W środowym "Poranku w toku" Radia TOK FM Paweł Poncyljusz (
PiS) powiedział tak: "
Jarosław Kaczyński jest naszym atutem, aktywem, którego - broń Boże - nie można stracić. Bo stracimy wtedy Prawo i Sprawiedliwość". Od razu porównałem to z jego znanym wpisem na Twitterze i także od razu przyszedł mi do głowy stary, jeszcze PRL-owski dowcip, jak to przychodzi pacjent do lekarza i mówi: "Panie doktorze, raz co innego mówię, a co innego myślę, a znów innym razem, co innego myślę, a co innego mówię!". Na co lekarz: "I co, z tym pan do mnie przychodzi? Idź pan na UB". Na szczęście UB od dawna nie ma, ale pozostaje lustro, w którym przy porannym goleniu poseł Poncyljusz może popatrzeć na własną twarz. Może jej odbicie powie mu, że takim kajaniem się każdego dnia coraz bardziej szpeci swoje sympatyczne oblicze, także polityczne.
Ale przypadek posła ma też znaczenie wykraczające poza jego osobę, bo pokazuje, jak rośnie w PiS przepaść między tym, co członkowie partii myślą, a tym, co jako partyjni mówią. Ich myślenie jest coraz bardziej określone przez świadomość, że partia tkwi w ślepej uliczce i że jedynym winnym zapędzenia jej w tę ślepą uliczkę i jedynym, który uniemożliwia wyjście z niej, jest Jarosław Kaczyński.
To myślenie coraz częściej kipi spod pokrywki, a jest nią strach przed wodzem i jego drużyną. Czasami też zafascynowanie nim, które trwa, choć zarazem narasta przekonanie, że fascynacja fascynacją, ale łódka, z którą wiąże się swoje plany życiowe, nie może tkwić na mieliźnie, aż zmurszeje. Myślenie w partii określa strach przed jej marniejącymi widokami politycznymi, a mówienie - strach przed narażeniem się na kary za nieprawomyślność. Trzeba się będzie na coś zdecydować: albo myśleć po swojemu, a gadać po Kaczyńskiemu, albo myśleć i gadać tylko po swojemu, ryzykując, że wódz pozbawi stanowisk, nie wpuści na listę wyborczą czy, za przeproszeniem, wyrzuci na zbity pysk. Najgorsza jest postawa pośrodku, coś powiem, a potem pełzam w pyle, by to odkręcić.
Szanowny pośle Poncyljuszu, naprawdę życzliwa rada - niech się już pan nie samokrytykuje i najlepiej pozostanie w wewnątrzpisowskiej "opozycji demokratycznej", w wewnątrzpisowskim "gęgu"!