http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Katyń był pasją życiową Andrzeja

Allen Paul
2010-04-14, ostatnia aktualizacja 2010-04-13 16:34

Gdyby Andrzej, mój ciepły, szlachetny przyjaciel żył, pierwszy rzekłby: "Nie cofajmy się z obranej drogi. Niech dawne żale nie spowodują nowego, długiego i niepotrzebnego impasu. Spójrzmy w przyszłość z ufnością i nadzieją" - wspomina Andrzeja Przewoźnika Allen Paul*

18 lipca 2005 r. Senat. Andrzej Przewoźnik na posiedzeniu II Sesji Zgromadzenia Parlamentu Polski i Ukrainy
Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
18 lipca 2005 r. Senat. Andrzej Przewoźnik na posiedzeniu II Sesji Zgromadzenia...
WARSZAWA, 10 kwietnia - tragiczna katastrofa, która pochłonęła życie tylu polskich przywódców, jest brutalnym przypomnieniem śmierci, która dopada nas w najbardziej nieoczekiwany sposób.

Wczoraj wieczorem nie przyjąłem zaproszenia do wspólnego lotu z tymi, których życie urwało się tak nagle i niespodziewanie. Propozycja padła pod koniec godzinnego spotkania z moim przyjacielem Andrzejem Przewoźnikiem, sekretarzem generalnym Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa odpowiedzialnym ze strony polskiej za organizację wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego z osobami towarzyszącymi na cmentarzu w Lesie Katyńskim koło Smoleńska.

- Leć z nami, naprawdę powinieneś i zostań na całotygodniowych obchodach - nalegał, kiedyśmy się żegnali, Andrzej. Miał na myśli dzisiejszy lot i planowane centralne uroczystości w Warszawie, upamiętniające 70. rocznicę mordu w Katyniu.

W pierwszym odruchu chciałem przyjąć zaproszenie i wrócić tam, gdzie byłem już w środę [7 kwietnia] jako członek delegacji premiera Donalda Tuska, który spotykał się z premierem Rosji Władimirem Putinem. Premier zaprosił mnie, bo moja książka o Katyniu cieszy się w Polsce sporą popularnością. Kolejne wydanie trafiło do polskich księgarń w tym tygodniu, a przez ostatnie trzy dni udzieliłem ponad 20 wywiadów telewizyjnych i radiowych (wiele tuż po spotkaniu Putin - Tusk). Gdybym pojechał, byłoby więcej wywiadów, lepsza reklama książki. Jednak po tygodniu poza domem byłem zmęczony i wolałem wracać. Krajowe obchody rocznicy katyńskiej w USA (pomysł wysunąłem we wrześniu) zaplanowano na 5 maja w Bibliotece Kongresu w Waszyngtonie, a ja byłem jednym z organizatorów.

- Nie, dziękuję, chyba wrócę do domu - odmówiłem z wahaniem. W odpowiedzi rozłożył szeroko ręce - jego gest wrył mi się w pamięć, nigdy go nie zapomnę. - No dobrze - odparł. Uważał, że ominie mnie wspaniała okazja. Pomyślałem, że pewnie ma rację. Potem ustawiliśmy się do zdjęcia, zrobiliśmy "niedźwiedzia" jak to jest w Polsce w zwyczaju między przyjaciółmi, i już mnie nie było. Kiedy czekałem na windę, Andrzej wypadł ze swojego biura, pomachał mi i popędził korytarzem. Było pół do szóstej, a on o świcie odlatywał do Katynia. Czy wybierał się na kolejne spotkanie?

Może, ale mam nadzieję, że wrócił do domu i ostatni, pamiętny wieczór spędził ze swoją uroczą żoną Jolantą i córkami Asią i Kasią. Zanim pożegnaliśmy się, spytałem go o rodzinę, bo trzy lata temu jadłem u nich kolację i miałem spotkanie z uczniami w liceum Asi. Promieniał ojcowską dumą, mówiąc, że Asia, która ma teraz 21 lat, czyta i trochę nawet mówi po hebrajsku. To przykład niezwykłego zjawiska - u wielu młodych polskich katolików budzi się zainteresowanie bogatym, tysiącletnim dziedzictwem polskich Żydów.

W tym sensie Asia jest nieodrodną córką swego ojca, który nadzorował wznoszenie niezwykłego pomnika w Bełżcu, gdzie naziści wymordowali ok. 435 tys. Żydów. Nic nie irytowało Andrzeja bardziej niż pojawiające się nadal w prasie wzmianki o "polskich obozach zagłady". Nadzorował prace konserwatorskie i utrzymanie polskich cmentarzy na całym euroazjatyckim masywie - od Ukrainy po zachodnią Rosję, Syberię i Monte Cassino, gdzie w 1944 r. Polacy heroicznym atakiem otworzyli drogę na Rzym. Na wzgórzu pod wczesnośredniowiecznym klasztorem, gdzie ufortyfikowali się Niemcy, poległo ich 1150, a ponad 2850 odniosło rany. Warto przypomnieć, że II Korpus Polski zgłosił się na ochotnika do tej operacji po niepowodzeniu trzech poprzednich.

