http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Mazowiecki: Przypadek Krzysztofa Skubiszewskiego

Tadeusz Mazowiecki
2010-02-19, ostatnia aktualizacja 2010-02-19 18:44

Był człowiekiem publicznej służby. Gdy był ministrem nie miał czasu dla siebie. Szef dyplomacji, który toruje drogę polityce państwa, wierny celom i zasadom, i umiejący współkształtować nie tylko politykę na następny dzień czy miesiąc, lecz rozumujący w kategoriach dziesięcioleci - taki szef dyplomacji dosięga wymiaru męża stanu. To był przypadek Krzysztofa Skubiszewskiego.

Profesor Skubiszewski był ministrem spraw zagranicznych w rządach Tadeusza Mazowieckiego, Jana Krzysztofa Bieleckiego, Jana Olszewskiego, Waldemara Pawlaka i Hanny Suchockiej
Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta
Profesor Skubiszewski był ministrem spraw zagranicznych w rządach Tadeusza...
ZOBACZ TAKŻE
Wystąpienie Tadeusza Mazowieckiego na pogrzebie Krzysztofa Skubiszewskiego 18 lutego 2010 r.



Zapytany na początku swej działalności o to jakie kryteria są najbardziej adekwatne przy ocenie skuteczności dyplomacji, profesor Krzysztof Skubiszewski tak odpowiadał w wywiadzie udzielonym dziennikowi "Rzeczpospolita": "Czynników jest wiele, wymienię niektóre: osiąganie swych celów we właściwym czasie, wyczucie momentu w działaniu, takt, unikanie incydentów, unikanie konfliktów tam, gdzie jest to możliwe, rozsądne kompromisy, sztuka uzyskiwanie maksimum tego co możliwe, ruchliwość i umiejętność reagowania bez nerwowości. Podstawowe jest posiadanie wizji i zasadniczych celów mimo przytłoczenia codzienną pracą". Także tytuł jaki nadał jednemu z wygłoszonych expose zwięźle charakteryzuje działalność jaką prowadził w czterech rządach od 12 wrzenia 1989 do połowy 1993 r.: "Polityka zagraniczna: trwałość celów i zadań w zmiennych okolicznościach".

Czuję się zobowiązany aby mówić zwłaszcza o okresie, w którym ściśle ze sobą współdziałaliśmy. Ale nie tylko, bowiem cele pozostały te same, a podstawowe zadania zmieniały się wraz z okolicznościami, które rozszerzały możliwości ich urzeczywistnienia.

Przede wszystkim niepodległość

Te cele i zadania - to przede wszystkim niepodległość Rzeczypospolitej, jej suwerenność na wewnątrz i na zewnątrz. Od początku było dla nas jasne, iż gorset uzależnień od ZSRR, w którym Polska przedtem pozostawała, musi ulec zmianie, i że - od zaraz - dawny satelicki stan rzeczy nie może dawać podstaw do ingerowania w wewnętrzne sprawy Polski, Polski rozpoczynającej wielką zmianę ustrojową. Było też jasne, że na zewnątrz będziemy mówić własnym wolnym głosem, uwzględniającym okoliczności w jakich działaliśmy, ale nie rezygnującym z dalekosiężnych celów. Związanie zaś Polski z Zachodem, otwieranie się na możliwość uczestnictwa w strukturach europejskich i ponad atlantyckich, było uzależnione również od stopnia otwierania się tych struktur na nas. Aby uruchomić procesy idące w tym kierunku nie wystarczało wyrażać taką wolę, ale trzeba było zjednywać sojuszników dla takiego punktu widzenia. Wreszcie, co było nie bez znaczenia, przebudowa systemu gospodarczego, dokonywana w warunkach zapaści, wymagała harmonizowania polityki zagranicznej z tą przebudową, zwłaszcza w kwestii oddłużenia oraz pozyskiwania pomocy i zwiększenia inwestycji zagranicznych.

Minister Skubiszewski dobrze rozumiał tę współzależność między cywilizacyjną przebudową Polski a zadaniami polityki zagranicznej. W jego wystąpieniach można to prześledzić. Tłumaczył wprost - adresując te słowa do polskiej opinii - iż dla znaczenia każdego kraju w świecie decydująca jest dziś jego pozycja gospodarcza, a polityka zagraniczna spełnia rolę niejako pomocniczą. Równocześnie jednak działaliśmy wtedy - co wymaga przypomnienia - nie tylko w świadomości odziedziczonego stanu rzeczy, w tym inflacji i zadłużenia, lecz i w poczuciu znaczenia tego co Polska ponadto posiada i co jest ważne. Mam tu na myśli nie tylko moralny tytuł kraju, w którym zapoczątkowane zostały procesy znoszące podział Europy, lecz także inicjatywę i zdecydowaną polityczną wolę dokonania gruntownej demokratycznej i cywilizacyjnej przebudowy. Mam też na myśli dziedzictwo historii i kultury, wielkość i prężność narodu i kraju, który w procesach jednoczenia się Europy może odegrać znaczącą rolę dla jej zespolenia w geograficznym punkcie niezwykle ważnym dla zmieniającego się świata.

