http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

W 1987 r pojechałem na rowerze do Katynia

Rozmawiał Marcin Wojciechowski
2010-02-25, ostatnia aktualizacja 2010-02-25 13:58
Uroczystość odsłonięcia Pomnika Ofiar Katynia, Starobielska, Ostaszkowa, Kozielska. Fot. arch.
Uroczystość odsłonięcia Pomnika Ofiar Katynia, Starobielska, Ostaszkowa, Kozielska. Fot. arch.
Fot. Krzysztof Miller / AG

Jestem optymistą. To gest bez precedensu, że rosyjski premier zaprosił do Katynia polskiego premiera. Myślę, że właśnie po to, by zamknąć sprawę Katynia - mówi Aleksiej Pamiatnych*, jeden z Rosjan pomagających od końca lat 80. ustalić prawdę o Katyniu

ZOBACZ TAKŻE
Marcin Wojciechowski: Dlaczego w 1987 r. wziął pan dzieci, wsiadł z nimi na rowery i pojechał z Moskwy do Katynia? Miał pan świadomość, że to zaważy na pana dalszym życiu?

Aleksiej Pamiatnych: Nie lubię takiego patosu. W 1987 r. spędziłem jako naukowiec kilka miesięcy w Polsce. Przeczytałem poleconą przez znajomych książkę "Zbrodnia katyńska w świetle dokumentów" z przedmową gen. Andersa. Pierwsze wydanie ukazało się na emigracji w 1949 r. Książka zrobiła na mnie kolosalne wrażenie, było to wydanie podziemne. Po powrocie do Moskwy - a mieszkaliśmy w Zwienigorodzie na jej przedmieściach - postanowiliśmy z synem, że pojedziemy na rowerach do Katynia. Robiliśmy już takie wycieczki. To około 260 km od naszego domu.

Co chciał pan konkretnie zobaczyć?

- Pomnik, który tam stał i który mówił, że polskich oficerów zamordowali Niemcy. Dojechaliśmy do celu w ciągu kilku dni. Do samego Katynia podjechaliśmy już wieczorem. Strażnik chciał nas przepędzić, wyjąć film z aparatu. Nie wiem, czy był kagiebistą, ale mieścił się tam wtedy ośrodek wypoczynkowy KGB. Zagadałem strażnika, w końcu nie odebrał nam filmu. Bałem się, że nas zwinie i nie uda się rozbić namiotu na noc. Zrobiłem wtedy parę zdjęć. Na pomniku napis po polsku - nie dość, że kłamliwy, to z błędami: "Polskim oficeram zamordowanym przez hitlerowców". Widać podczas budowy nie było człowieka, który wyłapałby ten błąd językowy. Ja rozumiałem, że to błąd.

A czy rozumiał pan, że na pomniku widnieje kłamstwo?

- Już wtedy tak. Teren był zamknięty, do pomnika nie prowadziły żadne drogowskazy. Było jasne, że ktoś chce coś ukryć. Po powrocie do Moskwy napisałem list do komitetu obwodowego KPZR w Smoleńsku. Miał on dwie wersje: ostrą, przedstawiającą całą prawdę, oraz łagodną, w której udawałem głupka. W ostrej i długiej napisałem, że wiem, kto dokonał tej zbrodni. Ale żona odradziła jej wysłanie. Wysłałem więc wersję krótszą i naiwną z pytaniem, dlaczego pomnik jest na uboczu, na terenie zamkniętym, dlaczego nie prowadzą do niego żadne drogowskazy ani nie piszą o nim w przewodnikach, skoro polskich oficerów rozstrzelali faszyści. Dostałem odpowiedź od jakiegoś instruktora partyjnego ze Smoleńska, że zadaję słuszne pytanie. Obiecał, że teren pomnika zostanie wkrótce wyodrębniony z kompleksu KGB. W odpowiedzi było oczywiście podkreślone, że chodzi o pomnik "polskich oficerów zamordowanych przez Niemców w 1941 r.".

A potem? Nie mogł pan już się odczepić od tematu Katynia.

- Pisałem listy do rozmaitych czasopism. Najpierw nie chciano ich drukować. Raz chcieli wydrukować w tygodniku "Ogoniok". Byłem nawet w tej sprawie w redakcji. Obiecali, że list ukaże się w rubryce "Listy od czytelników". Ale po tygodniu zobaczyłem, że w ogóle nie było strony z listami, a zamiast niej zamieszczono wywiad z jakimś poetą.