Katyń - monumentalny symbol stalinowskiego bestialstwa wobec Polaków - był pasją życiową Andrzeja. Jak wielu w Polsce, niemal obsesyjnie dążył do prawdy, pisząc na ten temat liczne artykuły i książki. Pod koniec spotkania wręczył mi ostatnią - albumowe wydanie z mnóstwem strasznych fotografii szczątków ofiar i miejsca, gdzie zamordowano i pogrzebano ponad 4,4 tys. polskich oficerów. Należeli do blisko 22 tys. żołnierzy, policjantów i pograniczników zgładzonych w kilkunastu miejscach na początku wojny przez stalinowską bezpiekę.

Do tragedii śmierci Andrzeja i 95 innych osób dochodzi to, że miała ona miejsce tuż po przełomie w stosunkach rosyjsko-polskich. Obaj podróżowaliśmy w środę do Katynia z premierem Tuskiem. Andrzej powiedział, że w jego przekonaniu wspólnym wysiłkiem utorowano drogę, która doprowadzić może do zamknięcia najtrudniejszej kwestii uniemożliwiającej poprawę stosunków między Polakami i Rosjanami.

W środę wieczorem w drodze powrotnej do Warszawy rozmawiałem długo z dwoma najbliższymi współpracownikami premiera. Obaj czuli wyraźną ulgę, że wszystko poszło dobrze. Ich szef podjął polityczne ryzyko, jadąc na spotkanie bez wcześniejszych zobowiązań ani ustępstw ze strony Putina. Kiedy o to spytałem, jeden z nich odparł, że premier Tusk "nie podjął ryzyka, tylko odpowiedzialność. Teraz nie ma odwrotu od tego, co zostało dziś osiągnięte". Obaj przywódcy zgodzili się w szczególności, że trzeba zinstytucjonalizować wspólne wysiłki zmierzające do ustalenia tego, co Polacy tak bardzo chcą wiedzieć - gdzie rozstrzelano i pogrzebano ponad 3 tys. ich rodaków.

Obawiam się, że po tej koszmarnej katastrofie dojdzie do wymiany wzajemnych oskarżeń, gorzkich i ostrych. W Polsce jest frakcja nieprzejednanych, która hołubi dawne żale i przypomina zbrodnie Stalina. Bóg wie najlepiej, że zrodziła je ziemia przesiąknięta krwią. Jak na ironię, tylu polskich przywódców poniosło śmierć tuż obok miejsca bardziej niż jakiekolwiek inne symbolizującego zdradzieckie poczynania Stalina, który wymordował najlepszych, najświatlejszych Polaków.

Prezydent Kaczyński należał do tych, którzy bez ogródek krytykują Rosjan w kwestii Katynia. Udał się tam trzy dni po swoim konkurencie Donaldzie Tusku m.in. po to, żeby nie dać się w oczach polskiej publiczności zepchnąć na daleki plan. W sondażach prezydenckich był daleko w tyle - wybory rozpisano na jesień, ale po katastrofie będą znacznie przyspieszone. Ze strony Lecha Kaczyńskiego była to próba ocalenia czegoś wśród lawiny medialnych pochwał, jakie posypały się na Donalda Tuska po spotkaniu z Władimirem Putinem. Polacy skłonni są przypisywać Putinowi wszystko, co najgorsze. Niektórzy na pewno powiedzą: "Putin nie znosił Kaczyńskiego, no i teraz go załatwił".

Andrzej, bliscy współpracownicy Tuska i inni liberałowie wiedzą, że Putin jest w bardzo trudnym położeniu - patrząc na uroczystości takie, jak w środę, przeciętny Rosjanin podrapie się po głowie i spyta: "A dlaczego ci Polacy skarżą się o zaledwie 22 tysiące? My straciliśmy miliony!". Putin musi przygotować rosyjskie społeczeństwo. Lecz jak widać, uczenie Rosjan o ich bolesnej będzie nader trudnym zadaniem.

Gdyby Andrzej, mój ciepły, szlachetny przyjaciel żył, pierwszy rzekłby: "Nie cofajmy się z obranej drogi. Niech dawne żale nie spowodują nowego, długiego i niepotrzebnego impasu. Spójrzmy w przyszłość z ufnością i nadzieją".

Słowa są moje, lecz te właśnie myśli wypowiadał on w ostatnich godzinach życia. Gdyby mógł, wezwałby raz jeszcze rodaków, by otarli łzy i z odwagą stawili czoła staremu konfliktowi z Rosjanami, odłożyli na bok wrogość i wreszcie znaleźli rozwiązanie.

Przełożył Sergiusz Kowalski

*Allen Paul - amerykański dziennikarz, autor książki "Katyń. Stalinowska masakra i triumf prawdy", która stała się w Polsce dwukrotnym bestsellerem. Jej wznowienie ukazało się właśnie w USA

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':