawsze jest taki sam. Ale przecież ci ludzie nie polecieli tam złożyć swoje życie w ofierze, tylko oddać hołd pomordowanym Polakom.
Patriotyzm nie polega na tym, żeby ginąć w katastrofie, ale na tym, by mieć sprawne samoloty, żeby były jasne i konsekwentne procedury, zero kozietulszczyzny w transporcie lotniczym. Katastrofa oceniana z pewnego dystansu nie będzie się absolutnie nadawała do tego, by stać się fundamentem naszego romantycznego patriotyzmu.
Zwykły wypadek nie pasuje do mitu, nawet jeśli weźmie się pod uwagę miejsce tej katastrofy. Dlatego część prawicowych mediów hoduje spiskową teorię, że to Rosjanie dokonali zamachu na Lecha Kaczyńskiego, prezydenta-patriotę. - Na naturalną ludzką potrzebę racjonalizacji tej śmierci, która jest solidnym fundamentem tego mitu, nakładają się świadome działania polityczne.
W telewizyjnej "Jedynce" dominuje wątek ofiary, męczeństwa. Pokazano nawet nakręcony nie wiadomo przez kogo filmik, wcześniej krążący po internecie, jakoby po katastrofie słychać było strzały. To sugestia: Rosjanie dobijali tych Polaków, którzy przeżyli. - To próba politycznej manipulacji, która jest początkiem jeszcze większej manipulacji, czyli wykorzystania tragedii smoleńskiej w kampanii prezydenckiej PiS.
"Jedynka" pokazała film "Solidarni 2010", z którego w zasadzie wynika, że jak ktoś jest patriotą, to musi teraz głosować na Jarosława Kaczyńskiego i PiS. -
TVP stała się przedmiotem partyjnego łupu PiS i
SLD. Program 1 przypadł PiS-owi i teraz jego dziennikarze poszli na front.
Ale taka rabunkowa próba zdyskontowania tej katastrofy jest absolutnie niegroźna dla debaty o polskim patriotyzmie, bo za moment Polacy zorientują się, że mają do czynienia z manipulacją polityczną. Ludzie zobaczą, że to jest propaganda, że są nabierani. Ich reakcja będzie bardzo ostra.
Granie na emocjach zwykle popłaca w polityce. - Błąd PiS polega na interpretowaniu tej atmosfery żałoby jako przywiązania do PiS. Tymczasem ta trauma nie ma konotacji politycznej, to żal za prezydentem, ale i za pozostałymi 95 osobami. I jak się ten żal zacznie zamieniać na paliwo do pisowskiej machiny wyborczej, to zada mu się ogromny cios. Uruchomi się ogromne emocje, które wepchnięte w tłoki machiny politycznej, dadzą napęd nie tylko dla ideologii pisowskiej, ale także antypisowskiej.
Próba rozciągnięcia, jakby przeprowadzenia kampanii wyborczej w cieniu prezydenckiego grobu oczywiście zniszczy majestat tej śmierci.