Właśnie dowiedziałam się, że w roku 2007 - tylko co - było w Polsce dwa razy więcej zwolenników kary śmierci niż jej przeciwników. Wciąż jest zapewne podobnie.
Czy ma to znaczenie, skoro w polskim kodeksie karnym nie ma tej kary, wyrok śmierci nie może być ani orzeczony, ani wykonany?
Zawsze wierzyłam, że to, co myślą obywatele, jest ważne. Dla mnie istotne jest to, że wciąż jesteśmy zatruci fałszywą wiarą w przywracanie sprawiedliwości i naprawianie świata przez zadanie śmierci. Smutne i niepokojące jest też to, że Polski - i w ogóle naszej części Europy - wyraźnie brak wśród ludzi zabiegających o to, by kara śmierci znikła z tej planety.
24 lutego 2010 r. - po raz czwarty - zbierają się w Genewie przeciwnicy kary śmierci - abolicjoniści z całego świata. Program tego kongresu wskazuje, że byłoby tam kogo wysłuchać i komu powiedzieć, jak widzimy problem. I przypomnieć o Białorusi, gdzie wciąż nie ma moratorium i wyroki śmierci są wykonywane.
Przy nazwiskach niektórych uczestników są jeszcze gwiazdki, trwa oczekiwanie na ostateczne potwierdzenie udziału. Na pewno będą liczni działacze koalicji przeciw karze śmierci z
USA, Francji i ze Szwajcarii, a ponadto dyplomaci, przedstawiciele Unii Europejskiej i Rady Europy, profesorowie prawa karnego, adwokaci. Z Iranu ma przybyć noblistka Shirin Ebadi, na pewno będzie siostra Helen Prejean, wielka postać amerykańskiego ruchu na rzecz abolicji.
Lista uczestników robi wrażenie, ale bardziej przecież chodzi o tematy. Znów przykładowo wyliczam:
(oddziaływanie na polityków; (budowanie koalicji przeciw karze śmierci; (osłona grup szczególnie wrażliwych - młodzieży, osób z zaburzeniami psychicznymi; (jak reagować na przemoc i zadośćuczynić potrzebom ofiar zbrodni bez kary śmierci? (praca nad argumentami dla przekonania opinii publicznej; (strategie dążenia do abolicji.
Z dorobku kongresu można będzie wiele zaczerpnąć. W Polsce oddziaływanie na opinię publiczną jest w tej kwestii zaniedbane. Potrzebujemy rozwinięcia różnych argumentów przeciw karze śmierci. Twardych, rzeczowych, konkretnie wskazujących, że jest nieskuteczna. Głębokich: że akceptacja kary śmierci opiera się na takich przesłankach religijnych czy filozoficznych, jakich nie chcemy przyjmować, bo w gruncie rzeczy są nam obce.
Powie ktoś, że nie stać nas na uczestniczenie w ruchu międzynarodowym dotyczącym sprawy, która interesuje nas tylko marginalnie. Taka ocena znaczenia abolicji dla świata (i dla Białorusi) jest niesłuszna.
Polski udział w myśli abolicyjnej i w działaniach na rzecz osób zagrożonych jest potrzebny. Zainteresowanie budzi się, trzeba je podtrzymywać. Skromne środki wystarczą na kontakty i szersze, bardziej intensywne wprowadzanie tej tematyki w to, co i tak już robimy w sprawie przestrzegania praw i wolności człowieka.
*Halina Bortnowska filozof, publicystka, przewodnicząca rady Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka