http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Chłop biedniejszy dla miasta lepszy?

Krystyna Naszkowska
2010-02-25, ostatnia aktualizacja 2010-02-25 12:32

Właściciele małych i niewydajnych gospodarstw to starsi, niewykształceni ludzie. Gdzie, przepraszam, oni znajdą pracę w mieście?

Krystyna Naszkowska
Fot. Kamil Wróblewski / TOK FM
Krystyna Naszkowska
13 lipca 2008 r., okolice Ełku. Gospodarstwo Michała i Ryszarda Szadkowskich. Na 454 ha uprawiają m.in. czarną porzeczkę i aronię
Fot.Agnieszka Sadowska / AG
13 lipca 2008 r., okolice Ełku. Gospodarstwo Michała i Ryszarda Szadkowskich...
Jest Janusz Majcherek publicystą świetnym. Pisze ze swadą, jasno wyraża swoje myśli, nie boi się ostrych, kontrowersyjnych sformułowań. Ma dar przekonywania, nawet wówczas kiedy stawia tezy niepoparte żadnymi racjonalnymi argumentami.

Tym razem postanowił rozprawić się z argumentacją prof. Józefiny Hrynkiewicz, specjalistki od systemów emerytalno-społecznych ("KRUS jest dobry, a nie zły", "Gazeta" 10 lutego). W wywiadzie powiedziała ona kilka zdań w obronie obecnego systemu emerytalno-rentowego rolników, czyli słynnego KRUS.

Zdaniem Majcherka o kilka zdań za dużo.

Więc teraz on, polemizując z prof. Hrynkiewicz, napisał o kilka zdań za dużo. I to zdecydowanie za dużo.

Napisał bowiem tak. "Prof. Hrynkiewicz stwierdza, że mamy na wsi 7 proc. gospodarstw, które mogą przynosić rolnikom dochód. Zatem 93 proc. gospodarstw, i na pewno jeszcze wyższy odsetek ludności rolniczej (w biedniejszych rodzinach jest więcej dzieci), ma na zawsze pozostać na utrzymaniu innych? Wszak prof. Hrynkiewicz przekonuje, że bez obecnego systemu wspierania ludności wiejskiej poprzez dotacje, dopłaty, subwencje, refinansowania składek, zwolnienia podatkowe i inne świadczenia, koniecznością stałoby się przejęcie tych ludzi na utrzymanie opieki społecznej. Otóż rzeczywistą alternatywą jest znalezienie przez nich innych źródeł utrzymania, czyli produktywnej pracy. Na wsi nie będzie to możliwe, przynajmniej na skalę wymaganą przy tej liczbie ludności i jej koncentracji w najsłabiej rozwiniętych regionach kraju. Aby jednak chcieli jej szukać w mieście, różnica między dotychczasowym a możliwym do uzyskania standardem życia musi być na tyle wyraźna, by kompensowała trudy związane ze zmianą miejsca i sposobu życia.

Mówiąc brutalnie - tylko bieda wygna ludzie ze wsi do miast. Natomiast system służący zwalczaniu biedy na samej wsi poprzez transfery socjalne zapewniające ludności wiejskiej znośne warunki życia bez związku z jej produktywnością tylko zakonserwuje zacofaną strukturę agrarną, zawodową i społeczną".

I jeszcze Majcherek pisze, że dalsze nakłady państwa na wieś będą hamowały procesy migracji do miast. "Proces modernizacji naszego kraju i polskiego społeczeństwa musi oznaczać urbanizację. Tymczasem migracja ze wsi do miast praktycznie po 1989 r. zamarła, a od 2002 jest wręcz ujemna, czyli udział ludności wiejskiej w polskim społeczeństwie rośnie!".

Czytam i oczom nie wierzę. Po pierwsze, nie mogę uwierzyć, że można tak zmanipulować czyjąś wypowiedź dla potrzeb polemiki. Majcherek komentuje coś, czego wcale pani profesor nie powiedziała. Ale sprawą zasadniczą jest główna myśl autora tego tekstu, która - z grubsza - sprowadza się do tego, że nie ma modernizacji kraju i rolnictwa bez urbanizacji i że tylko bieda wygna ludzi ze wsi do miasta.

Co powiedziała pani profesor? Że KRUS wcale nie jest złym systemem. I wcale nie obciąża tak bardzo budżetu, jak się powszechnie uważa. I że nie ma kraju cywilizowanego o znacznym obszarze rolnym, w którym nie byłoby osobnego systemu emerytalno-rentowego dla rolników. I że wszędzie do tego systemu się dopłaca z budżetu niewiele mniej niż u nas (tam od 65 do 76 proc., u nas 79 proc.).

Nie mówiła, że jest zwolenniczką zwalniania rolników z podatków, tylko zwróciła uwagę, że dziś wszyscy rolnicy płacą podatek gruntowy, którego wysokość zależy od liczby posiadanych hektarów - im kto ma większe gospodarstwo, tym więcej płaci. Jeśli rząd zamieni ten podatek na dochodowy, to budżet według jej wyliczeń na tym straci. Straci, bo większość rolników żadnych dochodów nie osiąga i niczego więc już nie będzie płaciła budżetowi z tytułu podatku.

Przy odrobinie dobrej woli można nawet przyjąć, że pani profesor odradza ten ruch rządowi w trosce o budżet państwa, a nie kieszeń rolników.

Majcherkowi ta myśl prof. Hrynkiewicz się nie spodobała, więc dla ułatwienia polemiki najpierw ją nieco przekształcił, a potem przedstawił swoją diagnozę sytuacji na wsi i sposoby jej naprawy.