"Rosja a Katyń" - nowe wydanie
Z okazji 70. rocznicy zbrodni katyńskiej Ośrodek Karta oraz warszawski Dom Spotkań z Historią wznowiły książkę "Rosja a Katyń", której pierwsze wydanie ukazało się 16 lat temu. Opisuje ona, co w Rosji zrobiono od końca lat 80. XX w. do dziś, by ujawnić prawdę o tej zbrodni. Obecne wydanie jest zaktualizowane, uzupełnione o najnowszą wiedzę i fakty. Aleksiej Pamiatnych opisuje działania środowisk niezależnych, przede wszystkim stowarzyszenia Memoriał, by ujawnić prawdę o Katyniu. Historyk Jurij Zoria drogę oficjalną i to, jak działacze partyjni dojrzewali, by przyznać, że polskich oficerów zamordowało NKWD, a nie Niemcy. W książce jest słynne "Orzeczenie komisji ekspertów" opracowane na zlecenie rosyjskich władz w sierpniu 1993 r., które było pierwszym tak obszernym materiałem w Rosji o sprawie Katynia. Jest także komplet materiałów o działaniach prawnych rosyjskiego Memoriału w sprawie Katynia oraz artykuł Nikity Pietrowa "Kto rozstrzeliwał Polaków".
Prezentacja książki z udziałem szefa sekcji polskiej Memoriału Aleksandra Gurjanowa 25 lutego o 13.00 w warszawskim Domu Spotkań z Historią (ul. Karowa 20). 28 lutego w tym samym miejscu o godzinie 14.00 odbędzie się pokaz filmu Andrzeja Wajdy "Katyń". Po filmie dyskusja z udziałem reżysera i Gurjanowa.
maw



Przełom nastąpił w 1989 r.

- Wtedy tygodnik "Moskowskije Nowosti" wydrukował duży artykuł Saszy Okuliczewa i mój o Katyniu. Decyzja zapadła na samej górze, czyli na szczeblu Gorbaczowa. Redaktor naczelny chciał drukować, bo pismo popierało pierestrojkę. I nawet podjął już taką decyzję na własną odpowiedzialność. Ale gdy numer był w drukarni, z "góry" nadszedł znak, że popiera tę akcję. W pewnym sensie zostaliśmy wykorzystani przez władze, bo na Kremlu zapadła w tym czasie decyzja, że trzeba zmienić stosunek do Katynia.

To była pierwsza publikacja w ZSRR, że zbrodni katyńskiej dokonało NKWD?

- Nieco wcześniej w "Litieraturnej Gazecie" ukazała się relacja Władimira Abarinowa ze spotkania polskich i radzieckich historyków oraz filmowców. Tam był akapit, że trzeba wyjaśnić sprawę Katynia, że są rozbieżności. Nasz artykuł był jednak obszerniejszy i bardziej szczegółowy.

Przez następnych 20 lat wydarzyło się bardzo dużo w sprawie Katynia. Prezydenci Michaił Gorbaczow i Borys Jelcyn odtajnili kluczowe dokumenty potwierdzające winę NKWD. Odbyły się ekshumacje w miejscach rozstrzeliwań, brałeś w nich udział. Otwarto cmentarze w Katyniu, Miednoje i Charkowie. Co zostało jeszcze do zrobienia?

- Dwie trzecie tomów śledztwa prowadzonego przez główną prokuraturę wojskową ZSRR i Rosji kilka lat temu utajniono. To bez sensu. Polscy eksperci - a nawet ja - widzieli w ciągu ostatnich 20 lat więcej tomów, niż w tej chwili jest jawnych. U siebie w biurze mam więcej dokumentów o Katyniu, niż teraz w Rosji jest jawnych. Mam np. zapis wideo z przesłuchania jednego z organizatorów tej zbrodni Tokariewa nagranego na początku lat 90. Umieszczę go niedługo na swojej stronie internetowej o Katyniu. Odtajnienie akt śledztwa to podstawa. Ich utajnienie kilka lat temu było rozgrywką ściśle polityczną. Druga rzecz to kwalifikacja prawna zbrodni. W 2004 r. prokuratura wojskowa uznała, że było to przestępstwo pospolite polegające na nadużyciu władzy przez urzędników państwowych i wojskowych. To prawnicy powinni zdecydować, czy Katyń był ludobójstwem, zbrodnią wojenną, czy zbrodnią przeciwko ludzkości. Moim zdaniem zbrodnią wojenną, która także nie podlega przedawnieniu. Żaden obiektywny prawnik nie powinien uznać Katynia za ludobójstwo.

Czy da się osądzić sprawców?

