http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zaszczuć osobnika Jasienicę

Andrzej Romanowski*
2010-03-12, ostatnia aktualizacja 2010-03-12 19:05

Książki i działalność Pawła Jasienicy okazały się dla partii zatrutym owocem. W jej oczach zdradził - a najbardziej w marcu 1968 roku. Odwet nadszedł szybko

Paweł Jasienica
Fot. Ewa Beynar-Czeczott
Paweł Jasienica
prof. Andrzej Romanowski
Fot. KRZYSZTOF KAROLCZYK / AG
prof. Andrzej Romanowski
ZOBACZ TAKŻE
Pamięci Stanisława Stommy

Fenomen Pawła Jasienicy wiele mówi o drodze inteligencji polskiej od II RP do Polski powojennej. Leon Lech Beynar - tak brzmiało jego prawdziwe nazwisko - wkroczył w świat pojałtański jako żołnierz AK walczący na Wileńszczyźnie. Polskość tradycyjną nosił w genach: "civis Magni Ducatus Lithuaniae" (obywatel Wielkiego Księstwa Litewskiego) - określił się kiedyś Aleksandrowi Gieysztorowi. Nazwisko Beynar było zapewne pochodzenia tatarskiego. Stanowił więc autor "Polski Jagiellonów" rezultat mieszanki podobnej do tej, która dwa pokolenia przed nim dała Polakom Sienkiewicza.

Gente Lithuanus

Urodził się w 1909 r. w Symbirsku nad Wołgą - tam, gdzie 40 lat wcześniej przyszedł na świat Władimir Iljicz Uljanow - Lenin. Wydarzenia przez tegoż Uljanowa wywołane zmusiły rodzinę do opuszczenia Rosji i powrotu do ojczyzny. A były nią właśnie tereny historycznej Litwy.

Beynar ukończył historię w Wilnie, na niedawno wskrzeszonym Uniwersytecie Stefana Batorego. Odtąd jego życie zaczęło płynąć tak jak życie przodków: między Grodnem (gdzie pracował jako nauczyciel gimnazjalny) a Wilnem (gdzie był spikerem w Polskim Radiu). Przeszłości ziem litewsko-białoruskich poświęcił też pierwsze prace, np. o związkach Zygmunta Augusta z Wielkim Księstwem (1935). Orientacja polityczna zbliżała go do endecji.

Kampanię wrześniową odbył m.in. w rejonie Grodna, a w kwietniu 1940 r., w końcowej fazie okupacji litewskiej, złożył przysięgę w Związku Walki Zbrojnej w Wilnie. W konspiracji akowskiej na Wileńszczyźnie działał w ciągu następnych, o ileż straszniejszych okupacji: sowieckiej i niemieckiej; m.in. z nieco starszym przyjacielem Stanisławem Stommą organizował wykłady dla młodzieży. Już wtedy jednak przeżywał rozdarcie między wiernością żołnierskiej przysiędze i respektem dla geopolitycznego realizmu.

Postawa ta okazała się szczególnie wyraźna w lipcu 1944 r., podczas AK-owskiej operacji "Ostra Brama", której celem było odbicie z rąk Niemców Wilna. Beynar - porucznik "Nowina - znajdował się wtedy w sztabie płk. Aleksandra Krzyżanowskiego "Wilka". Wspierał dowódcę wileńskiej AK w jego gotowości przyjęcia warunków nadciągającej Armii Czerwonej: podporządkowania operacyjnego oddziałów AK, jednak z zachowaniem ich odrębności i niezależności. Ale 17 lipca Sowieci "Wilka" aresztowali; Beynar musiał uchodzić z bronią do Puszczy Rudnickiej.

Został skazany na radykalizm. Gdy we wrześniu 1944 r. przemykał się do powstańczej Warszawy, na nowej granicy polsko-sowieckiej koło Grodna zatrzymało go NKWD. Odstawiony siłą do Wojska Polskiego, uciekł po raz kolejny. W październiku znalazł się na Białostocczyźnie w 40-osobowej grupie zbrojnej występującej pod szyldem 5. Brygady Wileńskiej AK, a dowodzonej przez Zygmunta Szendzielarza "Łupaszkę". Został jego adiutantem (w lipcu 1945 r. zastępcą); uczestniczył w jego akcjach zbrojnych (wykonanie wyroku śmierci na agencie NKWD czy pobicie 20 członków komunistycznego Związku Walki Młodych).

W potyczce z WP pod wsią Zaleś w nocy 8/9 sierpnia 1945 r. został ranny. I taki był koniec jego wojaczki. Wkrótce potem leczył się na plebanii we wsi Jasienica pod Ostrowią Mazowiecką.

Z AK do "Tygodnika"

W Jasienicy obiit Beynar, a narodził się Jasienica właśnie. Wiele wskazuje na to, że to wtedy wyklarowała się jego nowa wersja geopolitycznego realizmu. Gdy wyzdrowiał, wyjechał do Radości k. Warszawy i tam wpadł mu w ręce numer „Tygodnika Powszechnego” z fragmentem powieści „Bolesław Chrobry” jego wileńskiego przyjaciela Antoniego Gołubiewa. Wrócił do Jasienicy i tam do stycznia 1946 r. spisał wojenne wspomnienia.

