Żeby zrozumieć, dlaczego Kapuściński podjął - z moich ustaleń wynika, że mało znaczącą - współpracę w wywiadem PRL, gdy pracował jako korespondent w Afryce i Ameryce Łacińskiej, trzeba przede wszystkim zrozumieć biografię jego i ludzi jego pokolenia, dla których komunizm był po Wielkiej Hekatombie młodością świata, przyszłością ludzkości. Ludzie tacy jak Kapuściński nie traktowali Polski Ludowej jako dopustu bożego, mniejszego zła czy czerwonego diabła, z którym trzeba się jakoś układać, żeby żyć. Nie zawierali z cynizmu czy konformizmu zgniłych kompromisów, żeby np. - tak jak Kapuściński - móc wyjeżdżać za granicę. Uważali PRL za swój kraj, ojczyznę, dobre miejsce na ziemi. Może niektórym trudno to dzisiaj zrozumieć, ale tak było.
Gdy było się wierzącym komunistą i lojalnym obywatelem Polski Ludowej, prośba z wywiadu o napisanie analizy politycznej czy przekazanie informacji np. o tajnych operacjach
CIA - notabene nie było to stowarzyszenie idealistów walczących o wolność i demokrację, jak zdają się sądzić niektórzy dzisiejsi miłośnicy Ameryki w Polsce - mogły nie wydawać się reporterowi Polskiej Agencji Prasowej niczym nagannym czy moralnie niewłaściwym. Przeciwnie - prosił wywiad jego kraju, który toczył walkę z imperializmem, zniewalającym kraje biednego południa bądź czerpiącym z nich ekonomiczne i polityczne zyski.
Dla Kapuścińskiego w tamtych czasach to Moskwa stała po właściwej stronie w zimnowojennej rywalizacji supermocarstw, a już na pewno po właściwej stronie w krajach Trzeciego Świata, które wyzwalały się przecież spod ucisku "dobrego" Zachodu (czego Kapuściński był świadkiem i kronikarzem). To jedna z lekcji płynących z takich książek, jak "Czarne gwiazdy", "Gdyby cała Afryka...", "Dlaczego zginął Karl von Spreti", "Chrystus z karabinem na ramieniu", "Wojna futbolowa", "Jeszcze dzień życia"...
Wiem, że wielu rodakom Kapuścińskiego, również niektórym jego przyjaciołom i miłośnikom, trudno zaakceptować takie wyjaśnienie, ale bez niego nie sposób pojąć zaangażowań i postaw reportera w tamtym czasie. W pełni je rozumiem, mimo że uważam współpracę dziennikarzy z wywiadami za rzecz wysoce niewłaściwą (dużo więcej na ten temat piszę w swojej książce o Kapuścińskim) - dotyczy to tak samo dziennikarzy amerykańskich współpracujących w czasach zimnej wojny z CIA. Taki to był czas: wywiady wykorzystywały korespondentów, a oni nieraz chętnie podejmowali współpracę. Sądzę, że warto i trzeba o tym wiedzieć, rozumieć, wyciągać wnioski, a nie bawić się w wyciąganie haków, które nie służą ani wiedzy, ani zrozumieniu, ani sensownym wnioskom.
Polecam wszystkim wątpiącym w wybory Kapuścińskiego w tamtym czasie wymienione tu książki. Świat, jaki opisywał, nie był bajką, w której "dobry" Zachód walczył ze "złą" Moskwą. Było inaczej, a czasem zupełnie na odwrót - wiem, że brzmi to dziś dla wielu czytelników niepoprawnie. Zapewniam, że po uważnej, ponownej lekturze książek Kapuścińskiego lepiej rozumie się jego ówczesne zaangażowania i wybory, nawet jeśli nie zawsze były z jakiegoś punktu widzenia najszczęśliwsze.
Na pewno nie są powodem do potępień. Z wiedzy, jaka mam, wynika, że Kapuściński nikogo nie skrzywdził. I to powinno być decydujące dla tych, którzy mają z jego zaangażowaniami problem (ja go nie mam). Reszta to rozważania o historii: często ciekawe, pouczające, z których - niestety - ktoś znowu próbuje kręcić jakiś bat.