http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Matma - jakie to nudne. Nie da się tego oglądać!

Aleksandra Pezda
2010-03-09, ostatnia aktualizacja 2010-03-10 18:38
Fragment telewizyjnego spotu
Fragment telewizyjnego spotu
Interklasa.pl

Aż 19 mln zł wydała Centralna Komisja Egzaminacyjna na kampanię, która ma promować matematykę. W tym roku po ponad 20 latach przedmiot wraca jako obowiązkowy na maturę. Kampania reklamowa ma pomóc maturzystom pogotować się do egzaminu, a jednocześnie przełamać w społeczeństwie negatywne podejście do matematyki. Jej hasło brzmi: "MATMA - jakie to proste!".

Fot. Krzysztof Koch / Agencja Gazeta
Fot. Krzysztof Koch / Agencja Gazeta
Założenie słuszne - uczniowie matematyki się boją i uciekają od niej. Niechętnie ją wybierają jako przedmiot maturalny, niechętnie wybierają się na studia, gdzie jest wymagana. Już nawet nie każda politechnika wymaga od kandydatów matury z matematyki, byle w ogóle chętnych do studiowania znaleźć.

To oczywiście groźne. Według badań OBOP w 2013 r. w naszym przemyśle może zabraknąć ponad 46 tys. inżynierów, a w usługach - 22 tys. specjalistów. A problem jest nie tylko polski - w całej UE trwa odwrót od kierunków ścisłych i technicznych. Brakuje inżynierów.

Reklamowe spoty edukacyjne nadaje TV 4. Do kwietnia ma ich być aż 75.

W pełni rozumiejąc potrzeby kampanii na rzecz matematyki, obejrzałam więc kilka jej pierwszych odcinków. Niestety, nie przekonały mnie. Nie nauczyły niczego. Doświadczyłam tylko, jak bardzo mylące jest hasło kampanii CKE. I to wcale nie z winy matematyki.

Spoty zrealizowane zostały według prymitywnego pomysłu: młody człowiek pod tablicą tłumaczy, jak rozwiązać zadanie, w tle usypiająca muzyka. Autor scenariusza prawdopodobnie pomyślał, że jeśli nudnego matematyka z nudnego wykładu wymieni na kogoś atrakcyjnego dla uczniów, to wykład też zyska.

Nie da się tego oglądać! Narratorzy odczytują wzory, które pojawiają się na ekranie, za nimi. W dodatku używają zwrotów jak z najbardziej kostycznego i przestarzałego podręcznika, w rodzaju: "zatem, ujmując rzecz matematycznie, rozważmy okrąg o promieniu R i zadajmy pytanie..." .

A jakie to są pytania? Na przykład taki frapujący problem: "Wyobraźmy sobie, że ziemia opasana jest wzdłuż równika obręczą. O ile musielibyśmy wydłużyć obręcz, aby między nią a ziemią mógł przecisnąć się jamnik?". A co mnie to w ogóle obchodzi? Nie mam jamnika, a gdybym miała, w kosmos go nie wyślę. W dodatku autor przyjął abstrakcyjnie, że jamnikowi wystarczy szczelina szerokości 10 centymetrów (samemu się trzeba domyślić, że 10 cm, które nagle pojawia się we wzorze, to właśnie miejsce dla jamnika). I dopiero na końcu bąknął, że w podobny sposób można obliczyć, jaki pasek należy kupić, jeśli trochę przytyjemy.

Dlaczego tak to wygląda? Przyczyna tkwi w tym, że kampania jedynie stwarza pozory przydatności. Dlatego właśnie w zadaniu o lokatach bankowych autor zaokrąglił liczby w górę, jak przy obliczeniach matematycznych, choć banki tak nie robią, i w dodatku pominął tzw. podatek Belki. Dlatego też w zadaniu statystycznym podał przykład błędnie sformułowanych badań (cel: pokazać różnice skuteczności szczepionki w zależności od płci, ale próba to 100 kobiet i 100 tys. mężczyzn). Sztuka dla sztuki.

