http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

PO nas czasami sprawdza

Rozmawiały Agata Nowakowska, Dominika Wielowieyska
2010-03-19, ostatnia aktualizacja 2010-03-19 12:59
Uśmiechnięty premier Donald Tusk i zasępiony wicepremier Waldemar Pawlak. Która z tych min oddaje prawdziwe nastroje w koalicji PO-PSL?
Uśmiechnięty premier Donald Tusk i zasępiony wicepremier Waldemar Pawlak. Która z tych min oddaje prawdziwe nastroje w koalicji PO-PSL?
Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta

Nawet gdyby Platforma miała w nowym Sejmie większość, to i tak sama nie będzie rządzić. PO nie wybierze się chętnie do PiS na rozmowy. PiS i PO niechętnie chadzają do lewicy. A my owszem - mówi Stanisław Żelichowski*, szef klubu PSL

Stanisław Żelichowski
Fot. Jacek Lagowski / AG
Stanisław Żelichowski
ZOBACZ TAKŻE
 0,12MB
0,12MB


Agata Nowakowska, Dominika Wielowieyska: PSL na koalicji z PO straciło czy zyskało? W niektórych sondażach jesteście pod kreską, nie wchodzicie do nowego Sejmu.

Stanisław Żelichowski: W następnych wyborach PSL będzie miało ok. 8-9 proc. wsparcia. Chcemy być partią równowagi i rozsądku. A jak nie będzie zapotrzebowania na taką partię, to nie ma co się szarpać.

PiS zjadło swoje przystawki - Samoobronę i LPR. Wam nie grozi zmarginalizowanie przez PO?

- Mniejszemu koalicjantowi zawsze grozi utrata wyrazistości. Część winy leży po stronie Platformy, a część - po naszej. PO jest od nas lepsze w public relations. Kiedyś premier Tusk był zaproszony na nasz klub. Nasz poseł zaproponował budowę dróg lokalnych: jedną trzecią środków miał dać samorząd, jedną trzecią rząd, a jedna trzecia to miały być środki pomocowe. Ludzie premiera to zapisali, a potem PO zgłosiła to jako projekt schetynówek. Zachowaliśmy się jak gamonie.

Platforma was lekceważy i nie konsultuje swoich pomysłów, np. "Planu...". Waldemar Pawlak groził zerwaniem koalicji.

- Na jednym ze spotkań premier Tusk wspomniał, że będzie taki plan, ale że minister Michał Boni jeszcze nie wszystkie sprawy uzgodnił, więc oni to zaprezentują na razie jako autorski projekt Boniego. Bo to są ogólne tezy, które trzeba rozwinąć w projektach ustaw. Plan jednak zaprezentował premier, dopiero później zaczęliśmy nad nim dyskutować.

Czyli potraktowali was per noga?

- Na początku wszystko było bez zarzutu. Ale tak to bywa z początkującym kierowcą - pierwsze kilka miesięcy jeździ ostrożnie. A później, gdy nabierze trochę wprawy, wydaje mu się, że jest Kubicą. Wtedy jest najwięcej wypadków.

W 2007 r. spisaliśmy dwustronicową umowę koalicyjną, bo w 80 proc. spraw się ze sobą zgadzamy, w 10 proc. mamy zbliżone stanowiska, a w 10 proc. jesteśmy bardzo bardzo daleko.

Uznaliśmy, że realizujemy te sprawy, które nas łączą. Nad niektórymi kwestiami pracują nasi eksperci. Ale są też takie, w których w jaskrawy sposób się nie zgadzamy i od tego trzeba odstąpić. Platforma nas czasami sprawdza, czy tu się nic nie zmieniło.

Czy PSL jest takim kwiatkiem do kożucha, a Pawlak - malowanym wicepremierem? Tusk zabrał mu pełnomocnika ds. bezpieczeństwa energetycznego, zablokował nominację jego człowieka na stanowisko pełnomocnika ds. energii jądrowej. Minister skarbu chce Pawlakowi zabrać nadzór nad kopalniami.

- Minister gospodarki ma konstytucyjne obowiązki i niezależnie od tego, jaka rada powstanie przy premierze czy gdzie będzie ulokowany pełnomocnik, za określone sprawy odpowiada minister gospodarki.

Platforma ma dziś tak dobre notowania i może was nie potrzebować po następnych wyborach.

- Połowę tego poparcia dają Platformie PiS i Jarosław Kaczyński. Ale nawet gdyby PO miała w nowym Sejmie większość, to i tak sama nie będzie rządzić.

Dlaczego?

- Przed wyborami partie zgłaszają czasem szaleńcze pomysły, których nie zamierzają realizować. Jeśli mają koalicjanta, to zawsze mogą zwalić na niego winę. Poza tym pełnimy rolę pośrednika. PO nie wybierze się chętnie do PiS na rozmowy. PiS i PO niechętnie chadzają do lewicy. A my owszem. Z każdym możemy się kontaktować. Celowo decydujemy się na mniejszą wyrazistość, a przecież też nas czasami ręce świerzbią, aby komuś dołożyć. Ale jesteśmy rozjemcą w trudnych sprawach i być może przez to też tracimy sporo głosów.

Ale nie boicie się takiego scenariusza, że SLD mogłoby was kiedyś zastąpić w koalicji?

- Już na początku kadencji widzieliśmy, jaki jest układ sił w parlamencie. Spodziewaliśmy się wet prezydenta. Dlatego namawialiśmy PO do koalicji trójczłonowej: PO, lewica i my. Żeby odrzucać weta i skutecznie rządzić. Platforma nie chciała, bo jak się domyślam, obawiała się podziału wewnątrz PO.

  • 7 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    16 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':