http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Nasza skorupa z kraja

Mirosław Czech
2010-05-04, ostatnia aktualizacja 2010-05-03 19:36

Po tragedii smoleńskiej odbieramy wielką lekcję przynależności do wspólnego państwa. Więcej elementów buduje naszą wspólnotę, niż ją niszczy. Na razie

Pracownicy bielskiego zakładu Biel-Flag podczas szycia flag. Po katastrofie w Smoleńsku uszyli ich już tak dużo, że zabrakło im materiału
Fot. Tomasz Fritz/Agencja Gazeta
Pracownicy bielskiego zakładu Biel-Flag podczas szycia flag. Po katastrofie w...
ZOBACZ TAKŻE


Obraz żałoby narodowej był imponujący. Setki tysięcy ludzi palących znicze i składających kwiaty przed Pałacem Prezydenckim, nieprzebrane tłumy na trasie konduktu żałobnego prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego żony Marii. Tysiące uczestników warszawskiej uroczystości upamiętniającej wszystkie ofiary katastrofy pod Smoleńskiem i krakowskiego pogrzebu pary prezydenckiej.

"Naród się zjednoczył", "obywatele utożsamili się z państwem", "odrodził się duch Solidarności" - w tych określeniach nie było zbyt wiele egzaltacji i uniesienia. Dojrzałość i godność, z jakimi pożegnaliśmy zmarłych, oraz imponujący sposób, w jaki władze poradziły sobie ze skutkami tragedii, w pełni zasłużyły na uznanie świata.

Badania socjologiczne pokażą, czy można mówić o powszechności opisywanych odczuć i interpretacji, czy też spora część obywateli pozostała wobec nich obojętna lub wręcz niechętna. Na uroczystościach w Warszawie i Krakowie nie było miliona osób, jak zapowiadały co bardziej gorące głowy.

Innym nie ufamy

Odpowiedź na pytanie o wspólnotową stronę narodowej tragedii i żałoby ma kluczowe znaczenie dla przyszłości polityki polskiej i szans na dalszą modernizację kraju.

Autorzy rządowego raportu "Polska 2030" oraz socjologowie i psychologowie z zespołu przygotowującego "Diagnozę społeczną 2009" są zgodni: warunkiem dalszego rozwoju naszego kraju jest przemiana naszej mentalności i przyzwyczajeń. Należy przede wszystkim wyjść ze skorupy prywatności i otworzyć się na wartości wspólne.

Kluczem jest radykalne zwiększenie zaufania do innych osób, wzrost zaangażowania w działalność organizacji społecznych, dobrowolne działanie na rzecz społeczności lokalnej, udział w wyborach i pozytywny stosunek do demokracji. Powinniśmy nieporównanie aktywniej brać udział w zebraniach publicznych, zabierać na nich głos i samemu organizować takie zgromadzenia. Dzięki temu wzrośnie kapitał społeczny Polaków - niezbędny, by wykorzystać szanse, które stoją przed nami.

Według prof. Janusza Czapińskiego, kierującego zespołem badaczy, który od lat przygotowuje "Diagnozę społeczną", kapitał społeczny to "sieci społeczne regulowane normami moralnymi lub zwyczajem (a nie lub nie tylko formalnymi zasadami prawa), które wiążą jednostkę ze społeczeństwem w sposób umożliwiający jej współdziałanie z innymi dla dobra wspólnego".

W jego opinii poziom rozwoju ekonomicznego można traktować jako efekt kapitału społecznego lub jako jedną z jego funkcji. Kapitał ten służy również integracji i solidarności społecznej, przeciwdziałając wykluczeniu i dyskryminacji. Uzupełnia i wyręcza niewydolne instytucje państwowe, wspomaga kontrolę nad działaniami administracji rządowej, wymuszając większą odpowiedzialność urzędników. Służy wreszcie kontrolowaniu przez obywateli firm i przedsięwzięć prywatnych oraz budowaniu i ochronie kultury lokalnej przed komercjalizacją.

