http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Co ty wiesz o Polakach. Diagnoza społeczna 2009

Witold Gadomski Gazeta Wyborcza
2010-03-08, ostatnia aktualizacja 2010-03-08 13:42

Tacy jesteśmy - zamknięci w sobie, skupieni na swoich rodzinach, nieufni wobec tego, co na zewnątrz. Wartości rodzinne są przez Polaków przeceniane - wynika z badań socjologicznych

12 listopada 2006 r. Gdańsk, Obwodowa Komisja Wyborcza nr 44. Na wójtów, burmistrzów i prezydentów miast głosowało 45,91 proc. wyborców
fot. Dominik Sadowski / AG
12 listopada 2006 r. Gdańsk, Obwodowa Komisja Wyborcza nr 44. Na wójtów...
My, publicyści, podobnie jak politycy nieustannie wypowiadamy się w imieniu społeczeństwa. "Ludzie mają już dosyć...", "Polacy pragną...", "Wyborcy są " - to zwroty pojawiające się w debacie publicznej. A co naprawdę wiemy o społeczeństwie?

Pewnej wiedzy dostarczają badania opinii publicznej zamawiane przez media. Każde wydarzenie, bulwersujący fakt są poddawane obróbce ośrodków sprawdzających, co społeczeństwo na ten temat myśli. Badania ad hoc mają wady wynikające z doraźności, szybkości, a także nadmiernej medialności.

Jeśli chcemy się dowiedzieć, jak Polacy myślą, czego pragną, a czego się obawiają, powinniśmy przestudiować "Diagnozę społeczną" - raport z badań prowadzonych przez grupę naukowców pod kierunkiem prof. Janusza Czapińskiego od dziesięciu lat na dużej grupie gospodarstw domowych i indywidualnych respondentów. Od doraźnych badań zamawianych przez media różnią się one nie tylko zachowaniem znacznie wyższych standardów statystyki, wykorzystaniem profesjonalnych ankieterów GUS, ale przede wszystkim rozległością i systematycznością.

Pierwsze badania zostały przeprowadzone w 2000 r., następne trzy lata później. Kolejne trzy pomiary odbyły się w odstępach dwuletnich. W 2009 roku ankieterzy dotarli do 12 tys. 381 gospodarstw domowych oraz 26 tys. 178 indywidualnych respondentów. Wyniki znamy od pół roku. Wielokrotnie prezentował je w mediach prof. Czapiński, lecz w dyskusjach o nas samych, o tym, czego chcą wyborcy, o przemianach społecznych wciąż posługujemy się intuicją, zamiast sięgać do wiarygodnych danych.

Najciekawsze w "Diagnozie społecznej" są opinie Polaków o sprawach publicznych. Trawestując Spinozę: gdy krytycznie mówimy o rządzie, prawie, podatkach, niekoniecznie świadczy to negatywnie o sferze publicznej, ale częściej o nas samych.

Obyśmy zdrowi byli

Na pytanie o najważniejszy warunek udanego, szczęśliwego życia ponad 60 proc. Polaków odpowiada zdrowie, blisko 60 proc. - udane małżeństwo, 40 proc. - pieniądze. Nie są to wyniki zaskakujące. Zastanawia co innego. Polacy nisko sobie cenią wartości wyższego rzędu. Zaledwie 3 proc. do warunków udanego życia zalicza wolność, 4,5 proc. - wykształcenie, 3 proc. - silny charakter. Może najbardziej zaskakujące jest to, że jedynie 4 proc. Polaków uważa przyjaźń za wartość niezbędną dla udanego życia.

Kobiety w stopniu większym niż mężczyźni cenią sobie wartości związane z rodziną, znacznie mniej z autokreacją. Niecałe 2 proc. kobiet uznaje wolność za warunek szczęśliwego życia (dwukrotnie mniej niż w przypadku mężczyzn), niecałe 3 proc. ceni sobie silny charakter, 3,8 proc. - wykształcenie. Co ciekawe, podobny odsetek mężczyzn i kobiet uważa, że uczciwość jest warunkiem udanego życia - jedynie nieco ponad 8 proc. Dla kobiet znacznie rzadziej niż dla mężczyzn ważna jest praca, przyjaciele, a nawet pieniądze, a za to znacznie częściej dzieci i Bóg.

To obraz jak z koszmarnego snu feministki: pozbawiona charakteru i ambicji zawodowych kobieta, otoczona gromadką dzieci, oczekuje męża powracającego z pracy, którą ten zresztą niespecjalnie ceni. Obawiam się, że to bliższe rzeczywistości niż reportaże o silnych, ambitnych kobietach szukających realizacji w życiu zawodowym i publicznym.

