http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ks. Isakowicz obok stalinisty

Marcin Wojciechowski
2010-04-06, ostatnia aktualizacja 2010-04-06 14:56

Marcin Wojciechowski
.
Marcin Wojciechowski
ZOBACZ TAKŻE
Przeciwieństwa lubią się przyciągać. Nieformalny lider polskich organizacji kresowych ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, tropiący wszędzie panoszących się nacjonalistów ukraińskich, ruszył do Kijowa, by wziąć udział 1 kwietnia w konferencji przeciwko przyznaniu Stepanowi Banderze tytułu Bohatera Ukrainy przez poprzedniego prezydenta Wiktora Juszczenkę.

Wcześniej w tej samej sprawie ks. Isakowicz organizował protesty przed ukraińskimi placówkami dyplomatycznymi w Polsce oraz domagał się, by odebrać Ukrainie - a przynajmniej miastu Lwów - prawo do organizacji Euro 2012 z powodu rzekomo szerzącego się tam nacjonalizmu.

Stepan Bandera był politykiem skrajnym. Wielokrotnie krytykowałem Juszczenkę za decyzję, by nagradzać kogoś tak kontrowersyjnego, kto w dodatku do dziś budzi gorące spory wśród samych Ukraińców. Inna sprawa, że Banderze przypisywane są często czyny, których nie popełnił.

Po zabójstwie Bandery przez agenta KGB w 1959 r. w Monachium propaganda radziecka uczyniła z tego marginalnego pod koniec życia polityka potwora, by obrzydzić światu ideę niepodległości Ukrainy. Członkowie kierowanej przez Banderę Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów czy stworzonej na bazie OUN Ukraińskiej Powstańczej Armii podczas wojny wcale nie nazywali siebie banderowcami, ale powstańcami. Przydomek "banderowcy" zawdzięczają propagandzie epoki Chruszczowa, bo ładnie gra z przymiotnikiem "banda".

Ukraina próbuje czcić swój ruch niepodległościowy z czasów II wojny.

Rosja natomiast wykorzystuje to jako pretekst, by przylepić politykom w Kijowie łatkę nacjonalistów i antysemitów. Rzeczywiście, łatwo oskarżyć liderów ukraińskiego podziemia narodowego o domniemaną bądź prawdziwą kolaborację z faszystami, udział w pogromach antyżydowskich czy mordowanie Polaków w czasie wydarzeń na Wołyniu w 1943 r.

Czarna strona OUN czy UPA jest prawdziwa. Ale częścią tej samej prawdy jest także toczona do późnych lat 50. walka z sowietyzacją Ukrainy, tysiące zabitych i zesłanych za to na Syberię, z których wielu nie było fanatykami i nie ma niczyjej krwi na rękach.

Ks. Isakowicz postanowił przyłączyć się do ukraińskich bojowników z faszyzmem. Problem w tym, że słabo ich poznał. Żorż Dygas - członek zarządu Międzynarodowego Związku Uczestników Wojny na Ukrainie - który siedział podczas kijowskiej konferencji obok ks. Isakowicza, to znany nad Dnieprem komunista, wręcz stalinista. I to nie w zamierzchłych czasach lecz dziś. - Stalin wiedział, że gdy tylko odejdzie, wszyscy łajdacy świata: wrogowie Kraju Rad i wewnętrzni sprzedawczykowie, zdrajcy, zawistnicy będą go oczerniać i przedstawiać jako tyrana - mówił Dygas 21 grudnia na konferencji zorganizowanej przez Komunistyczną Partię Ukrainy. - Stalin wiedział także co innego: w świadomości narodów i świata zostanie jako wielki budowniczy i przywódca sprawiedliwy.

To niejedyny pean na cześć Josifa Wissarionowicza wygłoszony przez Dygasa: - Stalin był ludowym wodzem, którego chciał naród. Jego władza opierała się na autorytecie, szacunku, zaufaniu i miłości narodu. Ta władza była nie do obalenia. Stalina nie ma potrzeby rehabilitować. Prawdziwi ludzie sowieccy nigdy go nie potępiali.

Ciekawe, jak się do tego odniesie ks. Isakowicz-Zaleski? Czyżby z pozycji zagorzałego lustratora Kościoła i radykalnego działacza antykomunistycznego przeszedł w stronę stalinizmu? Niestety, konferencja w Kijowie, choć zorganizowania 1 kwietnia, nie była prima aprilisem.

  • 39 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    37 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':