http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Piekło dobrych intencji. Ustawa twórców o mediach publicznych

Rozmawiała Agnieszka Kublik
2010-03-31, ostatnia aktualizacja 2010-03-30 16:56
Bogusław Szwedo w siedzibie TVP
Bogusław Szwedo w siedzibie TVP
Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta

Jak stworzyć takim autorytetom jak Wajda czy Holland rzeczywistą możliwość wpływania na kształt mediów publicznych? Może powołać jakąś Radę Mędrców? Ale na pewno nie 50-osobowe ciało. Rozmowa z prof. Tadeuszem Kowalskim*

Prof. Tadeusz Kowalski, autor projektu ustawy medialnej
fot. Adam Kozak / AG
Prof. Tadeusz Kowalski, autor projektu ustawy medialnej
Agnieszka Kublik: Czy posłowie powinni podpisać się pod projektem nowej, rewolucyjnej ustawy o mediach publicznych, napisanym przez Komitet Obywatelski Mediów Publicznych?

Prof. Tadeusz Kowalski*: Powinni pracować nad ustawą, choć dostali od twórców czerwoną kartkę.

Twórcy, chcąc naprawić media radykalnie, odsuwają od nich polityków. Sięgają przy tym po bardzo kontrowersyjne rozwiązania. Moim zdaniem obecny zły stan mediów publicznych jest przede wszystkim konsekwencją niskiej kultury politycznej i tkwi w niewłaściwym doborze ludzi.

Zwróćmy uwagę, że skoro dziś nie możemy zmienić sytuacji w mediach publicznych i odwołać upartyjnionych rad nadzorczych oraz zarządów, to oznacza, że obowiązująca ustawa medialna daje władzom mediów bardzo silne gwarancje niezależności.

Przeciwnie, prezesi TVP bywali zależni od partii.

- Problem zdaje się tkwić w ludziach, a nie w systemie. Myślę, że rozwiązania minimalizujące problem niskiej kultury politycznej były zawarte w obu projektach ustawy medialnej, zawetowanych przez prezydenta. Był tam warunek posiadania przez kandydatów na członków KRRiT co najmniej dwóch rekomendacji ogólnopolskich stowarzyszeń twórczych i uczelni wyższych. Tacy ludzie nie podejmą żadnych kompromitujących decyzji, nie będą wykorzystywać mediów do politycznej propagandy, bo straciliby autorytet. Przecież po epizodzie pracy w mediach publicznych będą wracać na uczelnie, do swoich środowisk.

Autorzy projektu uznali, że szybciej i prościej będzie zmienić prawo niż kulturę polityczną.

- Nie jestem pewien. Projekt nowej ustawy jest kompleksowy, co oznacza, że jeśli choć jeden element nie pasuje, to cała konstrukcja legnie. Nie wiem, czy da się szybko taką ustawę przygotować, tak by wszystko zostało zapięte na ostatni guzik.

Projekt, jeśli posłowie się pod nim podpiszą, czeka praca w komisjach. Tam będzie go można poprawić.

- Tylko czy wtedy twórcy będą jeszcze mogli powiedzieć, że to ich projekt?

Jakie ma pan podstawowe zastrzeżenia do projektu twórców?

- Uważam, że proponowane rozwiązania mogą być odczytane jako zanegowanie reguł demokracji. Autorzy mówią nam tak: demokracja sobie nie radzi, żaden system odpowiedzialności polityków za to, co robią z mediami publicznymi, nie obowiązuje, więc proponujemy losowanie zamiast wyborów.

Mówi pan o 50-osobowym Komitecie Mediów Publicznych wybieranym w losowaniu spośród 250-osobowego tzw. zasobu kadrowego.

- Ten mechanizm losowania nie buduje żadnej nowej kultury politycznej. Przeciwnie, za media będą odpowiadać ludzie wybrani przypadkowo.

Rozumiem ich intencje: losowanie ma zapobiec politycznym nominacjom do Komitetu Mediów Publicznych.

- Wiemy, co jest dobrymi intencjami wybrukowane... Moje zastrzeżenie dotyczy nie tylko tego, że Komitet ma być wybrany właściwie w niedemokratyczny sposób, ale że w istocie nie będzie żadnym efektywnym nadzorem nad mediami publicznymi. Komitet ma się spotykać co najmniej dwa razy w roku i pracować społecznie.

Ciało uformowane przez przypadek, zbierające się rzadko, nie będzie w stanie dostatecznie wnikliwie zapoznawać się z często bardzo obszernymi i specjalistycznymi dokumentami obrazującymi sytuację kilkudziesięciu przedsiębiorstw. Trudno więc oczekiwać, by naprawdę wiedziało, co się dzieje w firmie i umiało to ocenić. To może doprowadzić do tego, że Rada Mediów Publicznych - siedmioosobowy organ zarządzający mediami i dysponujący ogromnymi pieniędzmi - będzie mógł łatwo Komitet zmanipulować. Taka jest logika dużych struktur i organizacji.

Twórcy nie chcą już starych instytucji. Nie chcą KRRiT, bo jest upartyjniona i trudno odbudować jej autorytet. Dlatego proponują budowę nowych instytucji od fundamentów.

- Trzeba KRRiT reformować i wybierać do kierowania nią kompetentnych ludzi. Doceniam poziom profesjonalny wielu osób pracujących w tej instytucji. Każdy może się o tym przekonać, zaglądając na strony internetowe KRRiT. Warto pamiętać o tym dorobku, choćby wtedy, kiedy proponuje się utworzenie Instytutu Mediów Publicznych. Poza tym nie rozumiem, dlaczego w projekcie zapisano, że TVP i PR nie będą już spółkami prawa handlowego, tylko państwowymi osobami prawnymi.

  • 10 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':