http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Cała prawda o zamrażarce marszałka Komorowskiego

Agata Nowakowska, Dominika Wielowieyska
2010-03-26, ostatnia aktualizacja 2010-03-26 15:37
Bronisław Komorowski w gabinecie Marszałka Sejmu
Bronisław Komorowski w gabinecie Marszałka Sejmu
Fot. Wojciech Surdziel / AG

Opozycja pomstuje na zamrażarkę marszałka. Poselskie projekty miesiącami, nawet latami czekają na rozpatrzenie w Sejmie. Czy rzeczywiście Komorowski blokuje inicjatywę posłów i wykorzystuje pozycję do obrony partyjnych interesów?



Rzecznik SLD Tomasz Kalita twierdzi, że kilkanaście projektów złożonych w Sejmie przez klub Lewicy poleguje w gabinecie marszałka. Sojuszowi udało się dotychczas przepchnąć przez Sejm przepisy o ZUS i stażu pracy. Chodziło o to, by osoby, które nie mają świadectwa pracy, mogły zaliczać te lata do stażu wymaganego przy emeryturze.

Ale lewicy zależy też na projektach o edukacji seksualnej, powołaniu rzecznika praw kobiet czy in vitro.

Z kolei Joanna Kluzik-Rostkowska (PiS) skarżyła się na blokowanie jej projektu dotyczącego żłobków i przedszkoli. Kancelaria Sejmu broni się, że poprosiła posłankę o wyjaśnienia i uzupełnienia, ale ta długo nie odpowiadała. Kluzik-Rostkowska denerwuje się, że czepiano się jej projektu bezpodstawnie, ale ostatnio złożyła odpowiednią autopoprawkę, by zadowolić sejmowych prawników.

Tymczasem Jarosław Gowin, klubowy kolega marszałka, buntuje się: jego projekt o in vitro także czeka na decyzję Komorowskiego, bo Kancelaria Sejmu żąda poprawek. Jednak Gowin oświadczył, że nie będzie niczego poprawiać.

Rozstrzygnięcie sporu między marszałkowskimi urzędnikami a posłami nie jest proste.

Bo oto jak działa zamrażarka. Posłowie składają projekt, który jest prześwietlany przez sejmowych prawników, a ci są bardzo drobiazgowi.

Każdy projekt ustawy musi spełniać określone warunki: mieć certyfikat zgodności z prawem europejskim, a jeśli pomysły posłów generują koszty z budżetu państwa, to autorzy muszą wskazać źródła finansowania. Dziś w zamrażarce jest ok. 50 projektów. Niektóre z nich to złom legislacyjny - pomysły z tych projektów zostały skonsumowane już w innych ustawach. Pozostałe budzą wątpliwości regulaminowe.

W sejmowym regulaminie jest mnóstwo zaleceń dla autorów ustaw, którzy muszą:

- wyjaśniać potrzebę i cel wydania ustawy;

- przedstawiać rzeczywisty stan w dziedzinie, która ma być unormowana;

- wykazywać różnicę pomiędzy dotychczasowym a projektowanym stanem prawnym;

- przedstawiać przewidywane skutki społeczne, gospodarcze, finansowe i prawne;

- przedstawiać założenia projektów podstawowych aktów wykonawczych.

A to i tak nie wszystkie wymagania.

Dopiero gdy prawnicy uznają projekt za dobrze przygotowany, marszałek nadaje mu numer i popycha projekt dalej. Może jednak różnie ustalać priorytety, i szybko wprowadzać pod obrady te projekty, które uważa za najpilniejsze.

Problemem jest także to, że w sprawie in vitro czy parytetów PO sama nie wie, czego chce. Posłowie są podzieleni, więc trudno o decyzję. Platformiany guru Donald Tusk lawiruje i drobnica poselska nie wie, czego się trzymać.

Można było podejrzewać, że władze PO boją się dyskusji o in vitro, bo boją się podziałów w klubie i spadku notowań wśród wyborców. Ostatnio jednak sprawa ruszyła z miejsca, bo już w zeszłym roku marszałek przejął się złą legendą zamrażarki i w styczniu kolejne projekty o in vitro - w wersji lewicy i w wersji Małgorzaty Kidawy-Błońskiej z PO - wpłynęły do komisji. Gdy więc Radosław Sikorski zarzucał marszałkowi, że blokuje sprawę in vitro, było to już oskarżenie nieaktualne, tak jak nieaktualne są pretensje Kality. Bo piłeczka jest po stronie sejmowych komisji.

Marszałek wypuścił też inne projekty SLD - o wychowaniu seksualnym i o rzeczniku kobiet. Posłowie pracują też nad parytetami na listach wyborczych.

Teraz problemem jest nie tyle zamrażarka, ile koalicja rządząca, która decyduje, które propozycje mogą znaleźć swój legislacyjny finał, a które nie. To posłowie PO-PSL w każdej komisji sejmowej mogą odłożyć projekt na półkę albo zesłać go do podkomisji, które będzie rzecz międlić przez dwa lata. I marszałek nie ma na to wpływu.

Dlaczego komisja zwleka? Bo koalicja boi się tematu lub czeka w danej sprawie na projekt rządowy, aby wszystkie wersje rozpatrywać w jednym czasie. A jeśli nawet odpowiednie ministerstwo pracuje nad takim projektem, to on i tak nie może przejść przez Radę Ministrów, bo oznacza np. dodatkowe koszty z budżetu. Minister finansów Jacek Rostowski dostaje gęsiej skórki, gdy widzi na biurku pomysły powodujące wzrost wydatków.

Dlatego tak długo trwają prace nad ustawą żłobkowo-przedszkolną czy o opiece zastępczej i Joanna Kluzik-Rostkowska ze swoimi propozycjami czeka na decyzję rządu już dwa lata, i nawet gdyby szybko spełniła życzenie sejmowych prawników, to niewiele by jej to pomogło. Powolny rząd nie jest w stanie do tej pory przygotować spójnego projektu.

Marszałek Komorowski jest atakowany nie tylko przez opozycję. Ostatnio naraził się także swojemu konkurentowi w prawyborach, szefowi MSZ Radkowi Sikorskiemu. Sikorski skarżył się, że w Sejmie miała się odbyć debata na temat polityki zagranicznej, ale marszałek ciągle przesuwa jej termin. W domyśle: nie chce, aby w trakcie prawyborów szef polskiej dyplomacji miał szansę na publiczne przedstawienie swoich dokonań. Ale rzecz wydaje się bardziej skomplikowana.

MSZ chciało debaty na posiedzeniu Sejmu około 17 marca. A tymczasem ludzie premiera przysłali do Sejmu informację, że premier może odbyć debatę podsumowującą dwa lata jego rządów właśnie na tym posiedzeniu. I ta dyskusja musiała się odbyć, bo opozycja czekała na nią już cztery miesiące. A dwóch debat o polityce rządu nie organizuje się na jednym posiedzeniu Sejmu.

Jeśli więc posłowie mają się na kogoś skarżyć, to raczej na całą koalicję i rząd, a nie tylko na marszałka Sejmu, który jest dość istotnym, ale tylko trybikiem w rządowo-sejmowej machinie.

  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':