http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Stracone pokolenie. Najnowsza polska emigracja

Rozmawiał Jacek Pawlicki
2010-03-09, ostatnia aktualizacja 2010-03-09 15:01

Nie wyjeżdżają ludzie słabi, tylko tzw. pionierzy, ci dynamiczni, gotowi na wszystko. A wyjazd "pionierów" z Polski B powoduje jeszcze większy marazm i zastój. Rozmowa z prof. Krystyną Iglicką*

8 grudnia 2007 r., sklep
fot. Przemyslaw Kozlowski / AG
8 grudnia 2007 r., sklep "Malinka" w Slough pod Londynem. W 40-tysięcznym...
Brytyjskie media raz po raz informują, że polscy imigranci wracają z Wysp. Ale to chyba myślenie życzeniowe, bo przecież nie ma żadnej wielkiej fali powrotów...

- Zacznijmy od tego, że mówimy o 2 mln emigrantów, głównie młodych ludziach, z czego 700 tys. jest na Wyspach Brytyjskich. Aż 70 proc. z tych 2 mln przebywa za granicą więcej niż rok. Według wszelkich definicji są oni już rezydentami krajów, w których mieszkają.

Wróciło 60 tys. ludzi, z czego z Wielkiej Brytanii - 40 tys. Nie ma więc masowych powrotów, są tylko misje eksploracyjne. Przyjeżdżają na chwilę do Polski, sprawdzają, jak tu się żyje, i wracają za granicę.

Polacy wciąż próbują znaleźć swoje miejsce gdzieś w Europie. To dlatego w czasie kryzysu wzrosła liczba polskich emigrantów w Danii, Holandii i Norwegii.

Emigracja po 2004 r. była do pewnego stopnia eksportem bezrobocia. Spowodowało ją kilka czynników strukturalnych. Jeśli je zrozumiemy, to przekonamy się, że oni nie mają do czego wracać.

Po pierwsze, wyjechało pokolenie wyżu demograficznego lat 80., którego polski rynek pracy nie mógł wchłonąć. Po drugie, ci młodzi ludzie stali się ofiarami ogromnego niedopasowania polskiego systemu edukacyjnego do rynku pracy. Mieliśmy po prostu nadprodukcję humanistów. Ci humaniści desperacko wybrali za granicą legalną pracę fizyczną poniżej swych klasyfikacji.

Niby żadna praca nie hańbi, studenci na Zachodzie też pracują fizycznie w czasie wakacji. Ale taka praca Polaków, którzy wyjechali sprzątać czy zmywać naczynia, zaczyna się wydłużać. Trwa nawet pięć lat. Część z nich próbowała wracać, inni zastanawiają się, badają, co dzieje się w Polsce.

Ci, którzy decydują się wracać, myślą tak: to, co przeżyłem, to była trauma emigracji, robiłem to dla pieniędzy, ale po powrocie do Polski chcę być historykiem sztuki, prawnikiem, bankowcem, itd. Ale, niestety, nie ma dla nich miejsca w tych zawodach.

Oni nie są atrakcyjni dla polskiego pracodawcy, co potwierdzają moje badania i badania Lewiatana na 500 przedsiębiorcach. CV tych emigrantów wcale się nie wzbogaciło, poza może wpisami o pracy w barze czy opiece nad dziećmi. Ich dobry angielski jest mitem. W Wielkiej Brytanii Polacy pracują głównie wśród swoich i - ewentualnie - Słowaków czy Litwinów. Dogadują się tak, jak mogą, niekoniecznie po angielsku. Na naukę nie mają za bardzo czasu.

Jest jeszcze jeden ważny problem psychologiczno-ekonomiczny. Ci ludzie wyjeżdżali za granice z myślą, że tam się czegoś dorobią, że wrócą i będą mieli czym się pochwalić. Ale mówiąc potocznie - nie odkuli się, a w Polsce wzrosły ceny. O kredyt na mieszkanie nie jest łatwo itd. W dodatku wracający muszą zaakceptować to, iż będą dostawać 2-2,5 tys. złotych, podczas gdy tam zarabiali 8-9 tys. I choć były to stawki "pakistańskie", to mogli z tych pensji coś odkładać, by np. przesłać parę groszy rodzinie w Polsce.

