"Za mówienie o historii, która boli, w sposób, który nie obraża, nie zniechęca, a daje impuls do dialogu" - tak uzasadniono nagrodę, którą Ośrodek Karta, jedna z najważniejszych polskich instytucji dokumentujących polską historię współczesną, dostał dwa tygodnie temu od instytutu Pro Publico Bono.
Ale ani nagroda, ani uzasadnienie nie wywołały w Karcie euforii.
Bo Karta ledwo dyszy. Pieniędzy brakuje na wszystko: pensje, składki
ZUS, wynajęcie lokalu przy Narbutta i księgarni przy Karowej w Warszawie. Do tego trzeba spłacać odsetki od kredytów, które Karta bierze na bieżącą działalność. W grudniu, żeby choć trochę podreperować budżet, przy Narbutta urządzono świąteczną wyprzedaż - książki można było kupić za pół ceny.
Ale to niewiele pomogło. - Nie wiem, czy dotrwamy do końca roku - przyznaje Alicja Wancerz-Gluza, współzałożycielka ośrodka.
- To niemożliwe - kręcą solidarnie głowami historycy, którzy tłumnie zaglądają na Narbutta, gdzie mieszczą się archiwa zgromadzone przez Kartę.
- Ewentualne bankructwo ośrodka byłoby niewyobrażalną stratą, dotkliwą w wielu dziedzinach: archiwalnej, edukacyjnej, wydawniczej. Proszę nie kazać mi tego sobie wyobrażać - mówi prof. Andrzej Friszke.
Wojciech Duda, szef doradców premiera Donalda Tuska, historyk i redaktor naczelny "Przeglądu Politycznego": - Karta zajmuje bardzo istotne miejsce w polskiej kulturze - i ze względu na dotychczasowe dokonania, i rozliczne plany na przyszłość. Jej dokonania to kapitał, który w żaden sposób nie może ulec zniszczeniu.
Bankructwo? - Nie, to niemożliwe. Jestem przekonany, że taki los nie stanie się udziałem Karty - mówi stanowczo Duda.
Od opozycji do internetu Zaczynali miesiąc po ogłoszeniu stanu wojennego od drukowania gazetki. Na pomysł publikowania wywiadów z działaczami opozycji wpadł Zbigniew Gluza, 27-letni inżynier po Politechnice Warszawskiej, i jego żona, wtedy polonistka w liceum Batorego.
SB ich dopadła i Zbigniew odsiedział 6,5 miesiąca w więzieniu, wyrzucono go też z pracy.
Gdy komuna się skończyła, większość takich opozycyjnych wydawnictw jak Karta zakończyło działalność, ale oni wypłynęli na szerokie wody.
- Byliśmy przekonani, że dla społeczeństwa polskiego sprawa tożsamości historycznej jest podstawowa. Nie wszyscy się z nami zgadzali. Gdy zaczęliśmy zbierać archiwa po opozycji, słyszeliśmy, że to kombatanctwo. Pytano, po co to komu. Ale my zawsze uważaliśmy i uważamy, że o historię trzeba dbać, czy jest pogoda, czy deszcz - mówi Alicja Gluza.
Zarejestrowali fundację, zalegalizowali Kartę jako pismo historyczne i powołali archiwum. Mieli okienko w telewizji i rubryki w gazetach. Zrobiło się o nich głośno za sprawą spotkań z działaczami rosyjskiego Memoriału i konkursów wspomnieniowych o latach II wojny światowej. Powołali nieformalne stowarzyszenie ludzi dawnej opozycji, a wreszcie, przy współpracy z władzami stolicy, Dom Spotkań z Historią - miejsce, w którym wszystkie pokolenia rozmawiają o historii.
- Ośrodek Karta spełnia ogromnie ważną rolę w gromadzeniu i dbaniu o spuściznę historyczną Polski - mówi prof. Friszke. I wymienia: świetne archiwum, w którym jest wiele kolekcji prywatnych, w tym dokumenty Jacka Kuronia, spore, znakomicie opracowane zbiory prasowe, jedyna w swoim rodzaju kolekcja fotografii. Karta popularyzuje wiedzę, organizując konkursy dla uczniów, urządzając wystawy i wydając jedyne w swoim rodzaju książki i pisma. Jej pracownicy są niezwykle aktywni, robią rzeczy, których nie są w stanie zrobić instytucje państwowe - zbierają dokumenty, zdjęcia i wspomnienia ludzi.
Karta ma największe w Europie zbiory dotyczące Kresów - 6,5 tys. nagranych wspomnień, dzienników i zdjęć. Profesjonalnie opracowane i skatalogowane. Nie mniej cenna jest kolekcja Kuronia - dokumenty, które podczas rewizji zarekwirowała mu Służba Bezpieczeństwa, a zwrócił pod koniec lat 90. Urząd Ochrony Państwa.
Chyba tylko za chichot historii trzeba by uznać koniec Karty właśnie teraz, po głośnych przedsięwzięciach związanych z wielkimi polskimi rocznicami. Jesienią zeszłego roku ośrodek przygotował ekspozycję "Oblicza totalitaryzmu" - o dramatycznych dziejach Europy Środkowej od rewolucji bolszewickiej aż do upadku komunizmu. W 70. rocznicę wybuchu II wojny światowej dzięki Karcie warszawiacy mogli oglądać na placu Piłsudskiego wystawę "Każdy z 12 milionów. Hołd ofiarom obu totalitaryzmów". Nie zapomniano też o 70. rocznicy agresji sowieckiej - wspólnie z Domem Spotkań z Historią Karta namówiła warszawiaków, by wieczorem w oknach swoich mieszkań zapalili świece, aby uczcić ofiary niemieckich i sowieckich represji.
Weszli do internetu. Tworzą historyczne portale cieszące się ogromnym zainteresowaniem, np. Uczyć-się-z-historii, Pogotowie Archiwalne oraz Biblioteka Cyfrowa.
Cena politycznej niezależności Jako organizacja pozarządowa mogą zachować niezależność od politycznej koniunktury. Z nikim nie wiązali się na stałe, nie opowiadali się po niczyjej stronie.
- Jest to ośrodek, który kształtuje pamięć historyczną niezależnie od uwikłań ideologicznych czy partyjnych - dodaje prof. Friszke.