http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Był dla mnie darem

Tadeusz Mazowiecki
2010-02-22, ostatnia aktualizacja 2010-02-22 14:35

Szef dyplomacji, który prowadzi politykę obliczoną nie na następny dzień czy miesiąc, lecz na dziesięciolecia, sięga wymiaru męża stanu. To był przypadek Krzysztofa Skubiszewskiego - mówił podczas Jego pogrzebu 18 lutego pierwszy premier III RP

Minister Krzysztof Skubiszewski przed gmachem Sejmu, rok 1991
Fot. Tomasz Wierzejski / AG
Minister Krzysztof Skubiszewski przed gmachem Sejmu, rok 1991
Czuję się zobowiązany, aby mówić zwłaszcza o okresie, w którym ściśle ze sobą współdziałaliśmy. Ale nie tylko, bowiem cele pozostawały te same, a podstawowe zadania zmieniały się wraz z okolicznościami, które rozszerzały możliwości ich urzeczywistnienia.

Te cele i zadania - to przede wszystkim niepodległość Rzeczypospolitej, jej suwerenność wewnątrz i na zewnątrz. Od początku było dla nas jasne, iż gorset uzależnień od ZSRR, w którym Polska przedtem pozostawała, musi ulec zmianie i że - od zaraz - dawny satelicki stan rzeczy nie może dawać podstaw do ingerowania w wewnętrzne sprawy Polski rozpoczynającej wielką zmianę ustrojową.

Było też jasne, że na zewnątrz będziemy mówić własnym, wolnym głosem, uwzględniającym okoliczności, w jakich działaliśmy, ale nie rezygnującym z dalekosiężnych celów. Związanie zaś Polski z Zachodem, otwieranie się na możliwość uczestnictwa w strukturach europejskich i ponadatlantyckich, było uzależnione również od stopnia otwierania się tych struktur na nas. Aby uruchomić procesy idące w tym kierunku, nie wystarczało wyrażać taką wolę, ale trzeba było zjednywać sojuszników dla takiego punktu widzenia.

Wreszcie, przebudowa systemu gospodarczego dokonywana w warunkach zapaści wymagała harmonizowania polityki zagranicznej z tą przebudową, zwłaszcza w kwestii oddłużenia oraz pozyskiwania pomocy i zwiększenia inwestycji zagranicznych.

Minister Skubiszewski dobrze rozumiał tę współzależność między cywilizacyjną przebudową Polski a zadaniami polityki zagranicznej. Tłumaczył wprost, - adresując te słowa do polskiej opinii, - iż dla znaczenia każdego kraju w świecie decydująca jest dziś jego pozycja gospodarcza, a polityka zagraniczna spełnia rolę niejako pomocniczą.

Równocześnie jednak działaliśmy wtedy nie tylko w świadomości odziedziczonego stanu rzeczy, w tym inflacji i zadłużenia, lecz i w poczuciu znaczenia tego, co Polska ponadto posiada i co jest ważne. Mam tu na myśli nie tylko moralny tytuł kraju, w którym zapoczątkowane zostały procesy znoszące podział Europy, lecz także inicjatywę i zdecydowaną polityczną wolę dokonania gruntownej demokratycznej i cywilizacyjnej przebudowy. Mam też na myśli dziedzictwo historii i kultury, wielkość i prężność naszego narodu i kraju.

((• 

Ta argumentacja się narzucała, ale sposób jej przedstawiania i realizowania mógł być różny. Pełen kompleksów kraju ciągle niedocenianego lub budzący zrozumienie i szacunek wagą i sposobem przedstawiania swych dążeń i aspiracji. Wymagało to więc odpowiedniego stylu w polityce zagranicznej. Ten styl nadawał jej Krzysztof Skubiszewski. Jego kompetencje osadzone w głębokiej znajomości prawa i stosunków międzynarodowych, wysoka kultura, takt i umiejętność zjednywania do racji, które przedstawiał, stanowiły jakby "wartość dodaną" polskiej polityki zagranicznej tamtego czasu.

Charakterystyczne jest, iż pierwsze swe wystąpienie na forum międzynarodowym rozpoczął od stwierdzenia nieważności od samego początku paktu Ribbentrop-Mołotow.

