Tragedia w Smoleńsku po raz pierwszy zwróciła oczy wszystkich Rosjan na zbrodnię katyńską. To powód, dla którego powtarza się dziś w Polsce pytanie o szanse na zmianę polityki Moskwy w tej kwestii (np. otwarcie archiwów, prawną rehabilitację ofiar). Odpowiedź wymaga wyjścia poza wydarzenia i emocje ostatnich dni oraz przyjrzenia się, czym był dotychczas Katyń dla rosyjskich elit władzy.
Rosja w ideowym rozkroku Upadek Związku Radzieckiego zostawił władze i społeczeństwo rosyjskie nie tyle w ideowej próżni, ile rozkroku. Przyjęcie schedy po systemie sowieckim oznaczałoby budowanie państwa na fundamencie przesłań i wartości reżimu, który nie tylko był zbrodniczy, ale okazał się w końcu niewydolny, doprowadzając się do samounicestwienia.
Z kolei całkowite odcięcie się od spuścizny komunizmu rodziło obawę przed utratą wszystkiego, co przez ostatnie kilkadziesiąt lat było powodem dumy większości Rosjan. Taki krok był tym trudniejszy, że w odróżnieniu od Polski i innych krajów środkowoeuropejskich elity (a może i społeczeństwo) rosyjskie nie chciały uznać za własne reguł systemowych i wartości świata zachodniego. W percepcji Rosjan skazywałoby to ich kraj na odgrywanie roli, której w żadnym razie nie chcieli zaakceptować: europejskich peryferii, które z mozołem dążą do standardów wyznaczonych przez kogoś innego.
Ten dylemat szczególnie ostro zaznaczył się za rządów Władimira Putina. Stworzenie idei państwowej konsolidującej obywateli uznane zostało wówczas za kluczowy element odnowy kraju. Tożsamościowe rozdarcie zaowocowało podejściem, które można by określić selektywną kontynuacją. Władza rosyjska korzystała z "dorobku" poprzedniego systemu, podejmując równocześnie próbę odcięcia się od niektórych obciążających go zbrodni.
Elementem takiego podejścia była również rosyjska polityka wobec kwestii katyńskiej. Tak więc rosyjskie działania dotyczące tej zbrodni odnosiły się nie tyle do rozliczania przeszłości, ile stanowiły część fundamentalnych wyzwań teraźniejszości: procesu definiowania przy użyciu historii nowej, postradzieckiej tożsamości państwowej.
Pytanie do Rosjan, odpowiedź dla Polaków Poszukując w historii "nowej idei państwowej", władze Rosji odwoływały się przede wszystkim do dwóch symboli-mitów: zwycięstwa w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej oraz mocarstwowej pozycji Związku Radzieckiego, którego trzon stanowiła Rosja (i wielki naród rosyjski). Próba uchronienia tych dwóch symboli od skażenia stalinowską przeszłością, w którą były uwikłane, pociągnęła za sobą wiele przemilczeń oraz zmanipulowanych interpretacji historycznych.
Apologia radzieckiej (rozumianej czasem jako wielkoruska) mocarstwowości uwidoczniła się m.in. w próbie relatywizowania najbardziej obciążających posunięć sowieckich władz - poprzez wskazywanie na równie złe działania innych państw. Nie zdejmowało to wprawdzie winy z ZSRR, chroniło jednak jego wizerunek, ustawiając reżim sowiecki w kontekście "wszechobecnego zła". W ten sposób przeciwwagą dla paktu Ribbentrop-Mołotow stał się układ monachijski. Z kolei rolę anty-Katynia odgrywała śmierć żołnierzy radzieckich w polskich obozach jenieckich w wojnie 1920 r. Przy czym zestawiając te dwa wydarzenia, pomijano ich zupełnie odmienny charakter: sowieccy jeńcy zmarli nie na skutek decyzji władz, lecz chorób dziesiątkujących w tym czasie również Polaków.
Władze rosyjskie negowały także agresję radziecką na Polskę we wrześniu 1939 r. Wydarzenie to bowiem lokowało ZSRR po jednej stronie z nazistami, naruszając mit zwycięstwa przeciwstawiający dobro i bohaterstwo sił sowieckich złu i zbrodni faszystowskich Niemiec. W efekcie mord katyński pojawiał się w dyskursie rosyjskim bez jasnego wytłumaczenia, jak doszło do tej zbrodni. Co więcej, podobnie jak w przemówieniu Putina wygłoszonym 7 kwietnia w Katyniu wspomnieniu zbrodni nierzadko towarzyszyło stwierdzenie, że Polacy i Rosjanie walczyli na frontach II wojny światowej "przeciwko wspólnemu wrogowi".
