http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Nie ma już budów socjalizmu

Dr hab. Paweł F. Góra*
2010-03-02, ostatnia aktualizacja 2010-03-02 17:44

Jeżeli wieś się wygłodzi i ludzie zostaną zmuszeni do przeprowadzki do miast, powstaną polskie fawele, dzielnice nędzy i beznadziei


Fot. Rafał Michałowski / AG
ZOBACZ TAKŻE
Poglądy Janusza A. Majcherka na nauczanie matematyki i nauk ścisłych uważam za całkowicie błędne, ale ze społeczno-polityczną publicystyką tego autora na ogół się zgadzałem. Nie tym razem. Artykuł pt. "Pieniądze wsi szkodzą" ("Gazeta", 16 lutego) Majcherek poświęca krytyce utrzymywania archaicznej struktury wsi dzięki transferom socjalnym, dotacjom do KRUS i subwencjom europejskim.

Zaczyna od rozsądnego pytania: "Czy jest możliwe w XXI wieku osiągnięcie szybkiego rozwoju, przeprowadzenie gruntownej modernizacji i zapewnienie bogactwa społeczeństwu, którego trzecia część żyje nieproduktywnie na wsi, utrzymuje się głównie z dotacji, subwencji, zasiłków i innych świadczeń oraz nie wiadomo czego, ewentualnie pracy na czarno?". Pytanie jest retoryczne. Nie, nie jest to możliwe.

KRUS jest anachroniczny, ekonomicznie i społecznie szkodliwy. Należy go gruntownie zreformować. Równie szkodliwy jest system "rent" (świadomie używam cudzysłowu), będący często głównym źródłem gotówki dla mieszkańców wsi. Dramatem jest bezrobocie na wsi, jawne i ukryte. Formalne traktowanie gospodarstw, które nie sprzedają niczego na rynku, tak jak normalnych gospodarstw rolnych i przydzielanie im unijnych dotacji, jest ekonomicznie nieuzasadnione. Prawdą jest wreszcie, że politycy - i to, wbrew obiegowej opinii, nie tylko z PSL - starają się istniejący stan rzeczy zakonserwować w obawie przed utratą elektoratu.

Cóż więc należałoby zrobić? Odrzucić anachroniczny, ze wszech miar szkodliwy system transferów socjalnych na wieś, zapewniając jednocześnie mieszkańcom wsi jakieś inne, produktywne źródła utrzymania. Nad takimi rozwiązaniami zastanawiają się eksperci piszący do "Gazety" . O nie, powiada Majcherek, nie tędy droga! Według niego "proces modernizacji naszego kraju i polskiego społeczeństwa musi oznaczać urbanizację". Nie podaje argumentów na rzecz swojej tezy. Tak ma być i już. Najwyraźniej wynika to z ideologicznych założeń, które być może nawet sam Majcherek nie w pełni sobie uświadamia. Ale co zrobić, żeby proces urbanizacji przyspieszyć i wymusić? Ni mniej, ni więcej, trzeba wieś wygłodzić. Ludzie będę się przenosić ze wsi do miast pod warunkiem, że "różnica między dotychczasowym a możliwym do uzyskania standardem życia musi być na tyle wyraźna, by kompensowała trudy związane ze zmianą miejsca i sposobu życia. Mówiąc brutalnie, tylko bieda wygna ludzi ze wsi do miast".

A gdy już znajdą się w mieście, to zapewne w sposób cudowny znajdą produktywną, dobrze płatną pracę. Janusz A. Majcherek, który swego czasu domagał się "solidnej porcji nauk społecznych" w szkole, najwyraźniej sam nie odrobił lekcji. Autor ten wie i nawet ubolewa nad tym, że "migracja ze wsi do miast praktycznie po 1989 r. zamarła, a od 2000 r. jest wręcz ujemna", ale on sam, profesor filozofii (sic!), nie zadał sobie trudu, aby to zjawisko zrozumieć. Ba, najwyraźniej nie ma na to ochoty. Tymczasem rzecz jest prosta.

Ludzi do miasta przyciągała praca. Gdzie mogli znaleźć pracę niewykwalifikowani mieszkańcy wsi? Na wielkich budowach socjalizmu i w wielkich zakładach przemysłowych - hutach, kopalniach, fabrykach włókienniczych - które konsumowały nieograniczoną liczbę rąk do pracy. Ale teraz budów socjalizmu nie ma, a molochy przemysłowe albo upadły, albo zatrudniają o wiele mniej osób, niż dawniej - i to nawet nie tyle z powodu recesji, globalizacji i dzikiego kapitalizmu, ile z uwagi na postęp techniczny i mniejsze marnotrawstwo. Gdzież więc znajdą pracę wiejscy, niewykwalifikowani beneficjenci transferów socjalnych? Wielki przemysł ich nie wchłonie. Jeżeli, jak chce Majcherek, wieś się wygłodzi i ludzie zostaną zmuszeni do przeprowadzki do miast, powstaną nasze własne, polskie fawele, dzielnice nędzy i beznadziei.

Czym zaś wytłumaczyć odwrócenie trendów migracyjnych? Nie wiem, w którym z równoległych światów żyje Majcherek, ale w tym Krakowie, w którym mieszkam ja, pracuje wiele wysoko kwalifikowanych osób, które przeprowadziły się na wieś, codziennie dojeżdżają do pracy, ale - z wielu powodów, bynajmniej nie ze względów na transfery socjalne - wolą wieś od miejskich blokowisk.