Zgodnie z przewidywaniami w grupie respondentów młodszych, lepiej wykształconych, pochodzących z dużych miast wartości rodzinne są nieco mniej cenione, a nieco bardziej wartości "wyższego rzędu". Niestety, to "nieco" jest naprawdę niewielkie. Jedynie 6 proc. młodych ludzi - do 24 lat - uważa, że wolność jest warunkiem udanego życia, 15 proc., że wykształcenie, niecałe 5 proc. - szacunek otoczenia, 7 proc. - uczciwość.

Wprawdzie aż 85 proc. respondentów uważa, że to, jak żyją, zależy w dużym stopniu od nich, ale aż 60 proc. dodaje, że także od władz.

O dziwo, aż 67 proc. Polaków uważa swoje życia za udane (z różnymi odcieniami), choć jedynie 2,7 proc. za wspaniałe.

Nie mam zdania

Na pytanie: Jak Pan(i) ocenia nowy podział administracyjny kraju w porównaniu ze starym?, ponad 50 proc. Polaków odpowiada: nie mam zdania. Procent ten nieznacznie spada (do 45 proc.) w mniejszych miejscowościach, gdzie władza lokalna jest bardziej widoczna. Wszędzie jednak przeważają negatywne oceny reformy administracyjnej (średnio 19 proc. ocenia ją pozytywnie, 31 proc. negatywnie).

To zaskakujące, gdyż reforma administracyjna budziła najmniej kontrowersji w dyskusjach prowadzonych w mediach, a fachowcy oceniają, że przybliżyła urzędy do obywateli. Reforma administracyjna wpłynęła na rozwój demokracji lokalnej, dała obywatelom możność wyboru wójtów, burmistrzów, radnych. Okazuje się, że połowie Polaków są to sprawy zupełnie obojętne, a ci, którzy mają na ten temat zdanie, oceniają je raczej negatywnie. Wprawdzie pytanie dotyczyło tylko nowego podziału administracyjnego (obowiązującego od 12 lat), ale sądzę, że odpowiedzi pokazują po prostu brak zainteresowania polityką na każdym szczeblu. Popatrzmy bowiem na kolejne pytanie: Czy uważa Pan(i), że władze gminy dobrze go(ją) reprezentują? Tak odpowiada zaledwie 14 proc., nie - 31 proc., a 55 proc. nie ma zdania. Nawet w małych miejscowościach, gdzie wójt lub burmistrz jest sąsiadem, a próg wejścia do lokalnej polityki niski, dwukrotnie więcej respondentów uważa, że samorząd źle reprezentuje ich interesy.

Odpowiedź "nie mam zdania" przeważa też w innych pytaniach dotyczących reform mających oczywisty wpływ na życie każdego człowieka. Gdy jednak pada pytanie: Czy jest Pan(i) zorientowany(-a), w jakim urzędzie może załatwić swoje sprawy?, blisko 80 proc. odpowiada: tak.

Nasza chata skraja

56 proc. respondentów odpowiada, że nie obchodzi ich informacja, że ktoś uchyla się od płacenia podatków. Dla 36 proc. jest to informacja istotna. Wyższe wykształcenie, mieszkanie w dużym mieście, młodszy wiek tylko w nieznacznym stopniu zwiększają zainteresowanie przypadkami nadużyć podatkowych. Unikanie cła (czyli przemycanie towarów) jest faktem obojętnym dla 60 proc. respondentów. Podobnie wygląda rozkład odpowiedzi na pytania o sytuacje, gdy ktoś nie płaci za przejazd środkami publicznymi i za korzystanie z energii elektrycznej. 7 proc. ludzi nie potrafi się ustosunkować do faktu, że ktoś niesłusznie pobiera zasiłek dla bezrobotnych. Połowa pozostałych uważa pobieranie lewych zasiłków za nieistotne, połowa za godne uwagi. Są to wyniki przerażające. Przynajmniej połowa Polaków nie jest zbulwersowana faktem, że ktoś wyłudza publiczne pieniądze. Pytania były tak sformułowane, by skłonić respondentów do szczerych odpowiedzi. Dlatego ankieterzy nie pytali o aprobatę patologicznych sytuacji, lecz jedynie o zainteresowanie się nimi.

Co dziwniejsze, większości respondentów nie interesuje to, że ktoś nie płaci czynszu za mieszkanie. Czyżby tak trudno było zrozumieć, że jeśli mój sąsiad nie płaci czynszu, np. w spółdzielni mieszkaniowej, to żyje na mój koszt?