Przeprowadziłam wiele wywiadów z powracającymi. Jedna z dziewczyn opowiadała mi, jak po powrocie do kraju dostała swój pierwszy pasek z pensją, na którym widniała suma 1,5 tys. zł. Rozpłakała się.

Musimy też pamiętać, że emigracja zmienia ludzi: otwiera się przed nimi wielki świat, żyje się w innej kulturze, oddycha się innym powietrzem, widzi się kolorowych ludzi na ulicach. Będąc tam, nie czujemy się dobrze, bo jesteśmy emigrantami. Ale wracając do Polski, zaczynamy się czuć ciasno, jesteśmy zagubieni. Więc też jest niedobrze.

Czyli od 2004 r. z Polski wyparowało 2 mln ludzi. Wszyscy znaleźli się w jakimś czyśćcu - nie są już Polakami z Polski, ale nie są jeszcze Brytyjczykami, Holendrami czy Belgami...

- Wystarczy prześledzić emigranckie fora internetowe - jaka tam panuje frustracja! Dla tych ludzi Polska jest macochą. Oskarżanie Polski to oczywiście mechanizm obronny, bo nikt nie wyrzucał tych ludzi z kraju. Ale też nikt nie spodziewał się tak ogromnej fali emigracji. Analizy sporządzone przed 2004 r. mówiły np., że do Wielkiej Brytanii wyjedzie 40 tys. ludzi

Te analizy były zrobione na potrzeby negocjacji z UE, gdzie swoboda przepływu siły roboczej była jednym z najtrudniejszych problemów.

- Ale my się naprawdę nie spodziewaliśmy, że wyjedzie tak dużo ludzi. Jakby wówczas Niemcy otworzyły od razu swój rynek pracy, wyjechałoby jeszcze więcej. To byłaby katastrofa. Ale ostatnie restrykcje na niemieckim rynku pracy zostaną zniesione w 2011 r. Możemy spodziewać się kolejnej fali.

To, co pani mówi, jest bardzo smutne. Wyjechało przecież młode pokolenie, które mogło się przysłużyć Polsce.

- To prawda, ale każdy ma swój bilans korzyści i strat. Proszę zwrócić uwagę, że wyemigrowali ludzie z biednych regionów, jak: Podkarpackie, Lubelskie, Mazurskie, Zamojskie. Z Polski "B". A każda teoria emigracji mówi, że nie wyjeżdżają ludzie słabi, tylko tzw. pionierzy, ci dynamiczni, gotowi na wszystko. Wyjazd "pionierów" z tak słabych regionów powoduje jeszcze większy marazm i zastój. Rodzi się pytanie: co stanie się z Polską "B", która traci swoich młodych? Kto tam przyjedzie zamiast nich? Warszawa się przecież nie przeniesie! Przyjedzie troszkę cudzoziemców zza wschodniej granicy, ale po to, by pohandlować na placyku, a nie osiedlić się.

Emigracja zarobkowa na Wyspy z Europy Środkowej, której większość stanowili Polacy, była największą imigracją w historii tego kraju. Czy Polacy zmienili Wielką Brytanię?

- Polacy stali się czwartą grupą etniczną w Wielkiej Brytanii. Na pewno ją zmienili. Otwarcie się na Polaków to była świadoma polityka rządu w Londynie po zamachach 11 września. Mam dokumenty, z których wynika, że ówczesny premier Tony Blair był nastawiony na zmianę krajobrazu etnicznego. Chodziło o to, żeby przybysze z nowych państw UE odświeżyli mieszankę etniczną. Blair miał przeczucie, że to będzie korzystne.

  • 1
  • 1
  • 366 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    198 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':