Styl Skubiszewskiego

Ta argumentacja się narzucała, ale sposób jej przedstawiania i realizowania mógł być różny. Pełen kompleksów kraju ciągle niedocenianego, lub budzący zrozumienie i szacunek wagą i sposobem przedstawiania swych dążeń i aspiracji. Wymagało to więc odpowiedniego stylu w polityce zagranicznej. Ten styl nadawał tej polityce Krzysztof Skubiszewski. Jego kompetencje osadzone w głębokiej znajomości prawa i stosunków międzynarodowych, wysoka kultura, takt, i umiejętność zjednywania do racji, które przedstawiał, stanowiły jakby "wartość dodaną" polskiej polityki zagranicznej tamtego czasu.

Charakterystyczne jest - patrząc na to z ówczesnej i dzisiejszej perspektywy - iż pierwsze swe wystąpienie na forum międzynarodowym minister Krzysztof Skubiszewski rozpoczął od stwierdzenia nieważności od samego początku paktu Ribbentrop - Mołotow.

"Obecna sesja Zgromadzenia Ogólnego - mówił 25 września 1989r. z trybuny ONZ - zbiera się w 50 rocznice rozpoczęcia II Wojny Światowej. Wojna ta zaczęła się w Polsce i przeciwko Polsce w wyniku agresji hitlerowskiego rządu Niemiec dokonanej w zmowie ze stalinowskim rządem Związku Radzieckiego. Równocześnie oba te rządy zawarły szereg porozumień, które przewidywały rozbiór Polski i jej likwidację jako państwa. Porozumienia te dotyczyły też innych krajów w naszym regionie. Wszystkie te układy były sprzeczne z moralnością międzynarodową, z traktatami oraz bezwzględnie obowiązującymi podstawowymi zasadami powszechnego prawa międzynarodowego. Były więc te porozumienia nieważne od samego początku. Mimo to zostały wprowadzone w życie przez oba mocarstwa i przyniosły nieopisane cierpienia milionom ludzi w tej części Europy.

Zdaję sobie sprawę z tego Panie przewodniczący - mówił dalej minister Skubiszewski - że Zgromadzenie Ogólne nie jest miejscem na historyczne reminiscencje. Wojnę wspomniałem z trzech powodów.

Po pierwsze - musimy w pełni i definitywnie wyjaśnić to co stało się przed wojną i w czasie wojny. Jest to konieczne w tym celu, aby usunąć wpływ jaki pewne minione wydarzenia wciąż wywierają na istotną część naszych współczesnych stosunków międzynarodowych i mogą na nich jeszcze odbijać się w przyszłości. Również wyeliminować trzeba wpływ tych wydarzeń na reakcje opinii publicznej w odnośnych krajach.

Po drugie - Organizacja Narodów Zjednoczonych musi skuteczniej zapobiegać konfliktom zbrojnym. W tej dziedzinie osiągnięcia Organizacji dalekie są od doskonałości.

Po trzecie - pięćdziesiąt lat temu chodziło o granice i nabytki terytorialne. Dzisiaj cały nacisk położyć musimy na obowiązek wszystkich państw nie kwestionowania granic i traktowania ich jako nienaruszalne. Niektóre - dodawał - prowadzone ostatnio dyskusje o sprawach terytorialnych przynoszą więcej szkody niż pożytku".

To ostatnie zdanie stanowiło aluzję do wystąpienia przywódcy bawarskiej CSU stwierdzającego, iż "kwestia niemiecka obejmuje także wschodnioniemieckie obszary położone po tamtej stronie Odry i Nysy".

2+4 plus Skubiszewski

Nawiązał się wtedy na forum Narodów Zjednoczonych bezpośredni dialog polsko-niemiecki. Federalny minister spraw zagranicznych Hans-Dietrich Genscher skierował do polskiego ministra następujące słowa: "Zwracam się do pana, Panie Skubiszewski, jako Ministra Spraw Zagranicznych nowej Polski, aby powiedzieć, że naród polski może być pewien, że jego prawo do życia w bezpiecznych granicach nie będzie kwestionowane ani teraz ani w przyszłości przez roszczenia terytorialne nas, Niemców. Koło historii nie zostanie cofnięte. Razem z Polską chcemy pracować nad lepszą przyszłością dla Europy, nienaruszalność granic jest podstawą pokojowych stosunków w Europie".

Ten dialog stał się początkiem dobrej współpracy, zaufania, a z czasem nawet przyjaźni obu ministrów, co miało wielkie znaczenie, gdy przyszło nam rozwiązywać zasadnicze dla Polski sprawy związane pośrednio z procesem zjednoczenia Niemiec. Kiedy w Ottawie w dniach 12 i 13 lutego 1990 r. ministrowie spraw zagranicznych z czterech mocarstw okupacyjnych i ministrowie obu państw niemieckich podejmowali decyzję o zwołaniu konferencji 2 + 4, minister Skubiszewski - co było znamienne - był konsultowany z osobna przez wszystkich tych ministrów. Za jego sprawą w komunikacie znalazło się sformułowanie, iż konferencja ta zajmie się również zewnętrznymi aspektami jedności Niemiec, związanymi z bezpieczeństwem sąsiadów Niemiec.

Stoczyliśmy wówczas wielką batalię o udział Polski w tej konferencji. Minister Skubiszewski negocjował formę i treść tego udziału z ministrem Genscherem. Podobnie z nim też później negocjował traktat o ostatecznym potwierdzeniu polskiej granicy zachodniej podpisany w Warszawie 14 listopada 1990 r. oraz przygotowywał polsko - niemiecki traktat o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy podpisany 17 czerwca 1991r. w Bonn przez kanclerza Helmuta Kohla i premiera Jana Krzysztofa Bieleckiego.

  • 1
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':