http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Pospolite ruszenie PiS

Dominika Wielowieyska
2010-04-28, ostatnia aktualizacja 2010-04-29 12:35

Fragment programu ''Solidarni 2010''
Fragment programu ''Solidarni 2010''
Fot. TVP

PiS ma wielki atut w tych wyborach. Ma oddane środowisko publicystów, naukowców i artystów, które będzie działać w jego imieniu zgodnie z regułą: Kto nie z nami, ten przeciw nam. To zdejmuje z polityków PiS przykry obowiązek wdawania się w bijatyki

Jan Pospieszalski
Fot. Bartosz Bobkowski / AG
Jan Pospieszalski
Według prof. Zdzisława Krasnodębskiego w Europie istnieje niechęć, aby mówić o smoleńskiej tragedii
fot. Kamil Wróblewski / TOK FM
Według prof. Zdzisława Krasnodębskiego w Europie istnieje niechęć, aby mówić o...
Barbara Fedyszak-Radziejowska
Fot. Bartosz Bobkowski / AG
Barbara Fedyszak-Radziejowska
Zwolennicy IV RP mają syndrom oblężonej twierdzy. Jest przeciwnik, który chce zawłaszczyć, zniszczyć Polskę. Zbrukać pamięć narodu. Zbrukać pamięć zmarłego tragicznie Lecha Kaczyńskiego. I trzeba z nim walczyć.

Frontowcy Kaczyńskiego

Na pierwszej linii frontu Program 1 TVP: Jan Pospieszalski i Ewa Stankiewicz w filmie "Solidarni 2010" prezentują wypowiedzi ludzi opłakujących Lecha Kaczyńskiego pod Pałacem Prezydenckim. Jest tam wszystko, co pasuje do wizji IV RP: kłamliwe media, źli ludzie, którzy chcą zniszczyć Polskę i nie są patriotami, było i o tym, że zaraz po katastrofie "oni" niszczyli teczki agentów, którzy są w rządzie Tuska. O tym, że KGB zabiło prezydenta. Bez słowa komentarza czy wyjaśnienia. Inne spokojniejsze głosy giną w powodzi spiskowych teorii. Wielki prezent dla PiS od telewizji publicznej.

Pospolite ruszenie objęło też IPN. Szefowa Kolegium Instytutu Barbara Fedyszak-Radziejowska nie musi mieć żadnego polecenia od Jarosława Kaczyńskiego. Ona wie, że toczy się wojna o polską pamięć. Wie, co należy robić. Nie czekać na spotkanie z pełniącym obowiązki prezydenta Bronisławem Komorowskim. W czasie żałoby, zaraz po śmierci Janusza Kurtyki, po cichu trzeba podjąć uchwałę o rozpisaniu konkursu. Nie oddać Instytutu za wszelką cenę. Wiadomo bowiem, że Sejm uchwalił ustawę o IPN i Komorowski może ją podpisać. Zgłaszając kandydaturę radykalną, nieakceptowalną dla PO i lewicy, można rozpętać całkiem fajną awanturę. I wtedy będzie jasne, kto jest za Polską, a kto przeciwko niej. Posłowie PiS będą wtedy znacząco milczeć. Wszystko wypowie za nich dr Fedyszak-Radziejowska.

Następne szeregi to poeci i intelektualiści. Nic tak pewnie nie mobilizuje wyborców PiS jak twórczość Marcina Wolskiego ("Na kolana, łajdaki" - to do krytyków prezydenta) czy Jarosława Marka Rymkiewicza, który apelował: "Nie można oddać Polski w ręce jej złodziei".