Co na to maturzyści? Tylko nieliczni odwiedzają portal, gdzie można oglądać spoty (www.interklasa.pl). Mimo zachęty: "Pokażemy ci, jak w łatwy sposób zrozumieć tematy maturalne". Jakie opinie znalazłam w ubogim forum? "Przykłady mało praktyczne, poziom trudności głęboko poniżej poziomu szkoły średniej".

Czy telewidz wytrzyma prawie czterominutowe gadanie o wzorach? Na ekranie nie dzieje się nic. Wystarczy, że na chwilę odwróci wzrok - co słyszy? Przykład: "Za duże r możemy podstawić r małe plus jedna dziesiąta... a po wymnożeniu otrzymamy sR duże równa się dwa razy pi razy r małe plus dwa pi przez dziesięć".

Czasem też może wyłuskać "odkrywczy" wniosek: "Jeśli porównamy oba rachunki, okaże się, że 57 studziesiątych jest mniejsze od 64 studziesiątych". Brawo!

Telewidz nie jest jednak dla CKE problemem. Dyrektor CKE Krzysztof Konarzewski sam przyznaje, że spoty umieścił w "paśmie niszowym". - Tylko na takie było nas w tej kampanii stać - mówi. TV 4 skupia niespełna 2 proc. rynku telewizyjnego (dla porównania: TVP 1 - 21 proc., TVN -14 proc.), a ogląda ją najczęściej widz w wieku 50 + (dane za styczeń, za AGB Nielsen Media Research).

Kampanię finansuje CKE z pieniędzy UE. Zaplanowało ją Optimum Media OMD, a za kreację odpowiada poważna i nagradzana agencja DDB (autor np. spotów o polskim piwie, chętnie wypijanym przez Czechów). Ponad 10 mln zł pochłonęły koszty emisji. Reszta, CZYLI 9 MLN, poszła na produkcję spotów. Autorami scenariuszy są podobno matematycy z Uniwersytetu Warszawskiego.

Ratuje ją jedynie tzw. część wizerunkowa - sześć dodatkowych spotów, które można oglądać w popularnych stacjach telewizyjnych. W nich pasjonaci i tzw. ludzie sukcesu opowiadają, do czego im się przydała matematyka: m.in. fotograf Wojciech Wieteska zachwyca się, że piękno ludzkiej twarzy określa geometria, a żeglarka Marta Sziłajtis-Obiegło opowiada, jak oblicza, ile ma czasu na bezpieczny sen podczas samotnego rejsu. To zostało zrealizowane w wysublimowanej, nowoczesnej estetyce. I nie ma większego znaczenia nawet to, co odkryła "Rzeczpospolita" (1 marca), że w spocie z żeglarką agencja reklamowa tak uprościła matematyczny wzór, iż stracił on sens. Bo przecież spot i tak ogląda się przyjemnie, a wzoru nikt się z niego nie będzie uczył.

Ważniejsze jest pytanie - kogo to właściwie obchodzi?

Kogo do matematyki zachęci zdanie: "To nieprawdopodobne, że o pięknie liści i urodzie człowieka decyduje to samo"?

Kogo do podjęcia matematycznych trudów zanęci wizja samotnego rejsu dokoła świata? Amatorzy żeglarskiej przygody prędzej zrezygnują z tego sportu, niż rzucą się do podręczników.

Nie bez kozery w pragmatycznych USA kampania popularyzująca matematykę pokazuje "zwykłych ludzi" - sprzedawca, farmer, bizneswoman, gimnazjaliści mówią, w czym matematyka pomaga im na co dzień. Amerykańska kampania ma prosty cel - przekonać ludzi, że z matematyką łatwiej żyć. My tu w Polsce mamy inne priorytety.

Jeden z nich brzmi: wydać szybko pieniądze unijne, bo jeszcze nam je UE wycofa.

  • 74 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    15 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':