http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

I egalitarne, i elitarne. Studia wyższe. Pomysły rządu

Rozmawiał Adam Leszczyński
2010-03-10, ostatnia aktualizacja 2010-03-09 18:36

Trzeba wprowadzić system stypendialny i powszechne "kredyty na indeks" oraz zmniejszyć różnice jakościowe pomiędzy uczelniami w Warszawie a tymi 100 km od Warszawy. Dziś dystans między nimi jest zbyt duży. Rozmowa z Michałem Boni*

Michał Boni
Fot. Sławomir Kamiński / AG
Michał Boni
Adam Leszczyński: Jak jest ostatecznie z wprowadzeniem czesnego na studiach dziennych? Kiedy min. Kudrycka obejmowała urząd, mówiła, że należy je wprowadzić. Potem wydawało się, że rząd zmienił zdanie.

Michał Boni*: Zacznijmy od języka, którego się używa w tej debacie. Jeśli zaczynamy mówić o "odpłatności za studia", to natychmiast wchodzimy w debatę ideologiczną, spory konstytucyjne - moim zdaniem jest to zupełnie niepotrzebne i odsuwa realne problemy.

W XXI w. kluczowa jest powszechna dostępność do studiów wysokiej jakości, a nie to, czy się za nie płaci, choć efektywność finansowania szkolnictwa wyższego jest ważnym zadaniem. Od wiosny 2008 r. pojawiła się w naszych projektach idea "kredytu na indeks". I ona jest w nich nadal.

W grudniu rektorzy zaproponowali wprowadzenie powszechnego czesnego. Powiedzieli nawet, ile ma wynosić - 2,5 tys. zł rocznie. To bardzo konkretna kwota, a wszystkie projekty kredytów czy stypendiów są na razie mgliste. Nie skończy się tak, że trzeba będzie płacić, a kredytów i stypendiów będzie tyle, co teraz?

- Odwracam tę kolejność: najpierw muszą być powszechnie dostępne stypendia, kredyty, a dopiero potem można się zastanawiać, czy nie wprowadzić jakichś dodatkowych opłat - np. za studiowanie ponad zagwarantowane przez państwo minimum, czyli np. na drugim kierunku już dla samego siebie, nawet bez jakichś rewelacyjnych wyników. O takich rozwiązaniach dyskutuje się w innych krajach Europy.

Elementarny - ale wysokiej jakości - "koszyk" usług edukacyjnych musi być dostępny. Oczywiście można się tu spierać, czy np. znosić stypendia naukowe i poszerzać socjalne, co zaproponował Ernst & Young w raporcie o szkolnictwie wyższym przygotowanym na zlecenie rządu. Myślę, że można po prostu zacząć używać pojęcia "stypendium" w szerokim tego słowa sensie. Nie ma wtedy dyskusji, czy jest naukowe, czy socjalne, czy jeszcze inne. Uczelnie czy firmy mogą dodatkowo fundować stypendia rozwojowe, nagradzając wybitnych studentów.

Dlatego dyskutujmy o "kredycie na indeks" - ale powszechnie dostępnym, rozłożonym na lata i nisko oprocentowanym.

Kiedy w latach 90. wprowadzono kredyty studenckie, skończyło się to klapą. Studenci musieli przechodzić przez drobiazgowe procedury, udowadniać, że rodzice mają odpowiednio niskie dochody, znajdować żyrantów. Mało kto z tego korzystał.

- Takie wymagania są absurdalne! Ja rozumiem "kredyt na indeks" tak: "Jestem studentem i mam swoje potrzeby bez względu na to, czy rodzice mają więcej pieniędzy, czy mniej". Niepotrzebna nam biurokracja, potrzebne jest zrozumienie celu cywilizacyjnego i przełożenie go na prosty mechanizm zdrowego finansowania. Czesi wprowadzili rozwiązanie kredytowe, które polega na tym, że jeśli absolwent ma kłopoty na rynku pracy (czyli obiektywnie jest gorzej przygotowany), to część kredytu zwraca uczelnia. Jest to więc równoczesna stymulacja jakości oferty edukacyjnej uczelni.

Jak chcecie zagwarantować równy dostęp? Pamiętam badania socjologów, z których wynika, że biedniejsza rodzina więcej - proporcjonalnie do dochodów - wydaje na edukację. Biedni dźwigają więc większy ciężar od zamożniejszych, a ich dzieci dostają często gorsze wykształcenie.

- Dziś powszechność dostępu do różnych ścieżek przestała być przedmiotem dyskusji, tak jak w XX w. ubezpieczenia społeczne w oczywisty sposób zaczęły obejmować wszystkich. To jest w ogóle poza dyskusją.