W "Rzeczpospolitej" prof. Zdzisław Krasnodębski w swoim tekście "Już nie przeszkadza" wylicza wszystkie obraźliwe słowa pod adresem prezydenta, by na koniec ogłosić, że "gardzi" autorami tych słów. Ale - choć tekst jest niezwykle emocjonalny - instynkt polityczny Krasnodębskiego nie zawodzi. Cytuje przede wszystkim ataki polityków PO i Lecha Wałęsy. Inwektywy pod adresem prezydenta i jego żony, które wygłaszał ojciec Rydzyk, na wszelki wypadek pomija. A przecież były one o wiele bardziej brutalne niż słowa ludzi PO. Nikt nie obraził tak Marii Kaczyńskiej jak dyrektor Radia Maryja. To wyczucie Krasnodębskiego to prawdziwy skarb dla PiS. Z ojcem Rydzykiem nie ma co zadzierać. To sojusznik w walce o dobry wynik wyborczy.

PiS w roli ofiary

Każde słowo dziennikarza czy polityka z "nie naszego obozu" jest odpowiednio przyrządzane i interpretowane. Barbara Fedyszak-Radziejowska napisała w "Polska The Times": "Wbrew zapowiedziom premiera dinozaury nie wyginą. Po śmierci Lecha Kaczyńskiego Polacy, których oskarżano o zaściankowy patriotyzm, masowo wyszli na ulicę i pokazali, że są silną wspólnotą". Podobnie mówił w wywiadzie dla tej gazety wiceszef BBN Witold Waszczykowski.

Piękne, podniosłe słowa. Szkoda tylko, że nijak się mają do tego, co powiedział Tusk. Premier mówił do opozycji, a więc nie tylko do PiS, ale i do Lewicy: - Jeśli politycy zrozumieją, że w tych sprawach, które dotyczą życia ludzi, nie kłótnia, tylko współpraca daje szansę, to możemy razem wygrać więcej niż Polska wygrała w ostatnim roku. Jeśli tego nie zrozumiecie, wyginiecie jak dinozaury.

Z kontekstu jasno wynikało, że chodzi o reformowanie kraju i owe "dinozaury" nie odnosiły się do pisowskiego modelu patriotyzmu.

Po serii podobnych tekstów i wywiadów można odnieść wrażenie, że to PiS zawsze występował w roli ofiary. W innych krajach naśmiewanie się - często brutalne i nieeleganckie - jest traktowane spokojnie, jako normalny przejaw wolności słowa. U nas każdy żart z polityka PiS jest przez zwolenników IV RP traktowany w kategoriach zdrady narodowej. Kilka dni temu francuscy rolnicy demonstrowali, prowadząc osła z napisem "Sarko". Nikt się tym nie przejął. Prezydent musi być ponad takie incydenty. Czy można sobie wyobrazić reakcję zwolenników Lecha Kaczyńskiego, gdyby ktokolwiek zorganizował podobną demonstrację pod Pałacem Prezydenckim?

Pozostaje też wrażenie, że sam PiS nie atakował. Bo słowa o szefach MSZ, którzy byli agentami sowieckimi, o łże-elitach, o ZOMO, o wilczych oczach Tuska to po prostu normalna debata w demokratycznym kraju. To po prostu "prawda".

Można Tuska nazywać "słoneczkiem Peru" i nikt z tego powodu nie rwie włosów z głowy. Można o Tusku i jego ludziach mówić, że to chłopaki, które tylko w piłkę umieją grać, a do roboty się nie garną. O rzeczniku rządu Pawle Grasiu można mówić "cieć". Gdy demonstranci z "Solidarności" palą kukłę minister zdrowia Ewy Kopacz, to wszyscy przechodzą nad tym do porządku dziennego włącznie z samą pani minister. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, gdy internauci na czele z publicystami "Wprost" nadadzą Hannie Gronkiewicz-Waltz przydomek "bufetowa". Każdy polityk musi być na to przygotowany.

Ale dodatkowym dorobkiem IV RP były oskarżenia - gołosłowne bądź sprzeczne z wyrokami sądu - o sypanie w śledztwie, współpracę z SB, korupcję, posiadanie dziadka zdrajcy, który trzymał z hitlerowcami. Albo takie lakoniczne uwagi w stylu: "No, na tego to się sporo uzbierało, ale, niestety, nie mogę powiedzieć, to tajemnica państwowa".

