W czwartek 28 stycznia Donald Tusk ogłosił, że nie kandyduje na prezydenta, a w piątek 29 stycznia, wraz z Jackiem Rostowskim (ministrem finansów) i Michałem Bonim (szefem Komitetu Stałego), z wielką pompą przedstawił plan ratunkowy dla finansów publicznych ("Plan rozwoju i konsolidacji finansów publicznych w latach 2010-2011").
Oba te wydarzenia mogły podnieść ciśnienie wicepremierowi Waldemarowi Pawlakowi (
PSL). Pawlak nie pojawił się na Politechnice Warszawskiej, gdy ogłaszano "Plan...", choć wcześniej go zapowiadano. Tego samego dnia huknął, że o "Planie..." nic nie słyszał. I zablokował na kilka dni przesłanie do Brukseli naszej mapy drogowej do euro. To tzw. plan konwergencji, w którym Polska musi pokazać, jak chce zejść z deficytem finansów publicznych do wymaganych przez Unię 3 proc. PKB (2 lutego rząd go nie przyjął). Następnie dał wywiad w "Dzienniku", w którym zagroził wyjściem z koalicji.
Pawlak nie chce być malowany Dość emocjonalna reakcja Pawlaka mogła być spowodowana rozwianiem jego nadziei na premierostwo. Do tej pory szefowi PSL gdzieś w tyle głowy tliła się nadzieja na objęcie fotela premiera, gdy Tusk zgłosi swoją kandydaturę na prezydenta. Napomykali o tym także prominentni politycy Platformy, choć nieoficjalnie. Tusk tę nadzieję ostatecznie rozwiał.
Ale ostra reakcja Pawlaka to przede wszystkim wynik zaskoczenia, jakie sprawiła Platforma, ogłaszając plan konsolidacji.
O samym planie co prawda ludowcy zostali poinformowani kilka dni wcześniej, ale tylko w ogólnych zarysach. We wtorek (przed owym piątkiem) odbyło się spotkanie koalicyjne: ludowców reprezentował Pawlak ze Stanisławem Żelichowskim, a Platformę - Tusk z Grzegorzem Schetyną.
Co ciekawe, na tle poprzednich spotkań to wyróżniało się podobno wyjątkowo serdeczną atmosferą. Politycy postanowili koncentrować się na tym, co obie partie łączy, a nie dzieli. PO, mimo nalegań PSL, nie przedstawiła wtedy planu konsolidacji, mówiąc, że nie jest jeszcze dopracowany. Ustalono więc, że 16 lutego minister Boni wraz z doradcami spotka się z gronem ekspertów PSL. Ludowcy opuścili Kancelarię w dobrych humorach.
I w czwartek dowiedzieli się, że Tusk nie kandyduje na prezydenta, a w piątek wybuchła prawdziwa bomba w postaci planu konsolidacji. I wcale nie kwestia obłożenia rolników podatkiem dochodowym czy reforma
KRUS najbardziej zabolała PSL. Tylko informacja, że premier chce powołać nowego ministra, w randze sekretarza stanu, do spraw deregulacji.
Pawlak poczuł się osobiście upokorzony, gdyż PO wkroczyła w jego, ministra gospodarki, kompetencje. No i dowiedział się o tym z mediów, gdyż we wtorek koledzy z PO o tym nie wspomnieli.
Deregulacji pilnował dotychczas w resorcie Pawlaka wiceminister Adam Szejnfeld, który musiał odejść z powodu tzw. afery hazardowej. Najwyraźniej teraz premier chce mieć taką osobę przy sobie, w kancelarii.
Pawlaka musiało rozwścieczyć także to, że na giełdzie nazwisk jako "główny deregulator" pojawił się Jan Krzysztof Bielecki, były premier i zaufany współpracownik Tuska. Politycy i z PSL, i z PO spekulowali, że bycie zwykłym sekretarzem stanu jest poniżej ambicji Bieleckiego. Na poważnie mógłby rozpatrywać taką ofertę pod warunkiem, gdyby otrzymał także tekę wicepremiera ds. gospodarczych. Tyle tylko, że takim wicepremierem jest Pawlak.