A więc zdaniem prof. Majcherka nasza wieś jest zacofana i ma archaiczne stosunki agrarne. Jednym słowem jest biedna. A wszelkie dotacje dla wsi, w tym dotacje do systemu emerytalno-rentowego, tylko tę biedę utrzymują. Skończy się ona dopiero, jak przeniesiemy chłopów do miast. Na potwierdzenie swoich tez Majcherek nie przedstawia żadnych liczb, przykładów, argumentów. Tak po prostu uważa teoretycznie (przy okazji wytykając prof. Hrynkiewicz teoretyzowanie).

Taką koncepcję rozwoju kraju (poprzez industrializację, urbanizację i centralizację) forsowano w PRL, podpierając się marksistowską nauką. Ale nawet wówczas przyciągano ludzi do miast, oferując im szansę lepszego życia, a nie pogarszając im warunki życia na wsi.

Majcherek chyba zapomniał, skąd wziął się ten obszar wiejskiej biedy w III RP. Ano m.in. stąd, że w okresie transformacji i gwałtownego wzrostu bezrobocia w miastach wypluły one nadwyżki bezrobotnych. A wieś tych bezrobotnych przyjęła. To byli głównie dwuzawodowcy, czyli właściciele małych gospodarstw położonych w okolicach miast, którzy w tych miastach dorabiali, bo z ziemi nie mogli się utrzymać. Teraz musieli na wieś wrócić, bo modernizujące się zakłady pracy musiały obniżać koszty pracownicze. Nikogo nie obchodziło, jak ci zwalniani sobie poradzą. To dlatego na początku lat 90. tak bardzo powiększyła się strefa biedy na wsi.

Wbrew gołosłownym twierdzeniom Majcherka struktura rolna na naszej wsi zmienia się całkiem szybko. W Europie Zachodniej gospodarstw rolnych ubywa przeciętnie w tempie 2 proc. rocznie. Nam między 1990 a 2008 r. ubyło prawie 33 proc. gospodarstw, czyli mamy bardzo przyzwoite europejskie tempo. I jest to głównie zasługa KRUS, który umożliwił rolnikom otrzymywanie emerytur w zamian za przekazanie lub sprzedanie gospodarstwa. To są tzw. twarde dane.

Czy chcielibyśmy, by ta struktura zmieniała się szybciej? Jasne! Ale takie procesy - społeczne, ekonomiczne i kulturowe - nie przebiegają w ekspresowym tempie.

Zdaniem prof. Wojciecha Jóźwiaka z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa w najbliższych latach ten proces likwidowania drobnych gospodarstw będzie się jeszcze nasilał i za 10-15 lat znikną one z naszej mapy strukturalnej. Znikną nie dlatego, że - jak pisze Majcherek - wieś bardziej zbiednieje, tylko dlatego, że młodzi ludzie ze wsi nie będą przejmować tych kilkuhektarowych gospodarstw po rodzicach, zdając sobie sprawę, że z małego gospodarstwa nie da się dobrze żyć. Będą woleli sprzedać je tym, którzy mają już na tyle duże gospodarstwa, że osiągają dochody, a sami poszukają sobie pozarolniczych źródeł dochodów. Także na wsi. To jest też teza pani prof. Hrynkiewicz: źródło poprawy sytuacji na wsi tkwi głównie w umożliwieniu dzieciom wiejskim zdobywania lepszego wykształcenia, podnoszeniu poziomu oświaty na wsi, dostępie do bibliotek i internetu itd.

Panaceum na złą strukturę agrarną na wsi ma być według Majcherka bieda, która wygna mieszkańców wsi do miast. A ja się pytam, czy prof. Majcherek zdaje sobie sprawę, że właściciele tych małych i niewydajnych gospodarstw to przede wszystkim ludzie starsi i kompletnie niewykształceni! Gdzie, przepraszam, oni znajdą pracę w mieście? Chce Majcherek powiększać obszar biedy w mieście, bo tak to by się skończyło?

Przecież oni pracują w swoich gospodarstwach, bo nie mają wyboru. To jest ich sposób na życie. To łaska dla naszego budżetu, że nie przenoszą się do miast i nie wyciągają ręki po zasiłek. To czysty zysk dla tych wszystkich, którzy teraz płaczą, że ze swoich podatków utrzymują chłopstwo. Ci drobni rolnicy nie są na garnuszku państwowym. Co prawda, nie produkują na rynek, nie sprzedają swoich towarów do supermarketów, ale produkują. Według wyliczeń Instytutu Ekonomiki Rolnictwa te drobne gospodarstwa produkują ok. 20 proc. całej żywności. Dzięki temu się utrzymują.

I wreszcie zdaniem Majcherka nowoczesna Polska i zmodernizowana wieś nastanie tym szybciej, im szybciej biedota wiejska wyniesie się do miast. A będzie się tam przenosić tym chętniej, im bardziej widoczna będzie różnica w dochodach na wsi i w mieście. Ta różnica ma się brać głównie z ubożenia wsi, a nie wzrostu zamożności mieszczuchów. Wszak jest Majcherek zwolennikiem likwidowania różnych form wspierania rolników - "zwolnień podatkowych, dotacji, subwencji, zasiłków i innych świadczeń ".

Więc ma być biedniej na wsi, aby potem wszystkim było lepiej.

To naprawdę bardzo ciekawe i nowatorskie spojrzenie na problemy naszego rolnictwa.

  • 8 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    17 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':