Realizm nie był sprzeczny z wiernością: Beynar uzgodnił ze swym dowódcą Szendzielarzem, że zajmie się pracą pisarską i będzie używał pseudonimu Paweł Jasienica. Wkrótce, w ślad za Gołubiewem, przybył do Krakowa.

Pierwszy tekst podpisany nowym pseudonimem, "Problemy słowiańskiego porozumienia", ogłosił 17 lutego 1946 r. w katolickim i prokomunistycznym tygodniku "Dziś i Jutro" Bolesława Piaseckiego; z wyjątkową godnością przedstawiał wiekowy bilans stosunków polsko-rosyjskich. Tego samego roku nawiązał współpracę z "Gościem Niedzielnym" i z ostro opozycyjnym wobec władz "Tygodnikiem Warszawskim".

Jak widać, szukał trochę po omacku. Była jednak dla niego jasna potrzeba związania się z szeroko pojętym obozem katolicyzmu - ten liberał, wręcz libertyn, pojmował to jako walkę o tradycję i kulturę. Drogowskazem stał się "Tygodnik Powszechny" Jerzego Turowicza: już 24 marca 1946 r. opublikował tu Jasienica tekst o Kościuszce, a w czerwcu, za protekcją Gołubiewa, został członkiem redakcji "TP".

Za swą misję uznał obronę dobrego imienia żołnierzy Września i AK - i całej polskiej historii. "Pisze się obecnie wiele o tym, co Polska zawdzięcza Rosji - zauważał w "Tygodniku". - Wydaje mi się więc słuszne wskazać i na to, co Rosja zawdzięcza Polsce". Polemizował z marksistowską "Kuźnicą", pisał z uznaniem o przedwojennej polityce Piłsudskiego (choć o sanacji wyrażał się nader krytycznie).

Tymczasem UB rozpracowało skład oddziału Szendzielarza i 26 czerwca 1948 r. aresztowało w Poroninie jego samego. 2 lipca Jasienica wpadł w kocioł zastawiony w Krakowie w mieszkaniu znajomych. Przewieziony do więzienia przy Rakowieckiej w Warszawie stał się obiektem śledztwa prowadzonego przez Lunę Brystygierową i Józefa "Jacka" Różańskiego. Wzięto go w dwa ognie: śledczych zarzucających mu udział w "bandzie Łupaszki" i Piaseckiego starającego się o jego uwolnienie. W rezultacie 26 sierpnia napisał memoriał polityczny.

Uznał, że nakazem chwili jest "intensywna walka o spolszczenie i utrzymanie Ziem Zachodnich", że Polska w bloku państw Zachodu byłaby niczym, więc swą pozycję musi budować w bloku wschodnim, że konieczny jest trwały sojusz z ZSRR; należy "definitywnie zlikwidować podziemie", ale też stworzyć warunki do współpracy różnych ideologii. Wypowiadając się z powściągliwym krytycyzmem o Łupaszce, zakończył elaborat słowami: "Żałuję tego, iż przeciwko tej stabilizacji walczyłem niegdyś orężem, potem wspierałem ją zbyt słabo ( ), a ostatecznie sam sobie uniemożliwiłem dalszą pracę dla Polski". Nazajutrz został zwolniony.

Memoriał Jasienicy czyta się dziś z mieszanymi uczuciami. A przecież nie powiedział tu nic, czego by nie wyznawał w życiu publicznym. Zarazem zetknięcie z machiną terroru nie wywołało żadnych zmian w "Tygodnikowej" publicystyce Jasienicy. Po wyjściu z więzienia nadal walczył o dobre imię Polaków. Nawet gdy o Powstaniu Warszawskim stwierdził, że było "wymierzone militarnie przeciwko Niemcom, politycznie przeciwko Sowietom, demonstracyjnie przeciw Anglosasom, a faktycznie przeciw Polsce" - widać w tym było rozpacz człowieka patrzącego na ruiny stolicy. Jasienica realista był wciąż Beynarem romantykiem.

AK-owiec w stalinizmie

Piasecki bez wiedzy i zgody Jasienicy wciągnął go w 1950 r. do tymczasowego zarządu kontrolowanego przez władze Caritasu. Pisarz, pomny długów wdzięczności wobec Piaseckiego, a zarazem świadom daremności protestów nie chciał swą funkcją kompromitować "Tygodnika", toteż zrezygnował z pracy w piśmie. Odtąd publikował głównie w "Słowie Powszechnym" (w silniejszej niż dotąd tonacji "antyzachodniej"), pisał też reportaże, które niebawem złożyły się na pierwszą większą książkę "Wisła pożegna zaścianek". Sławił plan sześcioletni, apoteozował przemiany na wsi, zgryźliwie wypowiadał się o Polsce przedwojennej. W kolejnych tomach reportaży entuzjazmował się rozwojem nauki i techniki w Polsce Ludowej. W 1951 r. podjął współpracę z "Życiem Warszawy", w 1952 również z "Nową Kulturą" i "Przeglądem Kulturalnym". Były to periodyki otwarcie już reżimowe.

  • 8 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    35 głosów