SLD jest partią w rozsypce. Bez intelektualnego fermentu, bez pomysłu, jak powrócić do pierwszej ligi. Za to z głębokimi podziałami po walce dwóch liderów o przywództwo.
W latach świetności Sojusz Lewicy Demokratycznej miał prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Dwukrotnie rządził Polską. Osiem lat. Teraz - jak wiele partii lewicowych w Europie - przeżywa głęboki kryzys. Poparcie dla partii waha się między 6 a 12 proc.
- Rozbrat jest martwy, dawniej pito i gadano do 3 w nocy, dziś zamykają wszystko na klucz o 16 - mówi polityk pamiętający "złote lata".
Gdzie lewicowa wizja?
Wielu naszych rozmówców skarży się na „intelektualny uwiąd” w partii. Łatwo jest odtworzyć poglądy SLD w kwestiach światopoglądowych: („tak” dla aborcji z powodów społecznych; • in vitro bez ograniczeń i finansowane przez państwo; • podobnie jak środki antykoncepcyjne; („nie” dla religii w szkołach, stopnia z religii na świadectwie czy maturze. Większy problem ma SLD z wiarygodnością, bo podczas własnych rządów wiele z tych haseł Sojusz porzucił. Chodziło mu o poparcie Kościoła dla akcesji do Unii Europejskiej, więc nie podejmował żadnych działań mogących zaognić stosunki z hierarchami.
Sprawy się komplikują, gdy chodzi o kwestie społeczne i gospodarcze. Politycy Sojuszu przyznają, że po 2004 r. lewica nie potrafiła pokazać "lewicowej wizji polityki". Młody polityk SLD: "My dzisiaj nie tworzymy alternatywy".
- 1 maja 2004 r. był wielki sukces: weszliśmy do Unii Europejskiej, ale potem nie byliśmy już w stanie poprowadzić żadnego wielkiego projektu politycznego - mówi jeden z naszych rozmówców. Ostatnim takim promodernizacyjnym projektem lewicy był plan Jerzego Hausnera, wicepremiera w rządach Leszka Millera i Marka Belki. Plan odrzucony przez partyjne doły jako zbyt liberalny, później rozmontowany przez sam rząd Belki, spanikowany lecącymi w dół sondażami Sojuszu. Hausnera okrzyknięto autorem wyborczej porażki w 2005 r. i odesłano do lamusa.
- Wbrew temu, co się sądzi, Hausner miał w partii obrońców. Uważaliśmy, że część przywilejów, np. emerytalnych powinna zostać zniesiona. Albo że należałoby zlikwidować obrót pieniędzy w polityce społecznej - kupować np. buty czy książki dla dzieci, a nie dawać te 450 zł rodzicowi, po to by on kupił za to wódkę - twierdzi polityk SLD.
Zabrakło dyskusji, pracy z partyjnymi dołami. - Partyjne doły się pogubiły, padły oskarżenia o liberalizm, zwłaszcza gdy Miller wyskoczył nagle z pomysłem podatku liniowego - mówi jeden z b. ministrów w rządzie SLD.
Do dziś partia nie uporała się z dylematem, w którą stronę ma zmierzać. Czy ma być lewicą socjalistyczną skupioną na redystrybucji dóbr i obronie przywilejów pracowników najemnych? Czy raczej iść ku nowoczesnej, socjalliberalnej Partii Pracy? Nie było też silnego przywódcy, który potrafiłby wszystkie te nurty utrzymać w ramach jednej formacji.
Przez to niezdecydowanie SLD traci polityków ekspertów: Włodzimierza Cimoszewicza (nieformalnie doradza premierowi Tuskowi), Hausnera (dzięki Platformie wszedł do Rady Polityki Pieniężnej) czy Marka Balickiego (obecnie poseł niezrzeszony, dla SLD już nie swój, bo związał się na chwilę z SdPl Marka Borowskiego). Wiele znaczących postaci lewicy jest poza Sojuszem: właśnie Borowski, Tomasz Nałęcz. Za to powrócili do partii dawni liderzy Leszek Miller i Józef Oleksy, którzy przez część elektoratu lewicowego są obarczani winą za uwiąd lewicy. Obaj chcą dostać się do nowego Sejmu.
Ani nowi, ani starzy
Drugi poważny problem SLD to brak lidera. Aleksander Kwaśniewski wybrał dla siebie rolę komentatora, guru, ale nie lidera budującego na nowo partię. Po "zużyciu" się politycznym Millera, Oleksego czy Krzysztofa Janika zabrakło na lewicy charyzmatycznych przywódców.
- W polityce skończył się czas pokolenia 1989 r., Donald Tusk jest jego ostatnim znaczącym reprezentantem. Kaczyńscy - już nie, to są już politycy przeszłości. I SLD i PiS mają kłopot z następcami. Także Platforma może nie przeżyć bez Tuska - uważa polityk Sojuszu, ten starszej daty.
Młody polityk SLD: - Cimoszewicz ocenił młode pokolenie SLD na dwójkę, ale im, tym "starym", było łatwiej, bo przed Polską stały ogromne wyzwania. Dzisiaj nie musimy wprowadzać Polski do NATO czy Unii Europejskiej.
Nasi rozmówcy pamiętający stare dobre dla SLD czasy przypominają, że gdy w partii dochodziło do ostrych starć o przywództwo, nie było odwetu. "Jak Miller wygrał z Oleksym, to przez miesiąc pił ze zwolennikami Oleksego, by zasypać rowy".
Po wyrugowaniu Olejniczaka z fotela szefa partii Napieralski tego nie zrobił. Partyjne rany ciągle krwawią. Warszawa wciąż jest Olejniczaka, lokalni działacze wbrew Napieralskiemu namaścili go właśnie na kandydata na prezydenta stolicy. Antynapieralskie są też według naszych rozmówców: Kujawsko-Pomorskie, Wielkopolska (najpierw Napieralskiego poparła, ale teraz ponoć żałuje), Dolny Śląsk czy Opole.
Napieralski ma wielu zwolenników wśród partyjnej młodzieży. Jego przeciwnicy dodają, że kupuje ich poparcie, oferując dobre miejsca na listach do Sejmu. Jednak podoba się także staremu PZPR-owskiemu aparatowi, bo mówi ich językiem ("To człowiek młody, niepamiętający dobrze PRL, ale mówiący językiem aparatu") i wyznaje "plemienny", "partyjny" patriotyzm. To niechęć do innych środowisk centrowo-lewicowych, zwłaszcza do "zdrajców od Borowskiego".
- To takie myślenie: dopóki partia ma te swoje 5 proc., tych 20 ludzi łapie się na poselskie mandaty. Jest więc dobrze i nic nie trzeba robić - ocenia polityk SLD.
A posłowie i aktyw partyjny? - Cholernie się nudzą - mówi nam jeden z parlamentarzystów.