Trzeba przyznać, że historyczno-ideowa retoryka rosyjskich władz w ostatniej dekadzie była efektem przemyślanej i spójnie realizowanej strategii. Nie zmieniło to jednak tego, że jednoczesne odrzucanie dziedzictwa totalitarnego i zarazem budowanie na nim okazało się niezwykle trudnym ćwiczeniem ideowym, politycznym i historycznym. Rodziło ono zbyt wiele wątpliwości i pytań zarówno w samej Rosji, jak i poza nią. Były to m.in. pytania: (o rolę, jaką odegrał Stalin w II wojnie światowej i samym zwycięstwie; • o poczucie dumy z mocarstwowości państwa, które było równocześnie katem swoich obywateli; • o rolę narodu rosyjskiego w państwie sowieckim; (czy Rosjanie byli tego państwa ofiarami czy współtwórcami; • czy mogą czuć się spadkobiercami jego pozytywnych mitów (zwycięstwo, mocarstwowość), nie biorąc odpowiedzialności za zbrodnie popełnione przez państwo?
Te pytania, choć spychane na margines debaty publicznej, nie pozwalały spocząć i zmuszały Rosjan do coraz to dalszych poszukiwań. Obok innych bolesnych wydarzeń z przeszłości poszukiwania te dotykały także sprawy katyńskiej.
W tym też kontekście należy widzieć niewątpliwie bezprecedensową decyzję Władimira Putina o wzięciu udziału w obchodach 70. rocznicy rozstrzelania polskich oficerów. Choć zarówno w wygłoszonym w czasie uroczystości przemówieniu, jak i na późniejszej konferencji prasowej w Smoleńsku ciągle obecne były typowe elementy rosyjskiej retoryki (brak informacji o wrześniowej inwazji ZSRR na Polskę, paralele pomiędzy zbrodnią katyńską a śmiercią radzieckich jeńców w 1920 roku), to wybrzmiały one znacznie łagodniej niż zazwyczaj.
Równocześnie w wystąpieniach tych pojawiło się znacznie bardziej jednoznaczne potępienie zbrodni stalinowskich, w tym samego mordu w Katyniu. Wszystko to pozwala podejrzewać, że władze rosyjskie podejmują nieśmiałe próby przeakcentowania przesłania ideowego, odcinając się coraz bardziej od spuścizny po Związku Radzieckim.
Katyń a tragedia w Smoleńsku Tragedia w Smoleńsku spowodowała, że o zbrodni katyńskiej usłyszeli w Rosji wszyscy. O wydarzeniach sprzed 70 lat napisano w gazetach, powiedziano w radiu i telewizji. Jeden z głównych kanałów telewizji publicznej wyemitował "Katyń" Andrzeja Wajdy. W ten sposób raz na zawsze przekreślona została droga do najbardziej radykalnych zakłamań (np. o niemieckim sprawstwie), które dotychczas pojawiały się od czasu do czasu w rosyjskich mediach.
Rosjanie niechcący stali się też świadkami polskiego przeżywania przeszłości, kultywowania pamięci rodaków zamordowanych przez stalinowski reżim. To doświadczenie może stać się punktem wyjścia do refleksji o własnych ofiarach komunistycznego systemu - zapomnianych "rosyjskich Katyniach" rozrzuconych na obszarze całego kraju.
Wiedza o Katyniu oraz zderzenie z polską wrażliwością historyczną, choć niezwykle istotne, nie muszą jednak wpłynąć na rosyjską politykę w tej kwestii. Polityka ta będzie przede wszystkim zależała od tego, w jaki sposób Rosjanie odpowiedzą sobie na bardzo trudne dla nich pytania: kim są? na fundamencie jakich wartości i symboli chcą budować swoje państwo?
Dla nas ich odpowiedzi mogą otworzyć drogę do pojednania i zamknąć spory wokół bolesnej przeszłości. Dla Rosjan jest są dużo ważniejsze. To klucz do przyszłości.
*Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, zastępca dyrektora Ośrodka Studiów Wschodnich, członek polsko-rosyjskiej grupy ds. trudnych