Czy prof. Janusz A. Majcherek nigdy nie zastanawiał się, dlaczego codziennie rano i późnym popołudniem korkują się główne ulice wlotowe Krakowa? Otóż tysiące ludzi, którzy mieszkają w bliższych i dalszych podkrakowskich wsiach i miasteczkach, jedzie do pracy w mieście lub z niej wraca. I nie są to wyłącznie postpeerelowscy chłoporobotnicy, są to także lekarze, prawnicy, profesorowie, biznesmeni, urzędnicy, przede wszystkim zaś pracownicy szeroko pojętego sektora usług. To jest światowa tendencja - nie uwierzę, że Majcherek nigdy nie był w Londynie, Paryżu, Brukseli czy Madrycie i nie widział, jak tam to wygląda.

Ludziom trzeba ułatwić przemieszczanie się z miejscowości satelickich do metropolii (najlepiej za pomocą sprawnej komunikacji zbiorowej), nie zaś zmuszać ich do przeprowadzki do miasta. A w miejscu zamieszkania trzeba zapewnić porządną edukację dla ich dzieci i jakieś sposoby spędzania wolnego czasu dla nich samych. Dojeżdżanie do pracy ma i tę zaletę, że w wypadku utraty pracy można jakiś czas zostać w domu, nie ponosząc wyższych kosztów życia w dużym mieście.

Czy z tego wszystkiego wynika, że dla obecnych wiejskich beneficjentów transferów socjalnych nie ma już żadnej nadziei? Czy ci ludzie muszą pozostać w tak lub inaczej zorganizowanym socjalu? W odniesieniu do wielu może to, niestety, być prawda. Trzeba myśleć o ich dzieciach. Mieszkańcy wsi odnajdą się w mieście - albo nie będą musieli się do niego przeprowadzać - jeśli wieś przybliży się cywilizacyjnie do miasta. Trzeba więc inwestować w edukację na wsi, w infrastrukturę, w komunikację, w szeroko pojętą jakość życia, a wszystko to wykreuje miejsca pracy na wsi - ale Majcherek to odrzuca. Majcherek, jak już dawno podejrzewałem, jest neoluddystą: chciałby odwrócić postęp techniczny, stworzyć mnóstwo miejsc pracy dla niewykwalifikowanych robotników i przy okazji - ach, cóż za ulga - zlikwidować konieczność nauczania przedmiotów ścisłych w szkołach.

Nie będę udawał, że mam pomysły na rozwiązanie społecznych problemów wsi. Korzystając z okazji, chciałbym wszakże wspomnieć o pewnej kwestii. To prawda, że ekonomicznie opłacalna byłaby konsolidacja gruntów, powstawanie wielkoobszarowych farm. Ale te polskie, rozdrobnione gospodarstwa mają swoje zalety i kulturowe, i biologiczne. Pamiętam, gdy raz wiozłem profesora z Niemiec na konferencję do Zakopanego, ten piał z zachwytu: tu takie pole, tam śmakie, tu krowa, ówdzie kura. "Wy macie naturalny, europejski krajobraz, na Zachodzie takiego już nie ma!", krzyczał. To prawda. A owa rozdrobniona struktura - ozimina koło jarzyny, obok sad, tam zaś pole kapusty - sprzyja bioróżnorodności. Wiele gatunków potrzebuje czegoś takiego, w jednym gniazduje, w drugim żeruje.

Może więc uznać, że rozdrobnienie jest wartością. Dotacje europejskie ten stan rzeczy konserwują. Przyznajmy więc, że nie dotujemy fikcji rolnictwa, ale utrzymujemy taką mieszankę skansenu z rezerwatem przyrody. Do takiego krajobrazu można zaprosić turystów z Zachodu i z polskich wielkich miast. Może przyjadą, choć nie tak licznie, jak na śródziemnomorskie plaże, byleby mieli czystą łazienkę z ciepłą wodą i dobrą drogę.

* dr hab. Paweł F. Góra, Wydział Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej UJ, współautor blogu http://swiat-jaktodziala.blog.onet.pl



KRUS w "Gazecie"

"KRUS jest dobry, a nie zły" (10 lutego) wywiad z prof. Józefiną Hrynkiewicz: Likwidując KRUS budżet wcale nie zaoszczędzi 15 mld zł, państwo bowiem będzie musiało zdecydowaną większość rolników otoczyć opieką społeczną, ponieważ nie osiągają oni żadnych dochodów.

"Pieniądze wsi szkodzą" Janusz Majcherek (16 lutego): Wszelkie dopłaty do rolnictwa utrwalają jego archaiczną strukturę. Proces modernizacji kraju musi oznaczać urbanizację, a tylko bieda wygna ludzi ze wsi do miast i tylko w mieście znajdą oni produktywną pracę.

"Chłop biedniejszy dla miasta lepszy?" Krystyna Naszkowska (24 lutego): To głównie dzięki wprowadzeniu KRUS w ciągu ostatnich 19 lat ubyła nam jedna trzecia gospodarstw, co jest przyzwoitym tempem europejskim.

"Jak zlikwidować KRUS?" Wiktor Wojciechowski (25 lutego): KRUS powinien być zamknięty dla młodych, którzy rozpoczynają pracę zawodową, to wzmocni ich chęć do pracy poza rolnictwem.



  • 5 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    21 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':