- Wszyscy - zarówno zleceniodawcy, jak i wykonawcy - zmarli. Ale trzeba ujawnić ich nazwiska. Tak naprawdę są znane od dawna, bo jesienią 1940 r. wydrukowano w gazetach listę 125 osób nagrodzonych za udział w tej operacji, choć oczywiście nie podano, że zabijali Polaków. Dostali premie i nagrody pieniężne. Historyk z Memoriału Nikita Pietrow ujawnił tę listę. Wyszła ona także po polsku w "Zeszytach Katyńskich", pisaliście o niej w "Gazecie", a teraz ukazuje się w książce "Rosja a Katyń". Trzeba tylko oficjalnie nazwać ich sprawcami zbrodni oraz dodać do nich osoby z kierownictwa partii i NKWD jako zleceniodawców. Memoriał chce także, by uznać wszystkich rozstrzelanych za ofiary represji politycznych, choć nasza prokuratura i sądy nie zgadzają się na to. Uznanie za ofiary represji byłoby podstawą do rehabilitacji. Mogło to nastąpić już w 2002 r. Władimir Putin mówił o tym osiem lat temu podczas wizyty w Warszawie, ale później stosunki polsko-rosyjskie pogorszyły się. Jeśli zrobimy wszystkie rzeczy, o których mówiłem, to sprawa Katynia zostanie zamknięta raz na zawsze. Będą mogli rozmawiać o niej już tylko historycy, a nie politycy.

Czy uroczystości katyńskie w kwietniu, w których po raz pierwszy weźmie udział rosyjski premier, to znak, że sprawa Katynia zmierza w kierunku, o którym pan mówi?

- Jestem nastawiony wyjątkowo optymistycznie. To rzeczywiście gest bez precedensu, że rosyjski premier zaprosił do Katynia polskiego premiera. Myślę, że właśnie po to, by zamknąć sprawę Katynia między naszymi krajami.

Często w Rosji słyszałem pytanie, po co Polacy upierają się przy pamięci o 20 tys. oficerów, skoro w Rosji są miliony często bezimiennych ofiar stalinizmu. Jak pogodzić pamięć o ofiarach z obydwu krajów?

- W Katyniu zginęła polska elita. Polacy dają Rosjanom przykład, jak czcić swoje ofiary. W Katyniu, Miednoje i Charkowie zbudowano cmentarze wojskowe z nazwiskami wszystkich pochowanych tam Polaków. Rosjanie i Ukraińcy [Charków jest na Ukrainie] zbudowali obok nich swoje cmentarze ofiar NKWD. Prawdopodobnie nie powstałyby, gdyby nie cmentarze dla Polaków. Na rosyjskich i ukraińskich cmentarzach ofiar stalinowskich nie ma jednak nazwisk. Jest różnica w mentalności Polaków i Rosjan. Polaków nie satysfakcjonują bezimienne groby, jeżeli jest możliwość ustalenia tożsamości ofiar, to szukają do skutku. U nas jest grobów bezimiennych mnóstwo i mało kogo obchodzi, kto w nich leży. W Memoriale pracujemy nad tym, by ustalić nazwiska wszystkich ofiar represji, ale to gigantyczna praca na lata. Bez pomocy państwa będzie ją trudno wykonać.

Przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu toczą się sprawy o odtajnienie akt katyńskich oraz o rehabilitację ofiar. Czy jest możliwy kompromis między Polską i Rosją, zanim zapadnie wyrok?

- Jeżeli byłaby możliwość wycofania tych spraw dzięki wspólnym polsko-rosyjskim ustaleniom politycznym, które moim zdaniem zapadną, to byłoby tylko z korzyścią dla naszych stosunków.

Komuniści chcą powołać w Dumie komisję, która ma udowodnić, że polskich oficerów rozstrzelali w Katyniu Niemcy. Czy taki punkt widzenia jest dziś popularny wśród Rosjan?

- Szczerze mówiąc, myślałem, że nie. Ale kilka dni temu słuchałem audycji radiowej, w której wystąpił jeden z komunistów i szef polskiej sekcji Memoriału Aleksander Gurjanow. Dyskusję zdecydowanie wygrał Gurjanow. Ale w trakcie audycji przeprowadzono ankietę wśród słuchaczy, kto dokonał zbrodni w Katyniu. 85 proc. odpowiedziało, że Niemcy. Pod koniec godzinnej audycji powtórzono ankietę. Wtedy na Niemców wskazało już 70 proc. Gurjanow przekonał do swoich argumentów ponad 10 proc. słuchaczy. Ale trzeba edukować Rosjan w sprawie Katynia. Moim zdaniem najlepszym wyjściem byłby pokaz filmu Andrzeja Wajdy "Katyń" w jednym z głównych kanałów telewizji rosyjskiej. Nie jest on antyrosyjski, ale skierowany przeciwko totalitaryzmowi i kłamstwom. Na razie ten film był pokazywany w Rosji jedynie na pokazach klubowych w kinach i w pewnej niszowej telewizji kablowej.

* Aleksiej Pamiatnych jest rosyjskim fizykiem i astronomem, który od kilku lat mieszka i pracuje głównie w Polsce w Centrum Astronomicznym PAN im. Mikołaja Kopernika w Warszawie. Zajmuje się sprawą Katynia od końca lat 80. Jest członkiem stowarzyszenia Memoriał badającego zbrodnie stalinowskie. Prowadzi własną stronę internetową o Katyniu: http://community.livejournal.com/ru_katyn/

  • 11 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':