Maraton wyborczy 2010-11 rozstrzygnie o kształcie polskiej sceny politycznej co najmniej na najbliższe pięć lat. Partia, która wygra wybory prezydenckie, może liczyć na premię w wyborach samorządowych i parlamentarnych w 2011 r.
PO: Nie dać się wyprzedzić Kaczyńskim Platforma chce wystartować z intensywną kampanią tuż po majowym kongresie, który zatwierdzi kandydata w wyborach prezydenckich. I będzie tę kampanię prowadzić też latem.
W sztabie PO będą najprawdopodobniej wiceszef klubu Sławomir Nowak (szef kampanii parlamentarnej PO z 2007 r., najbardziej prawdopodobny szef sztabu w kampanii prezydenckiej), przewodniczący klubu PO
Grzegorz Schetyna, wiceszef klubu Rafał Grupiński i zaufany doradca PO Maciej Grabowski (właściciel firmy PR, poza partią) odpowiedzialny za badania. To oni - razem z Donaldem Tuskiem - przygotowują koncepcję kampanii.
PO chce połączyć kampanię prezydencką z samorządową. Wybory samorządowe będą zaraz po drugiej turze wyborów prezydenckich (listopad lub grudzień). Wygrana partia będzie mogła liczyć na to, że sukces poniesie ją też do zwycięstwa w samorządach. Platforma chce walczyć o prezydentów wielkich miast - m.in. Warszawy (Hanna Gronkiewicz-Waltz chce starać się o drugą kadencję), Krakowa (rządzi tu popierany przez
SLD Jacek Majchrowski), Gdańska (rządzi Paweł Adamowicz z PO), Poznania (prezydent Ryszard Grobelny, który najprawdopodobniej będzie walczył o reelekcję, zapisał się właśnie do PO) czy Wrocławia (obecny prezydent Rafał Dutkiewicz w 2006 r. startował w wyborach z poparciem PO i PiS, ale PO wystawi teraz europosła Jacka Protasiewicza).
Wszystkie partie nastawiają się na ostry bój o sejmiki wojewódzkie. To marszałkowie województw decydują bowiem o podziale unijnych funduszy. PO, która współrządzi dziś z
PSL w prawie wszystkich sejmikach (oprócz podkarpackiego, gdzie większość ma PiS), będzie chciała utrzymać ten stan posiadania.
- Trzeba wykorzystać efekt synergii. Tysiące kandydatów lokalnych musi zaangażować się w kampanię naszego kandydata na prezydenta. A kandydat będzie ich wspierał, podróżując po kraju - mówi wiceszef klubu PO Sławomir Nowak.
Przewodniczący klubu Platformy Grzegorz Schetyna: - Kampania prezydencka nie będzie kampanią telewizyjną czy billboardową. Musi dotrzeć na sam dół i przekonać ludzi, że warto na nas zagłosować nie tylko w wyborach prezydenckich, ale także w samorządowych.
Zresztą billboardów z kandydatami będzie mniej niż w 2005 roku, bo parlament zakazał reklamowania się partii na billboardach o powierzchni powyżej 2 m kw.
Platforma liczy na to, że pomogą jej prawybory, które już dziś mobilizują partyjne struktury. Żeby mieć ludzi gotowych do zaangażowania się w kampanię w każdej gminie, PO przeprowadziła niedawno akcję na wsi.
Partia Tuska będzie też chwalić się dokonaniami rządzących dziś samorządowców. - Pokażemy skutecznych ludzi, np. prezydent Warszawy Hannę Gronkiewicz-Waltz, która rozpoczęła obiecywane od lat inwestycje - obniżyła koszty budowy mostu Północnego, a przed wyborami samorządowymi ma zacząć budowę drugiej nitki metra - mówi jeden z doradców Platformy.
Osłabić PiS, ale nie zabić Osią kampanii prezydenckiej, samorządowej i wydaje się, że również parlamentarnej, będzie narzucone przez Tuska hasło modernizacji Polski. Premier, rezygnując z prezydenckiego wyścigu, przedstawił w styczniu ambitny plan reform i nadganiania różnic cywilizacyjnych rozpisany na dwie kadencje (m.in. reforma finansów publicznych, emerytur, szerokopasmowy internet w całej Polsce, budowa żłobków na wsiach i nowoczesnych centrów kultury). Inne ugrupowania będą musiały się do tego odnieść. Wygra partia, która przekona Polaków, że będzie najskuteczniejsza w skracaniu dystansu między Polską a najlepiej rozwiniętymi europejskimi krajami.
- Kluczem do modernizacji są wybory parlamentarne. Ale żeby skutecznie modernizować kraj, musimy mieć prezydenta, który nie będzie wetował wszystkich reform jak Lech Kaczyński. Musimy mieć sejmiki nadzorujące wydawanie unijnych funduszy. Dlatego ta kampania będzie dramatem w trzech aktach - mówi Schetyna.
PO i PiS będą próbowały przenieść wyborczy wyścig na wojnę PO - PiS i odgrzać emocje z 2007 r. To one zmobilizowały wyborców, by poszli do urn, żeby odsunąć PiS do władzy. - Ta kampania będzie zderzeniem dwóch wielkich armii, dwóch koncepcji państwa, naszej i PiS - nie kryje Schetyna.
Z punktu widzenia PO i PiS taka polaryzacja sceny politycznej jest korzystna - im słabszy PiS, tym silniejsza Platforma, i odwrotnie. A SLD i PSL są daleko w tyle.
- Z jeden strony jest emocja, żeby dobić PiS i na trwałe odsunąć ich od władzy. Ale z drugiej - gdyby ich zabrakło i mielibyśmy naprzeciw nowoczesną europejską centrolewicę, to moglibyśmy tylko pomarzyć, żeby mieć 58 proc. poparcia w sondażach po dwóch latach rządzenia. Problem polega więc na tym, jak zrobić, żeby zabić PiS, ale żeby on jednak ciągle był- mówi zaufany doradca Platformy.
Paradoksalnie wysokie sondaże nie służą PO w kampanii. Elektorat Platformy jest mniej zdyscyplinowany niż wyborcy PiS. Woli grillować, niż głosować. Sztabowcy PO będą musieli znaleźć sposób na zmobilizowanie ludzi, żeby poszli do urn.
- Naszym najlepszym sprzymierzeńcem jest Jarosław Kaczyński - powiedział niedawno poseł PO Sebastian Karpiniuk.