PO zaczęła wysyłać do ludowców uspokajające sygnały. Rzecznik rządu Paweł Graś mówił w mediach, że Bielecki deregulatorem na pewno nie zostanie, a inni politycy Platformy dodawali, że ma on zostać szefem Rady Gospodarczej przy premierze.
To nie pierwszy raz premier próbuje robić z Pawlaka malowanego wicepremiera. Najpierw "wyjął" mu z resortu gospodarki pełnomocnika ds. bezpieczeństwa energetycznego. Tusk obsadził na tym stanowisku Macieja Woźniaka, i to przy sobie - zrobił go pełnomocnikiem przy kancelarii premiera. Inny pełnomocnik, ds. energetyki jądrowej, ostał się co prawda przy Pawlaku, ale Tusk nie dopuścił do tego, by został nim kandydat Pawlaka Krzysztof Żmijewski, przeciwnik atomu (stanęło na specjalistce Hannie Trojanowskiej).
Na dokładkę minister skarbu Aleksander Grad szykuje projekt ustawy, zgodnie z którym nadzór właścicielski nad spółkami skarbu państwa sprawować będzie resort skarbu. Tymczasem teraz kopalnie, oczko w głowie Pawlaka, są we władaniu Ministerstwa Gospodarki. Ludowcy nie oddadzą tak łatwo swojego kawałka tortu, zwłaszcza że w spółkach węglowych jest pełno intratnych posad.
Oficjalnie: "nie" dla KRUS i podatków Rozjuszony Pawlak wyjątkowo ostro jak na siebie zaatakował pomysły PO opodatkowania rolników i reformowania KRUS. Do tej pory aż tak temu się nie sprzeciwiał, zaliczał się do liberalnego skrzydła w PSL, które dopuszcza reformę i podatek dochodowy.
Ludowcy grają teraz niedoinformowanych, choć przecież od dawna musieli sobie zdawać sprawę, że kroją się reformy. Ta koalicja "musnęła" już raz KRUS, bardzo kosmetycznie. Ponieważ jednak minister Boni widzi potrzebę reform na wsi, premier zalecił wtedy powołanie międzyresortowego zespołu, który miał pracować nad koncepcją śmielszych reform. W skład tego zespołu weszli też przedstawiciele resortu rolnictwa. PSL-owski minister
Marek Sawicki musiał wiedzieć, co się święci. Podjął przecież nawet próbę kontrakcji. Ludowcy chcieli pracować w mediach nad poprawą wizerunku KRUS, przekonywać, że w KRUS do jednego ubezpieczonego rolnika państwo dokłada mniej niż np. do emerytury żołnierza czy policjanta.
W "Planie..." zapisy dotyczące rolników są bardzo miękkie. Grubą czcionką podkreślono, że nie ma mowy o likwidacji KRUS, trzeba "rozpocząć debatę nad powiązaniem opłacanych przez rolników podatków i składek z wysokością uzyskiwanych przez nich dochodów".
Skąd zatem atak ludowców na "Plan..." i wyraźne ich przejście do kontrofensywy? W wywiadzie dla "Dziennika" wicepremier Pawlak zaproponował, by to Fundusz Ubezpieczeń Społecznych (FUS) zreformować na modłę KRUS. Bo KRUS oparty na zryczałtowanej składce, za którą należy się niska emerytura, jest według Pawlaka dla budżetu, czyli podatników, tańszy.
Pawlak broni także pomysłu minister pracy Jolanty Fedak w sprawie OFE. Chce ona obniżenia składki do OFE - jej część zamiast do OFE szłaby do FUS. Akurat w tym popiera ją minister Rostowski, przeciw jest Boni i ostatnio sam Tusk. To właśnie z Boniego, skłóconego z Fedak, wicepremier robi "czarnego luda" hamującego pomysły PSL.