Niestety, jesteśmy społeczeństwem ludzi nieufających sobie nawzajem. Według European Social Survey niespełna 11 proc. Polaków powyżej 18. roku życia deklaruje, że ufa innym ludziom. Nie jesteśmy też wrażliwi na dobro wspólne. Około 40-50 proc. Polaków deklaruje niskie zainteresowanie lub całkowity brak zainteresowania płaceniem przez niektórych obywateli niższych podatków, pobieraniem niesłusznych zasiłków czy uchylaniem się od opłat.

Przewrót kopernikański

Prof. Czapiński podsumowuje: "Żyjemy w kraju coraz bardziej efektywnych jednostek i niezmiennie nieefektywnej wspólnoty. Dobro wspólne mierzone choćby wielkością budżetu państwa rośnie tylko dlatego, że bogacą się ci, którzy mają obowiązek odprowadzania znacznej części swoich dochodów do tej wspólnotowej skarbonki. Niewielki jednak wynika z tego pożytek dla inwestycji publicznych".

W rządowej strategii rozwoju Polski do roku 2030 sformułowano próbę rozwiązania przedstawionych dylematów. Kluczem ma być wykształcenie w Polakach kapitału rozwoju w miejsce charakteryzującego nas w PRL-u kapitału przetrwania oraz kapitału adaptacji, który wykształciliśmy w ciągu ostatnich 20 lat.

W wymiarze społecznym powinna zapanować merytokracja - pozycje społeczne odpowiadać mają rzeczywistym zasługom i kompetencjom. Powinniśmy promować ryzyko, nagradzając ludzi niebojących się nowych wyzwań. W cenie ma być innowacyjność, samoodpowiedzialność i nastawienie na sukces. Ten, kto go odniósł, nie powinien się wstydzić, lecz służyć jako przykład dla innych. W wymiarze politycznym kultywować mamy uczestnictwo w prawach i obowiązkach obywatelskich, legalizm oraz lojalność wobec własnej wspólnoty politycznej. W wymiarze kulturowym zaś - indywidualizm, krytycyzm, otwartość i tolerancję.

Przekładając rządowe plany na język ludzki, czeka nas społeczny przewrót kopernikański. Powinniśmy wykorzenić w sobie takie cechy, jak egalitaryzm, przystosowanie do okoliczności zewnętrznych, potrzebę opiekuńczości ze strony państwa i roszczeniowość wobec rządu oraz zadowalanie się osiągniętą właśnie małą stabilizacją. Musimy też skończyć z biernością i brakiem poszanowania prawa. Powinniśmy zapomnieć o afirmacji prywatności, dystansie wobec państwa, kolektywizmie, oportunizmie, konformizmie i ksenofobii.

Nadrobienie tych zapóźnień wymaga przeszczepienia na polski, katolicki grunt etyki pracy właściwej krajom protestanckim. Bo ta właśnie, jak pisał Max Weber, legła u podstaw sukcesu Zachodu. A to oznacza konieczność zmiany zbiorowego archetypu Polaków i modelu kultury narodowej.

Nie podbijać narodowego bębenka i nie rozleniwiać umysłu podkreślaniem własnej wyjątkowości, lecz promować krytycyzm i poszukiwanie sposobów doskonalenia własnej wspólnoty. Nie wzmacniać wad narodowych poprzez potakiwanie opiniom większości, lecz mieć śmiałość płynięcia pod prąd jej nastrojów i przyzwyczajeń. Afirmować pracę "u podstaw" i działania na rzecz modernizacji kraju. I nie wstydzić się, że często to oznacza konieczność naśladowania innych.

Kto podniósł głowę

Widoczny po 10 kwietnia żałobny patos większości Episkopatu, zwolenników PiS-u oraz konserwatystów z PO pożeglował w stronę przeciwną. Abp Józef Michalik, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, podczas warszawskich uroczystości przekonywał: "Ten Naród przez własnych swoich synów był przez ostatnie lata niejednokrotnie boleśnie wyszydzany"; Lech Kaczyński "kochał historię ojczystą i szanował, wprost czcił wyszydzanych przez niektóre środowiska bohaterów Armii Krajowej i Powstania Warszawskiego". W bazylice Mariackiej prymas Henryk Muszyński dodał, że zmarły prezydent "zastał ojczyznę zniewoloną, pozostawił ją wolną i niepodległą".

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':