Taktyka na nowy czas

To już jednak przeszłość. Taktyka, którą w "Gazecie" ogłosił Adam Lipiński, jeden z najważniejszych polityków PiS, jest bardzo słuszna z punktu widzenia tej partii: "My, politycy, nie powinniśmy i nie będziemy tego robić [rozliczać przeciwników Lecha Kaczyńskiego]. Ale nie mamy wpływu na całą debatę publiczną. Różne środowiska głęboko przeżywały to, co niektóre media i politycy robili z Lechem Kaczyńskim, jak przedstawiano i jego, i PiS. Te środowiska mają poczucie krzywdy i chcą o tym mówić. Za to politycy muszą mieć stalowe nerwy, choć ta zadra w nas tkwi. Na pewno jednak rozliczenia z przeciwnikami prezydenta nie są naszym pomysłem na kampanię. To byłaby kampania przegrana. Kto pierwszy rzuci kamieniem, ten straci zaufanie społeczne".

Trzeba ograniczać się do formy przyjętej przez Jarosława Kaczyńskiego, który napisał w liście odczytanym w czasie pogrzebu Aleksandra Szczygły: "Musimy podjąć nagle przerwane dzieło. Być może przegramy, być może owoców naszej pracy nie doczekamy, być może nie uda nam się jeszcze tym razem powrót do Polski. Ale musimy dać świadectwo".

W oświadczeniu o kandydowaniu w wyborach Kaczyński pisze: "Wszystkich, którzy chcą kontynuować dzieło ofiar smoleńskiej tragedii, by prawa Polska i prawi Polacy - jak pięknie powiedział przewodniczący "Solidarności" Janusz Śniadek - na zawsze podnieśli głowy, wzywam do współpracy".

Pojawia się tu kolejny ważny sojusznik, którzy weźmie na siebie powiedzenie prawdy o "prawej Polsce" - NSZZ "Solidarność". Wysyłamy więc sygnały, że Polski prawdziwej nie ma albo też jest prześladowana i musi dziś "podnieść głowę". Trzeba o nią walczyć, ale lepiej unikać ataków personalnych. Zachowujemy spokój. Wystarczy, że bohaterowie filmu Pospieszalskiego powiedzą, że chodzi o Tuska, który "ma krew na rękach".

Adam Lipiński pozostawia sobie jednak furtkę: "Mam obawy, że będziemy prowokowani do tego, by kampania była ostra". Zaatakowani, posłowie PiS mogą nie wytrzymać i odpowiedzieć. Można przewidywać, że będą trudności w precyzyjnym określeniu, "kto pierwszy rzucił kamień", tym bardziej że nie wszyscy współpracownicy Jarosława Kaczyńskiego mają stalowe nerwy. Elżbieta Jakubiak zapytana przez Monikę Olejnik w Radiu ZET o ocenę ostatnich zmian w IPN w odpowiedzi napomknęła, że po Warszawie chodzą słuchy o "kradzieży kluczy do archiwum". Jakiego archiwum? Nie wiadomo. Może w BBN? A ukradła zapewne Platforma. Bo któż by inny... Strzał był mało udany. Jakubiak nie rozwinęła tematu, bo była dość ostro strofowana przez Olejnik za rozsiewanie niepotwierdzonych plotek.

Ale im więcej czasu upłynie od żałoby, im więcej trudnych pytań będzie się stawiać posłom PiS, tym pokus będzie więcej. Można więc powątpiewać, czy krewcy politycy Prawa i Sprawiedliwości wytrwają w swoim postanowieniu. A nawet jeśli wytrzymają, to twórczość Pospieszalskiego, Rymkiewicza i Wolskiego zastąpi ich głos.

A zwolennicy IV RP sporo ryzykują. Ukochana przez nich retoryka niechybnie przypomni nam czasy rządów PiS. Przypomni tę atmosferę sprzed kilku lat, walkę z układem i dokonania ministra Zbigniewa Ziobry. I tak jak w 2007 roku wystraszeni Polacy - ci łajdacy, złodzieje i nie patrioci - ze strachu pójdą do urn, by znowu zamanifestować sprzeciw wobec PiS.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 93 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    185 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':