Trzeba jednak rozróżnić dwie rzeczy. Pierwsza to efektywność systemu edukacji, czyli to, żeby nie marnotrawił pieniędzy, niezależnie od tego, czy są publiczne, czy prywatne. Trzeba kształcić dobrze, ale i konkurencyjnie. Druga kwestia - system musi być egalitarny, czyli stwarzać odpowiednie ramy do tego, aby można było się uczyć, ale i równocześnie elitarny, to znaczy nastawiony na łowienie i promowanie talentów. Bo od powszechności edukacji na poziomie wyższym zależy jakość kapitału ludzkiego w Polsce, a od umiejętnego wyławiania w systemie edukacyjnym talentów zależy kreatywność. To są fundamenty przyszłych przewag konkurencyjnych polskiej gospodarki.

Jesteśmy społeczeństwem, które przeszło przez boom edukacyjny - to, przez co świat rozwinięty przechodził 30-40 lat temu. Od lat 90. większość Polaków traktuje edukację jak inwestycję - z przekonaniem, że im wyższy poziom wykształcenia, tym większe szanse na rynku pracy.

Pamiętam badania, z których wynikało, że na początku XXI w. w województwie podlaskim w strukturze wydatków domowych najbardziej wzrosły wydatki na edukację. To pokazuje, jak bardzo zmieniły się priorytety Polaków. Po wejściu do Unii Europejskiej podobne badania zrobiono na wsi - i okazało się, że tam nadwyżki dochodów po raz pierwszy w historii przeznacza się na edukację dzieci i młodzieży.

Ten boom mamy już za sobą. Teraz kluczowa jest jakość szkolnictwa. Dostępne, efektywne nauczanie, dobrze wydatkowany pieniądz, personalizacja nauczania - bo ludzie są różni, a np. edukacja niepełnosprawnego niekiedy musi wyglądać inaczej. Dlatego zaczynamy pracę nad zmianą sposobu przyznawania dotacji dla uczelni i systemem motywacyjnym dla nauczycieli. A równocześnie powinniśmy dążyć do powszechności systemu stypendialnego, który będzie umożliwiał studiowanie ludziom z różnych kręgów społecznych, o różnych dochodach - o czym wspomniałem już wcześniej. Pewnie, że cały czas mamy różnice w efektach edukacji i jakości oferty - między miastem a wsią, między miastami o różnej wielkości, chociaż najbardziej te różnice urosły w ostatnich latach w dużych metropoliach. Te nierówności edukacyjne muszą być na celowniku polityki państwa, zarówno jeśli chodzi o politykę regionalną, jak i edukacyjną, czy warunki dla poprawy jakościowej oferty szkół wyższych.

W Ameryce osoby z "gorszych" środowisk mają często łatwiejszy wstęp na uniwersytet. To odpowiednik dawnych "punktów za pochodzenie" w PRL, które u nas są - jak się wydaje - gruntownie skompromitowane. Co innego można zrobić w Polsce, żeby zapewnić równy dostęp?

- Myślę, że w najbliższych kilku latach kluczowa jest jakość oferty edukacyjnej na uczelniach. Jeśli dziś dzieci z bogatszych rodzin mają dostęp do publicznych uczelni, to bierze się to w znacznej mierze stąd, że dostępność uczelni prywatnych jest lepsza, bo są w całej Polsce, a publiczne tylko w dużych miastach.

Trzeba więc wprowadzić system stypendialny i powszechne "kredyty na indeks", a przy tym powinny się zmniejszyć różnice jakościowe - np. pomiędzy studiowaniem w Warszawie a 100 km od Warszawy. One całkowicie nie znikną, bo wszędzie na świecie są lepsze i gorsze szkoły, ale dziś dystans jest zbyt duży.

Dlatego już wkrótce wprowadzimy zasadę, wedle której uczelnie będą wydawały dyplomy z własnym godłem, a nie - jak ma to miejsce obecnie - dyplomy państwowe. Dzięki temu uczelnie będą ponosiły większą odpowiedzialność za wydawane dyplomy, co w rezultacie ma skłonić je do konkurowania marką dyplomów, a więc poprawienia jakości edukacji. To wszystko, co opowiadam, jest w pakiecie przygotowanym przez minister Kudrycką.

Potrzebny jest też system doradztwa zawodowego, jaki funkcjonuje na Zachodzie - który będzie stymulował racjonalny wybór studiów.

  • 5 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Whitney Houston nie żyje

Mariah Carey, Alicia Keys, Rihanna, Justin Bieber - największe gwiazdy muzyki mówią dziś i piszą, że Whitney Houston była dla nich wzorem i inspiracją