My - dobrzy, oni - źli

Polacy są zadowoleni ze swych dzieci (ponad 90 proc.), ze swego małżeństwa (blisko 90 proc.), ze swego wykształcenia (57 proc.), ze swego życia seksualnego (76 proc.), z pracy (ponad 70 proc.), a nawet z bezpieczeństwa w okolicy (blisko 60 proc.) i panujących w otoczeniu norm moralnych (55 proc.). Nie są zadowoleni z poziomu swego życia, choć tylko 38 proc. ocenia go jednoznacznie negatywnie (33 proc. ani dobrze, ani źle), a najbardziej nie podobają się Polakom instytucje publiczne.

Tylko niecałe 8 proc. respondentów ma zaufanie do Sejmu, nie ufa mu ponad 62 proc. Wprawdzie w poprzednich edycjach "Diagnozy społecznej" nie było pytań o zaufanie do instytucji publicznych, ale z innych badań wiemy, że zaufanie do Sejmu spada od 20 lat. Nasz parlament nie jest tu bez winy. Postrzegany jest przez społeczeństwo jako miejsce gorszących kłótni, a nie kuźnia nowego prawa. Tyle że każde kolejne prawo, nawet sensowne, jest przez Polaków oceniane jako gorsze od tego, które było. W gruncie rzeczy najwyższym zaufaniem cieszył się Sejm w latach 80., gdy nie był wybierany przez obywateli, ale mianowany przez grupę partyjnych działaczy. Według badań OBOP z 1988 roku (zapewne mniej wiarygodnych niż "Diagnoza", ale pokazujących jakąś prawdę) Sejm cieszył się zaufaniem od 60 do 70 proc. Polaków. Dwukrotnie mniejszym cieszyło się kierownictwo PZPR, które wyznaczało skład Sejmu.

A jak jest z innymi instytucjami państwa? Zaufanie do prezydenta deklarowało w "Diagnozie" 13 proc. Polaków, brak zaufania - 58 proc., a blisko 30 proc. nie miało zdania. Rząd "cieszy się" niemal identycznym zaufaniem jak prezydent. Parlamentowi Europejskiemu ufa nieco ponad 15 proc. respondentów, a większość - ponad 52 proc. - nie ma na jego temat zdania. Zaufaniem cieszą się za to policja: 42 proc. wobec 33 proc. deklarujących nieufność, i banki: 44 do 26. Funduszom inwestycyjnym nie ufamy, ale wiarygodność ZUS oceniamy dwukrotnie wyżej niż rządu i prezydenta.

Ponad 40 proc. pytanych nie potrafiło ustosunkować się do zalet i wad demokracji, a dla 20 proc. nie ma żadnego znaczenia, czy żyjemy w kraju demokratycznym, czy nie. Jedynie co czwarty Polak twierdzi, że demokracja jest na pewno lepszą formą rządów niż inne, a 15 proc. wolałoby, by demokracji nie było. Nic dziwnego, że jedynie 13 proc. respondentów pozytywnie ocenia przemiany, jakie nastąpiły po roku 1989, a ponad 36 proc. wypowiada się o nich negatywnie. Reszta jak zawsze nie ma zdania.

Tacy jesteśmy - zamknięci w sobie, skupieni na swoich rodzinach, nieufni wobec tego, co na zewnątrz. Wartości rodzinne są przez respondentów w oczywisty sposób przeceniane. Skoro co czwarta rodzina w Polsce się rozpada, to nie jest możliwe, by 90 proc. było zadowolonych ze swego małżeństwa. Ten wynik to raczej obrona swojej prywatności: jest mi dobrze, jestem zadowolony z mojej rodziny, a wszelkie zło pochodzi ze świata zewnętrznego.

Diagnoza pokazuje dość nieprzyjemny obraz Polaków. Nie interesujemy się sprawami publicznymi, nie cenimy demokracji i nie chcemy w niej uczestniczyć nawet na poziomie podstawowym, gdzie wpływ wyborcy na lokalną władzę jest, przynajmniej teoretycznie, największy. Sferę publiczną postrzegamy jako wyalienowaną od spraw, które są dla nas ważne. A to, co ważne, jest zamknięte w czterech ścianach naszych mieszkań. Taka postawa w oczywisty sposób utrudnia pozytywną ewolucję naszej demokracji. Wygląda na to, że większość Polaków mówi do polityków: a rządźcie się sami, uchwalajcie jakieś prawa, róbcie swoje reformy. To wasz świat, a my mamy własny.

Profesor Janusz Czapiński, który kieruje od lat programem "Diagnoza" nieustannie podkreśla, że brak kapitału społecznego (niski poziom zaufania i uczestnictwa w życiu publicznym) staje się coraz większą barierą utrudniającą nasz rozwój. Profesor wierzy, że da się to naprawić przez zmianę programów edukacyjnych, naukę współdziałania od najmłodszych klas. Oby!

  • 16 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    19 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':