"Obecna sesja Zgromadzenia Ogólnego - mówił 25 września 1989 r. z trybuny ONZ - zbiera się w 50. rocznicę rozpoczęcia II wojny światowej. Wojna ta zaczęła się w Polsce i przeciwko Polsce w wyniku agresji hitlerowskiego rządu Niemiec dokonanej w zmowie ze stalinowskim rządem Związku Radzieckiego. Równocześnie oba te rządy zawarły szereg porozumień, które przewidywały rozbiór Polski i jej likwidację jako państwa. (...) Wszystkie te układy były sprzeczne z moralnością międzynarodową, z traktatami oraz bezwzględnie obowiązującymi podstawowymi zasadami powszechnego prawa międzynarodowego. Były więc (...) nieważne od samego początku.

Zdaję sobie sprawę z tego, panie przewodniczący - mówił dalej - że Zgromadzenie Ogólne nie jest miejscem na historyczne reminiscencje. Wojnę wspomniałem z trzech powodów.

Po pierwsze - musimy w pełni i definitywnie wyjaśnić to, co stało się przed wojną i w czasie wojny ( ), aby usunąć wpływ, jaki pewne minione wydarzenia wciąż wywierają na istotną część naszych współczesnych stosunków międzynarodowych ( ).

Po drugie - Organizacja Narodów Zjednoczonych musi skuteczniej zapobiegać konfliktom zbrojnym. (...)

Po trzecie - 50 lat temu chodziło o granice i nabytki terytorialne. Dzisiaj cały nacisk położyć musimy na obowiązek wszystkich państw niekwestionowania granic i traktowania ich jako nienaruszalne. Niektóre - dodawał - prowadzone ostatnio dyskusje o sprawach terytorialnych przynoszą więcej szkody niż pożytku".

To ostatnie zdanie stanowiło aluzję do wystąpienia przywódcy bawarskiej CSU stwierdzającego, iż "kwestia niemiecka obejmuje także wschodnioniemieckie obszary położone po tamtej stronie Odry i Nysy".

(((

Nawiązał się wtedy na forum ONZ bezpośredni dialog polsko-niemiecki. Federalny minister spraw zagranicznych Hans-Dietrich Genscher skierował do polskiego ministra następujące słowa: "Zwracam się do pana, panie Skubiszewski, jako ministra spraw zagranicznych nowej Polski, aby powiedzieć, że naród polski może być pewien, że jego prawo do życia w bezpiecznych granicach nie będzie kwestionowane ani teraz, ani w przyszłości przez roszczenia terytorialne nas, Niemców. (...) Razem z Polską chcemy pracować nad lepszą przyszłością dla Europy, nienaruszalność granic jest podstawą pokojowych stosunków w Europie".

Ten dialog stał się początkiem dobrej współpracy, zaufania, a z czasem nawet przyjaźni obu ministrów, co miało wielkie znaczenie, gdy przyszło nam rozwiązywać zasadnicze dla Polski sprawy związane pośrednio z procesem zjednoczenia Niemiec. Kiedy w Ottawie 12 i 13 lutego 1990 r. ministrowie spraw zagranicznych z czterech mocarstw okupacyjnych i ministrowie obu państw niemieckich podejmowali decyzję o zwołaniu konferencji 2 + 4, minister Skubiszewski był konsultowany z osobna przez wszystkich tych ministrów. Za Jego sprawą w komunikacie znalazło się sformułowanie, iż konferencja ta zajmie się również zewnętrznymi aspektami jedności Niemiec, związanymi z bezpieczeństwem sąsiadów Niemiec.

Stoczyliśmy wówczas wielką batalię o udział Polski w tej konferencji. Minister Skubiszewski negocjował formę i treść tego udziału z ministrem Genscherem. Podobnie z nim też później negocjował traktat o ostatecznym potwierdzeniu polskiej granicy zachodniej podpisany w Warszawie 14 listopada 1990 r. oraz przygotowywał polsko-niemiecki traktat o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy podpisany 17 czerwca 1991 r. w Bonn przez kanclerza Helmuta Kohla i premiera Jana Krzysztofa Bieleckiego.

Do języka politycznego wniósł w tamtym czasie prof. Skubiszewski określenie o polsko-niemieckiej wspólnocie interesów. Zważywszy na reminiscencje historyczne, było to sformułowane odważne. Ale też dalekowzroczne. Rozumieć je można tylko w optyce europejskiej. Tak jak zbliżenie francusko-niemieckie stanowiło podstawę procesów integracyjnych Europy Zachodniej, tak zbliżenie polsko-niemieckie leżało w interesie nie tylko obu naszych państw i narodów, lecz i całej Europy przystępującej do integracji dwóch jej części przez ponad 40 lat oddzielonych politycznie i ludzko.

  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':